Reklama

Reklama

Jak nasze gwiazdy estrady zarabiały na emigracji

Wielu polskich piosenkarzy emigrowało na Zachód, lecz tylko nieliczni potrafili utrzymać się tam wyłącznie z muzyki. Większość musiała łączyć działalność artystyczną z pracą fizyczną. Ten okres życia wspominają raczej niechętnie.

Takiego losu doświadczył Krzysztof Krawczyk, który w 1979 r. przeniósł się wraz z rodziną do USA. W Polsce był gwiazdą, w Ameryce jego popularność ograniczyła się do środowisk polonijnych. Za oceanem wiodło mu się bardzo różnie; zdarzyło się nawet, że przez pewien czas pracował przy kryciu dachów. Poważnie zranił się wtedy w rękę i zarzucił to zajęcie; bał się, że może mu uniemożliwić grę na gitarze.

Kariery piosenkarskiej w USA nie zrobiła również jego ówczesna żona, Halina Żytkowiak - była członkini "Amazonek" i "Trubadurów". Musiała podjąć pracę w charakterze kelnerki. W tych latach małżeństwo Krawczyków definitywnie się rozpadło.

Reklama

Karin Stanek wyjechała w latach 70. do RFN, gdzie miała rodzinę. W tym czasie koncertowała też w klubach polonijnych w USA. Po występie w programie telewizyjnym okrzyknięto ją "Elvisem Presley’em w spódnicy" i pojawiły się całkiem poważne propozycje od amerykańskich menadżerów. Stanek odmówiła ze względu na umówione nagrania w Niemczech. Z czasem zrozumiała, że zrobiła największe głupstwo w życiu. Nigdy bowiem nie udało jej się zdobyć pozycji za oceanem, a w Niemczech czasem tylko dostawała oferty śpiewania w restauracjach "do kotleta". W efekcie zaczęła się uczyć w studium informatycznym i przez pewien czas pracowała w biurze, co ułatwiał jej fakt, że starając się o niemieckie obywatelstwo, zaliczyła kurs językowy.

Najbarwniejszy życiorys za granicą miał Krzysztof Klenczon. Wyjeżdżał z Polski w 1973 r. u szczytu sławy, jako eks-lider Czerwonych Gitar i założyciel Trzech Koron. Był już jednak zmęczony karierą i planował przerwę w działalności artystycznej. Ułatwić to miał fakt, że w Chicago przebywały jego żona i córka, a teść prowadził liczne interesy i uchodził za człowieka zamożnego, który mógł pomóc w załatwieniu pracy. Ale już po kilku dniach pojawiły się propozycje koncertów i Klenczon rozpoczął występy w klubach polonijnych. Traktował jednak muzykę raczej jako dodatek do działalności zawodowej, na co dzień pracując w firmie wydawniczej, a następnie w drukarni.

Teściowie kupili Klenczonom piękny dom, którego zazdrościli im inni polscy emigranci. Gdy jednak muzykowi nie starczało pieniędzy na utrzymanie wilii i inne wydatki, to zdarzało się, że po 8 godzin dziennie grywał "do kotleta" w restauracjach. Ostatecznie zatrudnił się w firmie teścia, która sprzątała biura. Był menadżerem (kierownikiem), a wśród jego podwładnych zdarzali się rodacy, nieraz z... wyższym wykształceniem.

Ostatecznie porzucił jednak to zajęcie i został taksówkarzem, co umożliwiało mu łączenie pracy zawodowej z działalnością muzyczną. Planował zresztą zakup kolejnych samochodów i założenie małego przedsiębiorstwa taksówkowego. Myślał też o ponownym podboju polskiego rynku muzycznego, gdyż na poważną karierę w Ameryce już nie liczył. W lutym 1983 r. został ranny w wypadku samochodowym i sześć tygodni później zmarł.

W latach 80. plotkowano, że Izabela Trojanowska gra w filmach erotycznych. Sensacje te podsycał brak oficjalnych informacji na temat piosenkarki; wiadomo było tylko, że przebywała w Holandii i Wlk. Brytanii, a następnie w Berlinie Zachodnim. Po latach pani Iza kategorycznie zaprzeczyła udziałowi w filmach erotycznych, wskazując, że w tym czasie swoją karierę w tej branży zaczynała Teresa Orlowski i ktoś zapewne pomylił nazwiska dwóch Polek. Artystka ogłosiła nawet, że przekaże dużą sumę temu, kto dostarczy jej kasetę z takim filmem. Nic o tym nie słychać...

Większość piosenkarzy nie przyznawało się, że na emigracji nie koncertowali i musieli utrzymywać się, wykonując inne profesje. Stąd brały się nagłe dziury w ich życiorysach, gdy nikt właściwie nie wiedział, co się z nimi działo. Nie wszyscy też chcieli ujawnić, że grali do tańca w restauracjach lub akompaniowali striptizerkom. Nie każdy miał tyle odwagi, co Muniek Staszczyk, który nigdy nie ukrywał, że na początku lat. 90. zarabiał w Londynie, harując na zmywaku.

Sławomir Koper

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje