Reklama

Reklama

Julio mówi "basta"

Hiszpański piosenkarz wszech czasów przechodzi na emeryturę. Przez 44 lata kariery sprzedał ponad 300 mln płyt i uwiódł niezliczoną liczbę kobiet.

Nie będzie już dawać solowych koncertów ani nagrywać kolejnych płyt. Julio Iglesias (68) nie wyklucza natomiast gościnnych występów u innych artystów. Decyzję o przejściu na emeryturę słynny piosenkarz ogłosił w madryckim Instytucie Cervantesa, gdy odbierał nagrodę za całokształt twórczości.

Rekordowy artysta

"Jestem głęboko wzruszony. To najważniejszy dzień w mojej karierze" - mówił podczas uroczystości. Julio odchodzi spełniony. Nagrał prawie

sześćdziesiąt albumów. Widnieje w Księdze Rekordów Guinnessa jako artysta, który sprzedał największą liczbę płyt, śpiewając w kilku językach. Dał około pięć tysięcy koncertów. Z pewnością będzie miał o czym opowiadać swoim wnukom.

Reklama

Tymczasem o mały włos, zamiast na scenie, spędziłby życie na murawie. Jako nastolatek, pod koniec lat 50. grał na pozycji bramkarza w młodzieżowej drużynie Realu Madryt. Piłkarskie plany pokrzyżował mu koszmarny wypadek samochodowy, który wydarzył się 22 września 1963 roku. Julio miał wówczas 20 lat, był studentem prawa. "Straciłem panowanie nad pojazdem, który przekoziołkował. W efekcie doznałem ucisku na szyjny rdzeń kręgowy" - wspomina Iglesias w rozmowie z magazynem "Reader’s Digest". Przez tydzień był w śpiączce. Groził mu częściowy paraliż.

Pewnego dnia, gdy wciąż leżał na szpitalnym łóżku, ktoś podarował mu gitarę. To był przełom. Dzięki gitarze Julio odkrył talent muzyczny, a także zauważył, że swoim aksamitnym głosem potrafi czarować kobiety. "Zaśpiewałem piosenkę opiekującej się mną pielęgniarce. Rozpłakała się, a następnego dnia przyniosła mi ciasto, które piekła całą noc. Często dawałem w szpitalu takie recitale. Faceci uciekali na drugi koniec budynku, a kobiety zapraszały przyjaciółki" - mówi dziś piosenkarz. Po latach twierdzi, że gdyby nie wypadek, jego życie byłoby raczej nieciekawe.

Latynoski kochanek

Po wyjściu z kliniki podporządkował swoje życie muzyce. Jego pierwszym sukcesem była wygrana na międzynarodowym festiwalu piosenki hiszpańskojęzycznej w Benidorm (znana z kąpielisk miejscowość w Walencji). Sławy przysporzył mu również udział w konkursieEurowizji, na którym zajął czwarte miejsce. Wkrótce Julio odbywał tournée po całym świecie, śpiewając w kilku językach. Potrafił dać czterdzieści jeden koncertów w czterdziestu jeden miastach w ciągu trzydziestu dni. Korzystał przy tym z uroków życia.

Po koncertach spędzał upojne chwile z kolejnymi kobietami, miał setki, jeżeli nie tysiące kochanek. Skoro wierność była dla niego pojęciem abstrakcyjnym, dziwił fakt, że już na początku kariery ożenił się z filipińską modelką i dziennikarką Isabel Preysler. Urodziła mu troje dzieci: córkę Chábeli oraz synów Julio juniora i Enrique.

Drużyna Iglesiasa

Ten ostatni poszedł w ślady ojca i też został piosenkarzem. "Kiedy urodziła się pierwsza trójka, byłem bardzo młody i często uciekałem od obowiązków rodzicielskich" - Julio wspomina dawne lata w rozmowie z miesięcznikiem PANI.

Z pierwszą żoną stale się kłócił. A po awanturach wyjeżdżał w świat koncertować. Para rozstała się ostatecznie w 1978 roku. Minęło wiele lat, nim Julio oświadczył się kolejnej kobiecie. Dopiero w 1990 roku w Indonezji piosenkarz poznał Holenderkę Mirandę Rijnsburger. Jasnowłosa modelka okazała się być miłością jego życia. "Po dwóch miesiącach zapytałem, czy już się mną znudziła. Odpowiedziała: Jeśli chcesz tym sposobem ze mną zerwać, to pozwól mi choć zamieszkać w psiej budzie obok twojego domu. Po tych słowach wiedziałem, że znalazłem kobietę, która chce być ze mną tak mocno, jak ja z nią!" - tak piosenkarz opisuje narodziny ich długoletniego związku.

Dzisiaj Miranda jest matką pięciorga małych Iglesiasów. Najmłodsze dziecko przyszło na świat cztery lata temu. Ale dopiero w sierpniu 2010 roku Julio ożenił się z matką swoich pociech. Obrączkę na palec Mirandy włożył podczas ceremonii w Andaluzji. Oboje nie spieszyli się ze ślubem, uznając, że papierki nie decydują o szczęściu.

Wieczny flirciarz

Julio wciąż ogląda się za młodymi kobietami, ale podobno za bardzo kocha swoją rodzinę, by angażować się w kolejny romans. "Miranda wie, że ja zawsze flirtuję: z kobietami, z życiem. Gdybym nie mógł flirtować, chyba umarłbym" - przyznaje. Jego ojciec spłodził ostatnie dziecko w wieku dziewięćdziesięciu lat. Można więc sądzić, że i Julio zachowa ten błysk w oku do późnej starości.

Andrzej Grabarczuk

Show
Dowiedz się więcej na temat: Julio Iglesias

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje