Adolf Dymsza: Babski król

Nasz wielki komik był też szewcem-amatorem i czterem swoim córkom szył buciki. Kochał je nade wszystko i wiele dla nich poświęcił.

Pan Bóg niesprawiedliwie, (...) aż tyle dał jednemu "łobuzowi" - pisał o jego talencie Tadeusz Boy-Żeleński. Miał rację. Adolf Dymsza, czyli Dodek, urodził się z ogromnym darem rozśmieszania ludzi. Cudownie umiał wykorzystać go na scenie i ekranie, gdzie stworzył postać cwaniaka o złotym sercu.

Reklama

W życiu także uchodził za kawalarza, choć nieraz mu nie było do śmiechu. Szczególnie w domu. W jego rodzinie prym wiodły kobiety i one były najważniejsze.

Szkoda Dodka, taki ładny

W tancerce, Zofii Olechnowicz, zakochał się od pierwszego wejrzenia i poślubił ją wbrew woli przyszłych teściów. Panienka miała zaledwie 17 lat! Była za młoda na małżeństwo. Narzeczeni potrzebowali indultu, czyli specjalnego zezwolenia władz duchownych na odstąpienie od przepisów, lecz zakochany Dymsza nie znał przeszkód i ślub się odbył.

Aktor, jak na komika przystało, zaaranżował go na wesoło. Opłacił kilku kolegów, żeby krzyczeli pod kościołem "Szkoda Dodka, taki ładny!". A potem nowożeńcy pojechali dorożką na parówki.

Wielka moc parasolki

Wszystko więc dobrze się skończyło, tyle że młody mąż po ślubie podobno nadał był kochliwy, co w środowisku artystycznym nie dało się ukryć. Tzw. "przyjaciele domu" powiadamiali o tym małżonkę, a ta - uzbrojona w parasolkę - zjawiała się w garderobie niewiernego i wybijała z głowy amory i jemu, i rywalce. Raz nawet pojechała w tym celu do Bydgoszczy, gdzie gościnnie występował. Rodzinę w każdym razie ocaliła.

Śliczne buciki od tatusia

Dymszowie mieli aż sześć córek i synka, niestety dzieci im chorowały. Najstarsza córka zmarła po urodzeniu. Następna, Zosia, chowała się dobrze, ale już młodsze bliźniaki zaraziły się od niani grypą. Dymsza szalał ze strachu. Między próbami do rewii i występami w kabarecie jeździł - w kostiumie i charakteryzacji - do szpitala, żeby oddawać niemowlętom krew. Na próżno...

Jednak oboje z żoną bardzo chcieli mieć większą rodzinę, toteż zostali wkrótce rodzicami Jadwigi i Janeczki. Ich szczęście kwitło. Kochany przez publiczność komik był znakomicie wynagradzany. O żadnych troskach materialnych nie było w jego domu mowy. Pieniędzy wystarczało i na samochody, które uwielbiał, i na nianie, które zajmowały się dziećmi. Rodzice mieli czas dla siebie, Dymsza przedkładał jednak towarzystwo córek nad bankiety z ówczesnymi gwiazdami, Hanką Ordonówną czy Mirą Zimińską. Był zapalonym fotografem, robił więc małym setki zdjęć, uczył je jeździć na łyżwach, a nawet czasem... szył buciki, bo lubił majsterkować i był szewcem-amatorem.

Pan kelner u Artystów

Ten stan błogiego dobrobytu skończył się z wybuchem II wojny światowej. Z początku aktor, jak wielu innych, zarabiał jako kelner w Kawiarni Artystów. Niestety z czasem zaczął grać w "gadzinowych" teatrach, jak mówiono o placówkach, które działały oficjalnie, za zgodą hitlerowców. Państwo podziemne wkrótce zabroniło polskim artystom-patriotom tych występów. Wielu zrezygnowało wtedy z zawodu, ale nie on. Niebagatelny wpływ na jego poczynania miała sytuacja rodzinna.

Rodzina, ach rodzina

Nieszczęsny miał na utrzymaniu siedem osób, nie licząc siebie: żonę, trzy córki, rodziców i teściową, która pod wpływem wojennych przeżyć wpadła w chorobę psychiczną i w końcu popełniła samobójstwo. Z kolei to załamało jego żonę, która popadła w depresję. W dodatku dwie z trzech córek zachorowały na zapalenie płuc, co ojca, który już pochował troje dzieci, doprowadziło na skraj załamania.

Co gorsza był tak znany, że Niemcy interesowali się, dlaczegóż to nie reaguje na ich "zaproszenia" do pracy. Wiedział, czym kończy się nadmiar ich "troski": wywózka na roboty albo do obozu oznaczała koniec rodziny. Uratował ją więc - nawet się powiększyła o kolejną córkę, Anitę, która przyszła na świat w 1944 r. - ale zapłacił za to wysoką cenę.

Nikt nie mógł nic poradzić

Mimo kontaktów z okupantami, zachowywał się przyzwoicie. Doprowadził do zwolnienia kolegi-aktora z katowni w Alei Szucha, ukrywał także w domu innego - Żyda, ale środowisko mu nie wybaczyło. Po wojnie został ukarany m.in kilkuletnim zakazem występowania w Warszawie, a sprawa jego pracy dla Niemców była wielokrotnie wałkowana. Gdy wrócił do stolicy, zatrudnił się w Teatrze Syrena, gdzie pracował do końca kariery. Aż w końcu bardzo ciężko zachorował.

Żona i cztery dorosłe córki nie zdołały mu zapewnić stosownej opieki. Ostatnie lata życia spędził w ośrodku sióstr zakonnych w Górze Kalwarii, gdzie zmarł w 1975 r. Rodzina długo mierzyła z zarzutami, że go opuściła. Dotknęły one szczególnie najmłodszą, Anitę, też aktorkę. Źle traktowana, lub ignorowana przez kolegów, rozpiła się i zmarła w w 1999 r.

Małgorzata Sienkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje