Urlop menstruacyjny - czy zostanie wprowadzony w Polsce?

Urlop menstruacyjny to rozwiązanie, na którego wprowadzenie zdecydowało się kilka państw. Choć idea dni wolnych na czas miesiączki znacząco podnosi komfort pracy wielu pracownic, nie jest ona wolna od wad. Sprawdź, jak wygląda kwestia urlopu menstruacyjnego na świecie i czy możemy spodziewać się go w Polsce.

Urlop menstruacyjny - co to jest?

Jak sama nazwa wskazuje, urlop menstruacyjny to dni wolne od pracy przysługujące w związku z menstruacją. Statystyki jasno wskazują, że 80 proc. kobiet boryka się z bólem, a u 5-10 proc. jest on na tyle silny, że uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Menstruacji towarzyszą ponadto inne uciążliwe objawy: osłabienie, omdlenia, migrena, dolegliwości żołądkowo-jelitowe czy wahania nastrojów. Trudno się nie zgodzić, że praca kobiet w takich okolicznościach nie jest wydajna. Mimo to kobietom w Polsce prawnie nie przysługuje urlop menstruacyjny. 

Urlop menstruacyjny na świecie

Prawo do skorzystania z dwudniowego urlopu w czasie miesiączki funkcjonuje w Japonii od 1947 roku. Urlop menstruacyjny przysługuje również w innych krajach Azji - Tajwanie, Korei Południowej, Indonezji i kilku prowincjach Chin. Rozwiązanie to w 2020 roku wprowadziła również indyjska korporacja Zomato (nie tylko dla kobiet, ale również miesiączkujących osób transpłciowych - w ciągu roku przysługuje im 10 dodatkowych płatnych dni urlopowych). Poza tym z praktyką urlopu miesiączkowego możemy spotkać się w Zambii oraz niektórych egipskich firmach.

Plany wprowadzenia trzydniowego urlopu z powodu miesiączki w 2017 roku miały także Włochy. Gdyby doszło to do skutku, byłoby one pierwszym zachodnioeuropejskim krajem z takim rozwiązaniem. 

Urlop menstruacyjny w Polsce

Kobietom w Polsce prawnie nie przysługuje urlop w czasie miesiączki. Obecnie nie są również planowane żadne zmiany w Kodeksie pracy, które regulowałyby tę kwestię. Nie oznacza to jednak, że urlopu podczas miesiączki nie można wprowadzić w ramach wewnętrznych regulacji obowiązujących w danej firmie. Na to rozwiązanie w marcu 2020 roku zdecydowała się marka streetwearowa PLNY LALA. "Okres wolny od pracy" to dodatkowy dzień wolny przysługujący pracownicom w związku ze złym samopoczuciem w czasie miesiączki. Co więcej, otrzymują one za niego standardowe wynagrodzenie. Niestety, po roku żadna z polskich firm nie zdecydowała się pójść w ślady warszawskiej marki.

Jakie są alternatywy dla urlopu menstruacyjnego?

W związku z dolegliwościami spowodowanymi menstruacją kobieta teoretycznie może wziąć urlop na żądanie lub L4. W praktyce sytuacja wcale nie jest taka prosta. Przyjmując, że najsilniejsze dolegliwości bólowe mają miejsce pierwszego dnia miesiączki, pracownica jest niedysponowana 12 dni w roku. Tymczasem urlop na żądanie przysługujący osobom zatrudnionym na podstawie umowy o pracę to tylko 4 dni w roku. Pracownica nie ma również gwarancji, że w związku ze swoim stanem otrzyma zwolnienie lekarskie. Możliwe jest także skorzystanie z urlopu wypoczynkowego - pod warunkiem, że pracodawca wyrazi na to zgodę. Innym rozwiązaniem, które zapewniłoby kobiecie większy komfort pracy podczas miesiączki, jest home office.

Urlop menstruacyjny - jakie wady ma to rozwiązanie?

Urlop miesiączkowy mógłby ułatwić życie wielu pracownicom, ale to rozwiązanie ma również wady. Eksperci podejrzewają, że jego wprowadzenie mogłoby stać się przyczyną zmniejszenia atrakcyjności kobiet na rynku pracy, a tego panie z pewnością chciałyby uniknąć. Szczególnie że część z nich doświadcza dyskryminacji już na poziomie rozmowy rekrutacyjnej, gdy mimo doskonałego przygotowania merytorycznego i wysokich kwalifikacji, otrzymują pytanie o planowaną ciążę. I choć zadanie takiego pytania w świetle Kodeksu pracy jest nielegalne, to nadal powszechna praktyka w Polsce. Pracodawca skłonny jest wybrać mniej wykwalifikowanego, ale "bezpieczniejszego" mężczyznę. Wprowadzenie urlopu menstruacyjnego w polskich realiach mogłoby zatem przynieść paniom więcej szkody niż pożytku. 

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje