Reklama

Reklama

Byłam kochliwa...

Jednak długo nie miała szczęścia w miłości. Lepiej niż z facetami radziła sobie ze strzelaniem goli i z... gwiazdami. Natalia Kukulska zatrudniła ją u siebie już po pierwszym spotkaniu!

"Zabaw na podwórku prawie nie pamiętam. Pamiętam za to świetnie sale szpitalne", mówi otwarcie Maja. Kiedy miała sześć lat, uległa wypadkowi. Bawiąc się w domu "w gumę", podbiła klucz, który trafił ją prosto w oko. "Lekarze trzy lata walczyli, żeby je uratować", opowiada.

W szkole nie miała łatwo. "Dzieci śmiały się ze mnie z powodu oka, niemal codziennie płakałam", mówi. Sposobem na walkę z kompleksami okazał się sport: lekkoatletyka, piłka nożna i koszykówka.

"Niespodziewanie moje długie nogi stały się atutem. Wcześniej miałam wrażenie, że Bóg mnie nimi pokarał", śmieje się. W wieku 15 lat musiała zrezygnować z treningów, bo przesunęła się wszczepiona do oka soczewka. "Zaczęłam więc interesować się muzyką. Chociaż na ścianie miałam plakat Nirvany, pojechałam na koncert Natalii Kukulskiej. Udało mi się z nią porozmawiać - Natalia zaproponowała, żebym została szefową jej fanklubu", zdradza.

Reklama

Wkrótce Maja przeniosła się na studia fotograficzne do stolicy, zamieszkała u Kukulskiej i została opiekunką jej dwójki dzieci. Tę posadę zamieniła potem na etat w wytwórni płytowej Universal. "Rozstając się, przepłakałyśmy całą noc. Ale Natalia mnie przekonała, że powinnam skorzystać z szansy", mówi Sablewska. Dla tej samej szansy rzuciła wtedy studia.

Co jeszcze poświęciła? Długo nie miała życia prywatnego. Nie udawało jej się stworzyć udanego związku. "Byłam bardzo kochliwa, ale mój pierwszy prawdziwy chłopak okazał się gejem. Drugi rzucił mnie, bo zagłaskiwałam go na śmierć", śmieje się. Szczęście odnalazła dopiero niedawno, u boku przystojnego muzyka Wojtka Mazolewskiego.

Tekst: Oskar Maya

Show
Dowiedz się więcej na temat: Maja Sablewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy