Reklama

Reklama

Królowa Hollywood

Krytycy uznają ją za najlepszą współczesną aktorkę, reżyserzy walczą, by u nich grała, a koleżanki wzdychają: Czy Meryl Streep (60) zawsze musi mówić "tak"?

Osiemdziesiąt trzy nagrody, piętnaście nominacji do Oscara, dwadzieścia pięć do Złotego Globu, dwa Oscary, osiem Złotych Globów... - taką liczba nominacji i nagród nie może się pochwalić żadna aktorka w Hollywood. Ani nawet aktor.

Reklama

Meryl Streep żartuje ze swoich sukcesów: "Równie dobrze można powiedzieć, że jestem rekordzistką przegranych. W końcu trzynaście razy przegrałam oscarową bitwę" - śmiała się w show Ellen DeGeneres.
Casting do roli przegrała za to zaledwie trzy razy. Miedzy innymi z Madonną. Obie chciały zagrać główną rolę w musicalu "Evita". Meryl żartowała potem: "Przecież to ja śpiewam lepiej! Mam ochotę poderżnąć jej gardło!".


602 miliony dolarów

Nie spodziewała się, że w wieku 60 lat nadal będzie na topie. Dawno temu, w dniu 38. urodzin, powiedziała do męża: "Kochanie, to już koniec. Czas przejść na emeryturę". "Na szczęście się pomyliłam" - mówiła, gdy w zeszłym roku znalazła się na trzeciej pozycji w rankingu najlepiej zarabiających aktorek na świecie. Zarobiła 24 milionów dolarów! (Zdobywczyni drugiego miejsca, Jennifer Aniston, wzbogaciła konto jedynie o milion więcej, zwyciężczyni rankingu Angelina Jolie - o trzy).

Nie da się ukryć, obsadzenie Meryl Streep w filmie gwarantuje producentom kasowy sukces. "Julie & Julia", hit zeszłej jesieni, przyniósł zyski w wysokości 127 milionów, "Mamma Mia!", w którym zagrała główną rolę, zarobił do tej pory aż 602 miliony dolarów! "Moim największym sukcesem jest to, że mając 60 lat, wciąż gram w kinowych hitach" - śmieje się aktorka.

Narodziny gwiazdy

Odkąd pamięta, chciała grać. "Jako mała dziewczynka najbardziej lubiłam występować na środku salonu w moim rodzinnym domu. Uwielbiałam, gdy wszyscy zwracali na mnie uwagę. Najchętniej grałam Matkę Boską. Zmuszałam wtedy młodszego brata, żeby odgrywał Jezusa" - wspominała Meryl Streep w rozmowie z Davidem Lettermanem.

Często powtarza, że aktorstwa nie można się nauczyć. "Trzeba po prostu mieć w sobie tę próżność, która motywuje, by zawsze znajdować się w centrum uwagi, tę chęć popisywania się" - mówi z rozbrajającą szczerością. Aktorstwo studiowała w Yale. Stamtąd trafiła do teatru, a w wieku 28 lat dostała pierwszą rolę w filmie kinowym "Julia". Wtedy już wszystko potoczyło się błyskawicznie.

Rok później kreacja w "Łowcy jeleni" przyniosła jej nominację do Oscara. W kolejnym roku za rolę w "Sprawie Kramerów" Oscara już zdobyła. Trzy lata później - kolejny Oscar, tym razem za główną rolę w "Wyborze Zofii". Wtedy była już wielką gwiazdą. W ciągu następnych dziesięciu lat udowodniła, że jest aktorką, która zagra wszystko.

Obsadzano ją głównie w dramatach: "Pożegnanie z Afryką", "Pocztówki znad krawędzi", "Pokój Marvina"... Ale ona ciągle chciała się uczyć i szukała nowych wyzwań. W latach 90. zaczęła grać w komediach, wystąpiła też w filmie akcji ("Dzika rzeka").

"Nigdy nie była pazerna na pieniądze. Po prostu chciała spróbować wszystkiego. Tajemnica jej sukcesu polega na tym, że Meryl nie przestała zachowywać się jak dziecko. Wszystko ją interesuje, ciekawi. Na planie zawsze zadaje wiele pytań. Jest mistrzynią pracy zespołowej" - mówił znajomy gwiazdy dziennikarzowi magazynu "Vanity Fair".

Więcej przeczytasz w najnowszym numerze magazynu o gwiazdach SHOW. W sprzedaży od 1 lutego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje