Reklama

Reklama

Chcę być porządnym facetem

- Nie chcę, żeby ktoś mógł powiedzieć, że idę po trupach do celu. Chcę żyć uczciwie w życiu zawodowym i prywatnym - mówi Maciej Dowbor.

Twoja droga życiowa, zarówno zawodowa, jak i osobista, zdaje się nie mieć zakrętów...?

Maciej Dowbor: Osobista i owszem, z zawodową różnie bywało. W tej branży chyba nie znam nikogo, kto przez cały czas byłby na fali wznoszącej. W tv jak i w całym show biznesie są upadki i wzloty. Po okresie wzmożonej pracy niemal zawsze następuję chociaż krótki przestój. Ważne żeby kolejne wzloty niwelowały wcześniejsze upadki. Ja bym to porównał do sinusoidy.

Podoba ci się twój wykreowany przez media image: silnego, twardego, niezależnego i sympatycznego przystojniaka? Taki jesteś również poza wizją?

Reklama

A taki to niby mam image? Ja w ten sposób tego nie odbieram. Trzeba jednak przyznać, że wizerunek w mediach to często problem, który po pierwsze może ograniczać zawodowy rozwój (newsów to ja już raczej nie poprowadzę), a po drugie przekłada się na odbiór w życiu codziennym.

Szczerze mówiąc, specjalnie nie przejmuję się tym czy innym wizerunkiem.

Twoi przyjaciele mówią, że masz charakter wiecznego optymisty...?!

Z tym też bym nie przesadzał. W mojej pracy często bywały różne sytuacje, po których opadały mi ręce. I nie zawsze było mi łatwo pogodzić się z faktem, że np. ktoś inny dostał projekt, na którym szczególnie mi zależało. Dopiero jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że cierpliwość i spokój to najlepsze cechy, jakie w moim zawodzie trzeba posiadać. Dlatego już teraz generalnie jestem optymistą.

Jakie wartości uznajesz w życiu za podstawowe?

Przede wszystkim chcę być porządnym facetem, który za kilka, kilkanaście lat bez odrazy będzie mógł spojrzeć w lustro. Nie chcę, żeby ktoś mógł powiedzieć, że np. idę po trupach do celu. Staram się również być lojalny wobec ludzi, z którymi pracuję i których darzę szacunkiem. Chcę żyć uczciwie w życiu zawodowym i prywatnym.

Jesteś materialistą? Lubisz rzeczy, które w jawny sposób okazują bogactwo?

Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie jestem materialistą w ogóle, ale na pewno nie koncentruję swojej całej aktywności tylko na gromadzeniu dóbr. W moim życiu dużo czasu poświęcam na sprawy, które nie przyniosą mi pieniędzy, ale za to dają szansę na samorealizację. Na pewno nie przywiązuję większej wagi do afiszowania się jakimś bogactwem. Jeśli nawet jeżdżę trochę lepszym samochodem to dla samej przyjemności i wygody jeżdżenia, a nie okazywania swoich finansowych możliwości.

Swoją karierę dziennikarską rozpoczynałeś w radiowej Trójce....

To były piękne czasy. Dostałem się na praktyki dla młodych adeptów dziennikarstwa, jako student drugiego roku dziennikarstwa na UW. Z braku innych możliwości i za sprawą wrodzonej niecierpliwości zahaczyłem się w redakcji sportowej, która akurat szukała młodych ludzi do prowadzenia serwisu i pracy redakcyjnej. To był szybki przeskok z praktyk do prawdziwej pracy. W departamencie sportu, (bo tak buńczucznie nazywaliśmy naszą pięcioosobową "redakcyjkę") trafiłem pod dobre i opiekuńcze skrzydła Miśka Olszańskiego, z którym,jak się później okazało, pracowałem przez wiele lat, także w TVP2. To jemu zawdzięczam, że przetrwałem i wytrwałem ten pierwszy okres w pracy, bo łatwo i lekko nie było. Niewątpliwie, w wyniku braków kadrowych, nieco zbyt wcześniej zacząłem pracować na antenie Trójki i później był zimny prysznic. Chciałem to wszystko rzucić i zająć się czymkolwiek innym, na pewno nie radiem czy telewizją, ale Misiek mi nie odpuścił i niemal zmusił do pracy. Myślę, że gdyby nie on na pewno nie zajmowałbym się tym, co robię dzisiaj. Po dwóch latach w Trójce w sporcie, trafiłem do TVN24.

Czyżby praca radiowca nie była zajęciem, o którym marzyłeś? Ciągnęło cię ku telewizji?

To nie do końca tak, ale na pewno telewizja dawała znacznie większe możliwości, chociaż muszę przyznać, że dziś bardzo tęsknie za radiem i nie wykluczam, że do radia jeszcze wrócę, ale na pewno nie będę czytał newsów w sporcie.

Byłeś prezenterem serwisów sportowych w TVN24. Nie wkurza cię fakt, że po dziś dzień wiele osób kojarzy cię właśnie jako dziennikarza sportowego, a nie osobę prowadzącą programy rozrywkowe np. " Się kręci"?

Dziennikarstwo sportowe to piękna praca. Mam olbrzymi szacunek dla moich kolegów od sportu. Ja jednak lepiej czuję się w bardziej lekkich formach. Fakt, że jestem wciąż kojarzony ze sportem wcale mi nie przeszkadza. Chociaż do dziennikarstwa sportowego w takiej klasycznej formie raczej nie wrócę.

W TVP2 prowadziłeś " Pytanie na śniadanie". Dlaczego zrezygnowałeś z jego prowadzenia, skoro programy śniadaniowe przechodzą właśnie czasy rozkwitu w naszej telewizji?

A kto powiedział, że zrezygnowałem. To była złożona sytuacja. W pewnym momencie uznano, że poranna telewizja jest skierowana do dojrzalszych osób, a ja wówczas miałem z 26 lat i chyba nie pasowałem do opowieści o sposobach na walkę z żylakami i koncepcji na układ kwiatków na balkonie. Chociaż uważam, że właśnie tam najwięcej się nauczyłem. Dziś śniadaniówki to coś zupełnie innego i nie ukrywam, że chętnie poprowadziłbym program poranny.

Aktualnie pracujesz w Polsacie. W jednym z wywiadów powiedziałeś, że stacja dała ci "oddech telewizji komercyjne"? Na czym polega ten oddech?

Inne podejście do telewizji, mniej obostrzeń etyczno-estetycznych. Młodsza ekipa, począwszy od redakcji, a kończąc na osobach zarządzających. Większe pole do manewru. Dość jasne cele.

Małgorzata Szumowska w jednym z wywiadów powiedziała, że bycie gwiazdą to żenujące zajęcie, a gwiazdy to masa ludzi podszytych strachem o utratę sukcesu...

Niestety ma ona sporo racji. Dziś żyjemy w świecie celebrities, ludzi, dla których rozpoznawalność jest kwintesencją sukcesu, jest celem samym w sobie. Bogu dzięki ja mogę się skoncentrować na swojej pracy, a wszelkie pozostałe sprawy są tylko efektem ubocznym do którego nie przywiązuję większej wagi.

Myślisz, że ludzie z tzw. show-biznesu powinni przywiązywać się do sławy, sukcesu, popularności?

Być może są one tylko czymś chwilowym, ulotnym... Zwracanie uwagi na te sprawy to objaw próżności, chociaż z drugiej strony w jakimś stopniu popularność wpływa na pracę. Ale jej nadmiar, kiedy ktoś przesadza, jest go za dużo, to łatwo może sobie tą popularnością zrobić poważną krzywdę. Wszystko z umiarem. Trzeba się też pogodzić z faktem, że cały ten zgiełk kiedyś się skończy, a nie wszyscy sobie radzą z taką sytuacją. Na szczęście ja raczej od popularności uciekam, aniżeli się za nią uganiam.

Sukces można mierzyć popularnością?

To bardzo prymitywne podejście. Chociaż faktycznie sukces programu telewizyjnego można mierzyć miarą jego popularności. Ale to bardziej efekt pracy, a nie bezmyślnego lansu. Jeśli artysta nagra fantastyczną płytę lub zagra w genialnym filmie to jego popularność jest uzasadniona, to samo z tv. Dobry projekt przynosi zasłużoną popularność, która jest swego rodzaju wyznacznikiem sukcesu. Ale popularność wykreowana poprzez sprzedaż samego siebie do wszystkich możliwych mediów, niekończące się publiczne opowieści o życiu prywatnym i kreowanie skandali dla sławy, bycie znanym z tego, że jest się znanym - to porażka a nie sukces. Sukces to przede wszystkim wynik ciężkiej pracy, a nie funkcjonowanie na bankietach i występowanie w reality show.

Jaka jest cena sukcesu? Poznałeś już jego smak?

Po pierwsze to ja na swój sukces jeszcze czekam. Ale jak rozumiem chodzi bardziej o popularność, a to oznacza: brak prywatności, faceci z wielkimi aparatami, którzy za tobą jeżdżą i czasami nawet sami próbują cię sprowokować, byle mieć "gorące" zdjęcie. Dziwne, zmyślone historyjki na mój temat w niektórych mediach. Unikanie miejsc gdzie jest dużo ludzi. Precyzyjnie planowanie wolnego czasu. I wszechobecna krytyka, nie zawsze sprawiedliwa, nie zawsze odnośnie pracy.

No właśnie. Razem ze swoją partnerką Joasią Koroniewską unikacie chyba rozgłosu. Rzadko gościcie na plotkarskich portalach. Dlaczego?

Bo nasze życie prywatne nie jest na sprzedaż, chcemy mieć coś dla siebie. Bo nie chcemy kreować swoich karier przez to, że jesteśmy razem i kogoś to interesuje. Bo sukces posiadania własnej rodziny, do której nie mają dostępu dziennikarze i paparazzi, to ostatnia sfera naszej prawdziwej prywatności i nie chcemy jej odkrywać dla zdobycia popularności.

Mimo tego, że rzadko bywacie obiektem plotek - raz na jakiś czas - możemy przeczytać kilka rewelacji na wach temat. Niedawno jeden z serwisów napisał, że twoja mama nie chce zaakceptować Joanny i uważa, że ma on na ciebie zły wpływ. Podobno przez nią przestałeś chodzić na imprezy i zamknąłeś się w sobie. Skąd się biorą takie doniesienia?

Trudno powiedzieć. Myślę, że to wynika z faktu, że nigdy nie udzielamy żadnych wywiadów razem, nie mówimy o sobie w mediach i unikamy wspólnego rozgłosu. Rzadko też pojawiamy się razem publicznie. Sami nie uczestniczymy w żadnych skandalach. Jak dziennikarze nic o nas nie wiedzą, to zaczynają wymyślać różne brednie i sami tworzyć skandale. Często bardzo nas krzywdzące.

Co czujesz, kiedy czytasz takie rzeczy?

Czasem się śmieję, czasem jest mi bardzo przykro. Ale z biegiem lat przywykłem do tego, że niektórzy ludzie są zawistni. Ale wychodzę z założenia, że to oni mają problem.

Jesteście z Joanną już dłuższy czas... Macie receptę na udany związek?

Nie upubliczniać swojego życia prywatnego i związku.

Jesteś bardzo atrakcyjnym mężczyzną. Zadbanym, dobrze ubranym. Mimo natłoku obowiązków masz jeszcze czas na śledzenie mody?

Nie specjalnie, ale mamy dobrych stylistów w Polsacie.

O czym marzysz przed zaśnięciem?

Żeby mnie kolano jutro nie bolało. A boli.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Ilona Adamska.

IDmedia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: show | popularność | Maciej Dowbor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje