Reklama

Reklama

Być jak Meryl Streep

Mistrzyni pozytywnego myślenia. Gdy z filmu wycięto sceny z jej udziałem, nie płakała . Zagrała w 20 produkcjach amerykańskich, ale nie zamierza spocząć na laurach. SHOW opowiada o kulisach życia aktorki w Los Angeles.

Przyjechała do Polski na kilka dni, by promować film animowany "Żółwik Sammy", w którym... dubbingowała żółwicę. Tym samym Iza Miko dołączyła do grona największych gwiazd, które ostatnimi czasy użyczyły swoich głosów postaciom z kreskówek. Angelina Jolie była Tygrysicą w "Kung Fu Panda", Cameron Diaz ukochaną Shreka, Małgorzata Kożuchowska - Białą, która podbija kosmos...

Reklama

Z Izą spotykamy się w kawiarni w centrum Warszawy. Aktorka ma niewiele czasu, bo zawsze, gdy jest w Polsce, chce jak najwięcej pobyć z rodziną. Wygląda pięknie. Emanuje od niej pozytywna energia i pewność siebie osoby, która odniosła sukces. Zadziwiające, że choć aktorka zagrała w dwudziestu amerykańskich produkcjach, ma w Polsce złą prasę. Plotkarskie media z uporem powtarzają, że jej zagraniczna kariera nie istnieje.

Iza, jest ci przykro, gdy czytasz na polskich portalach, że twoja kariera w Stanach jest mitem?
- Iza Miko: Raczej mnie to śmieszy, bo dowodzi kompletnej nieznajomości amerykańskiego rynku. Sam fakt, że żyję w Los Angeles i całkowicie utrzymuję się z grania, jest wielkim sukcesem. Ciężko sobie na to zapracowałam. W Stanach większość aktorów musi dorabiać, pracując w innych zawodach. Codziennie dziękuję Bogu, że zarabiam na tyle dobrze, że mogę jeszcze inwestować w moją drugą pasję - fundację EkoMiko. Całe szczęście, że nie muszę przyjmować wszystkich ról, tylko wybierać te ciekawe, a resztę czasu mogę poświęcać EkoMiko.

Jak wygląda twój zwykły dzień w Los Angeles?
- Nie zdarzają mi się dwa takie same dni pod rząd. Codziennie dzieje się coś nowego. Czuję się, jakbym pracowała na trzy etaty. Jestem nie tylko aktorką; zajęłam się również produkcją filmów i prowadzę fundację. Samo zajmowanie się sprawami fundacji wystarcza za pełen etat.

Chodzisz na castingi?
- Ciągle. Czasem dwa, czasem pięć razy w tygodniu. Czytam też scenariusze, uczę się dialogów i idę walczyć o rolę.

Masz świetną figurę. Pewnie dużo ćwiczysz?
- Jestem uzależniona od ruchu. Gdybym nie ćwiczyła, rozsadziłaby mnie energia. Gram w tenisa, tańczę i chodzę na siłownię. Teraz ćwiczę jeszcze akrobatykę na trapezie - ta umiejętność jest mi potrzebna w nowym serialu. Dyscyplina ze szkoły baletowej nadal mi się przydaje.

Skąd bierzesz siłę na to wszystko?
- To kwestia wiary, radości i energii. Lepiej coś tworzyć, niż siedzieć w domu, czekając, aż coś się wydarzy. Budzę się rano z taką myślą. Moja menedżerka śmieje się, że nie ma drugiej takiej klientki: codziennie mam nowe pomysły.

Czy ty w ogóle śpisz?
- Oj, mało. Nawet jak się już położę, to w wyobraźni tworzę nowe projekty... Niedawno zaczęłam uczyć się delegowania obowiązków. Nadal jest to dla mnie trudne, bo lubię mieć nad wszystkim kontrolę, ale do prowadzenia fundacji musiałam zatrudnić asystentkę.

Jak się czułaś, gdy okazało się, że wycięto twoje sceny z filmu "Starcie Tytanów"?
- Bardzo mnie to zabolało. Nie mogłam być na premierze, bo miałam zdjęcia, więc poszłam wcześniej na projekcję w studiu. Siedziałam z popcornem w ręku i czekałam na swoje sceny, a tu nic. Ryczałam do telefonu, rozmawiając z agentką, a ona na to: "Bez przesady. Każdej aktorce w Hollywood to się zdarza. Nikt ci nie odbierze tego, że pracowałaś z tymi gwiazdami, idziemy dalej". Nie ma sensu się nad sobą użalać. A sceny z moim udziałem są na DVD.

W zawód aktora wpisane są takie sytuacje...
- Trzeba mieć w sobie pewną "znieczulicę" i wierzyć w przeznaczenie. Gdy zdarza mi się coś przykrego, myślę, że po prostu tak miało być. Zawsze pracuję nad pięcioma rzeczami naraz, we wszystkie wkładam dwieście procent normy, ale zazwyczaj tylko jedna z nich wychodzi. Tak już jest.

Rozwijasz nadal swój warsztat aktorski?
- Cały czas się dokształcam. Raz w tygodniu mam zajęcia z Ivaną Chubbuck. Ciągle też chodzę do trenera akcentu, aby wygładzić amerykański albo nauczyć się nowego akcentu, takiego jak szkocki czy brytyjski.

Teraz zadebiutowałaś w dubbingu filmu animowanego "Żółwik Sammy".
- Tak. To było wyzwanie, tym bardziej że dubbingowałam po polsku. Trochę musiałam popracować nad dykcją. Ale cieszę się, że mogłam być częścią tego projektu. "Żółwik Sammy" w piękny sposób przekazuje dzieciom wiedzę na temat ekologii. Moja bohaterka, żółwica Snow, jest ekolożką. Pracuje jako lekarka, opiekuje się zwierzętami żyjącymi w oceanie. Ponieważ sama walczę o przyrodę i ochronę środowiska, stwierdziłam, że przyjęcie tej propozycji jest świetną formą wspierania działań mojej fundacji.

Nie wierzę, że musiałaś się douczać polskiego. Choć mieszkasz w Stanach już piętnaście lat, świetnie mówisz po polsku.
- Dziękuję. Zawdzięczam to codziennym rozmowom z najbliższymi. Z mamą, która jest moją najlepszą przyjaciółką, potrafię rozmawiać godzinami. Staram się też mieć kontakt z polską kulturą, wiedzieć, co się dzieje w kraju.

Czujesz się samotna w Los Angeles?
- Nie. Mam tu piękny dom i przyjaciół. Lubię tutejszy styl życia. Ale bardzo tęsknię za moją rodziną. Dzieci mojego brata tak szybko rosną! Żałuję, że omijają mnie ważne momenty w ich życiu. Codziennie o tym myślę.

Jakie jest twoje największe marzenie związane z Hollywood?
- Mam nadzieję, że za dziesięć lat nie będę już musiała chodzić na castingi, tylko, podobnie jak Meryl Streep, będę od razu dostawać role. Chciałabym kręcić jeden film na dwa lata, a resztę czasu poświęcać EkoMiko, produkcji i rodzinie.

Twoje plany na najbliższe miesiące?
- Dostałam główną rolę w serialu "The Cape", produkowanym przez NBC. Gram trenerkę zwierząt i artystkę trapezu. Poza tym debiutuję linią świeczek EkoMiko, więc dużo się uczę o sprzedaży towarów, marketingu oraz rynku "lifestylowym".

Pociąga cię biznes?
- Bardzo. Chciałabym być jak Richard Branson, założyciel Virgin Group. Miał małe marzenie, które dzięki swojej ciężkiej pracy przeobraził w globalną machinę. Wierzę, że fundacja EkoMiko będzie kiedyś miała własną sieć hoteli ekologicznych, a może i linię lotniczą napędzaną energią słoneczną!

A co z twoim życiem osobistym?
- Na miłość zawsze znajduję czas. W przyszłości, gdy założę rodzinę, moje priorytety zapewne się zmienią. Zostanę "Matką Polką", będę walczyć o swoje dzieci i chronić je całym sercem!

Joanna Łazarz

Nowy większy SHOW - elegancki magazyn o gwiazdach! Jeszcze więcej stron, więcej gwiazd i tematów! Więcej o Izie Miko przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu, w sprzedaży od 25 października.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje