Reklama

Reklama

​Blanka Lipińska opowiedziała o swojej dramatycznej walce z trądzikiem. Do dziś ma blizny

Krwotoki z nosa, wypadające włosy, łuszcząca się skóra na rękach, złe samopoczucie, alergie, - Blanka Lipińska musiała wiele przejść, by pozbyć się nawracających stanów zapalnych na skórze. Terapia, którą zalecił jej lekarz, miała wiele bardzo przykrych skutków ubocznych. O tej walce o zdrową skórę pisarka opowiedziała internautom w relacji na instagramie

Autorka "365 dni" nie ustaje w staraniach, by wyglądać idealnie. Nie ukrywa, że korzysta z zabiegów medycyny estetycznej, by udoskonalić wygląd swojej cery, wielokrotnie opowiadała o restrykcyjnej diecie, na której jest od 12 lat, by zachować szczupłą sylwetkę, przez ostatnie miesiące nosiła aparat ortodontyczny, by poprawić wygląd swoich zębów. Wszystkie te zabiegi są jednak nikłym wysiłkiem w porównaniu z ciężką terapią, jaką Blanka Lipińska przeszła przed laty, by pozbyć się trądziku.

Reklama

"Moja opowieść będzie krótka, wzięłam Izotek. Czy to była słuszna decyzja? To była jedyna dobra decyzja zdaniem lekarzy. Czy mi pomogło? Pomogło, bo miałam zsypaną całą dolną część twarzy włącznie z podbródkiem takimi wielkimi bordowymi bombami" - zaczęła swoje zwierzenia na instastory pisarka. 

Izotek to bardzo silny lek na trądzik odporny na leczenie innymi metodami. Lek ten zawiera syntetyczną pochodną witaminy A, tzw. izotretynoinę i choć jest skuteczny w leczeniu zmian trądzikowych, ma wiele skutków ubocznych. Pisarka wie o nich sporo. "Niestety, nadal miewam nawroty trądziku, nie widzicie tego, bo on się pojawia u mnie pod brodą. Lekarz zasugerował, żebym zrobiła tę kurację jeszcze raz, ale nigdy w życiu tego nie zrobię. To było dla mnie potworne przeżycie" - wyznała pisarka.

I opisała, z jakimi objawami musiała się zmagać i to przez kilka miesięcy. "Miałam wszystkie skutki uboczne opisane na opakowaniu: leciała mi krew z nosa, wypadały włosy, byłam ciągle chora, miałam rybią łuskę na rękach, na ustach, nosie. A po skończonej kuracji zaczęłam mieć alergię na wszystko oraz popsuł mi się wzrok" - wspomina autorka "365 dni". Zastrzegła jednak, że nie wszyscy przyjmujący ten lek mają aż tyle skutków ubocznych co ona, a niektórzy wcale ich w ogóle nie odczuwają. Lipińska doradza też, by przed kuracją tym lekiem skonsultować się z kilkoma lekarzami. "Chodzi o wasze zdrowie, i teraz, i później, więc się konsultujcie i badajcie" - powiedziała.

Ale to niejedyny problem związany z trądzikiem, jaki musiała pokonać pisarka. Wiele trudności miała także z pozbyciem się blizn potrądzikowych, o czym również opowiedziała w relacji na instastory. "Nie pozbyłam się ich do końca, nie będę udawać" - przyznała. - "A nie pozbyłam się ich, bo zabiegi, które je usuwają, są niebywale bolesne. Miałam zabieg laserem frakcyjnym nieablacyjnym, to było dla mnie coś potwornego" - wyznała. Wygląda na to, że w jej przypadku powiedzenie, że dla urody trzeba cierpieć, sprawdza się w stu procentach. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje