Reklama

Reklama

Z zabaw i gier dziecięcych

Amerykańska dziennikarka Mika Brzeziński kilka dni temu odmówiła nadania wiadomości o wyjściu Paris Hilton z więzienia.

Jej protest przeciwko zalewowi informacji o wybrykach gwiazd i gwiazdeczek wywołał poruszenie i powszechny zachwyt. Może dobrze byłoby pójść w jej ślady? Naszym problemem nie jest Paris Hilton ani nawet jej krajowe podróbki. My cierpimy na nadmiar informacji o poczynaniach naszych polityków. Nie będę gołosłowna. Poruszona słowami premiera, które wygłosił na Jasnej Górze, już w niedzielę napisałam dla Państwa felieton. Premier mówił: "Dziś Polska jest tutaj. Dzięki takim jak wy Polska trwa i będzie trwała."

A co z resztą? Co z tymi, których tam nie było? Czy przez to są mniej Polakami? Czy premier demokratycznego państwa może pozwalać sobie na słowa, które dzielą ludzi? Czy może wciąż podsycać nieufność, której i tak w naszym kraju nie brakuje? Widać może. Ale czy nam nie byłoby lepiej, gdybyśmy o tym nie wiedzieli? Ksiądz Rydzyk żadnych mediów nie zapraszał. Wręcz przeciwnie, nakazywał czujność. Niech nie kręci się tu nikt niepowołany. Gdyby media zechciały posłuchać! Niech by nawet się obraziły, że nie są zaproszone i całą sprawę zignorowały. Zostałaby w Rodzinie Radia Maryja. Niestety, media się nie obrażają. To przywilej dzieci i prezydenta, który na naszych oczach zerwał już kilka znajomości, ostatnio z Pawłem Zalewskim. I skąd to wiemy? Z mediów.

Reklama

Gdyby ich nie było, czy premier mógłby tak antagonizować ludzi? Skąd. Byłby bezradny jak dziecko, a my byśmy sobie żyli spokojnie, nie wiedząc, że nasz premier nas nie lubi. Poruszona tymi wydarzeniami, pisałam w niedzielę felieton w podniosłym tonie. Że przez wiele lat żyliśmy w Polsce, w której nie mogliśmy się czuć u siebie. Że po chwilowej euforii znów trudno tu poczuć się dobrze tym wszystkim, którzy od władzy oczekują rozwiązywania problemów, a nie walki z szatanem. Którzy od władzy oczekują dojrzałości, a nie gier i zabaw dziecięcych. Którzy nie chcą się czuć podejrzani tylko dlatego, że urodzili się przed którymś tam rokiem.

Już go kończyłam, gdy nagle to, co napisałam, przestało być istotne. Wyszły na jaw taśmy księdza Rydzyka. Byłam ciekawa, co premier na to? Sytuacja niezręczna. Jak z niej wybrnie nasz strateg, który jeszcze wczoraj przy ołtarzu wychwalał ojca dyrektora? Brałam pod uwagę wariant, że nic nie powie. To też niezła taktyka, z której premier czasem korzysta. Na przykład po sukcesie brukselskim odmówił spotkania z komisją sejmową. Porządny człowiek nigdy się nie tłumaczy. Nie musi też rozmawiać z pielęgniarkami, jeśli nie ma na to ochoty.

Zajrzałam do "Wprost" zwabiona taśmami Rydzyka. A tam Robert Mazurek analizuje rozmowy premiera z pielęgniarkami: "Jarosław Kaczyński popełnił typowy błąd rodzica, który najpierw upiera się przy swoim i grozi dziecku karą, by w końcu skapitulować przed atakiem histerii i zgodzić się na wszystko". Jeśli jednak pozostać przy dziecięco-rodzicielskich analogiach, można widzieć tę sytuację odwrotnie: Jarosław Kaczyński zachował się jak dziecko, które najpierw upiera się przy swoim, ale widząc żelazną konsekwencję rodzica, idzie po rozum do głowy. Dziecięce analogie coraz częściej nasuwają się same.

Choćby dziecięca wiara chłopców z PiS-u, wyrażana dzisiaj po wielekroć, że słowa ojca Rydzyka które pasują do niego jak ulał i którym nawet on sam nie zaprzecza, okażą się tylko złym snem, manipulacją, do której nie trzeba się ustosunkować. Ale co premier zrobi z tymi słowami? Jeszcze wczoraj stał z księdzem Rydzykiem przy ołtarzu i mówił: "Tu jest Polska". Słów księdza nie sposób przełknąć, choćby się bardzo chciało. Można je tylko zagłuszyć.

Ledwie skończyłam pisać drugą wersję felietonu, a tu bomba. Lepper zdymisjonowany. Zabawa nabrała tempa. Rząd robi, co obiecał. Kto w tej sytuacji zawracałby głowę premierowi słowami ojca Rydzyka? Bardziej wstrząsnęły mną nowe słowa premiera: Jeśli Lepper okaże się niewinny, będzie mógł wrócić do rządu. Koalicja z Samoobroną może być zachowana. Deja vu. Zabawa toczy się dalej. Drugi raz skasowałam pół felietonu, bo stracił na aktualności. Jednak wnioski pozostają te same. Proszę Państwa, rządzą nami chłopcy w krótkich spodenkach. Gdzie są wszyscy dorośli? Coś w końcu trzeba z tym zrobić!

Hanna Samson

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy