Reklama

Reklama

Ks. Kazimierz Orzechowski: Pasterz aktorów

Kochał grać, miał powodzenie u kobiet, plany na przyszłość, gdy nagle... Bóg się o niego upomniał.

Prawie wszyscy jesteśmy tu głusi, więc nawet gdybym zamiast kazania policzył do trzydziestu, i tak bym usłyszał: - Jak pięknie powiedziałeś, Kaziu - mówił ks. Kazimierz Orzechowski (†90), gdy mieszkał w Domu Artysty Weterana w Skolimowie.

W jesieni życia nadal emanował humorem i ciepłem. Gdy mama nosiła go pod sercem, jej życie było zagrożone. Ofiarowała więc nienarodzone dziecko Bogu. W chwili wybuchu wojny 10-letni Kazik spędzał wakacje w Krakowie, a jego bliscy zostali w Gdańsku. Błagał Boga, by znów znaleźć się w ich ramionach i dziękował, gdy tak się stało. Ojciec działał w Armii Krajowej, musiał się ukrywać przed Niemcami, którzy go ścigali. Żył w stresie. Gdy kiedyś przyjechał odwiedzić żonę i syna, zmarł na zawał serca. Chłopiec strasznie rozpaczał. Tato go wspierał we wszystkim, wiedział, że syn ma artystyczną duszę. Miłością do teatru zaraził go Iwo Gall, ich krewny. Dzięki jego radom zdał egzamin do szkoły teatralnej. 

Dowiedz się więcej na temat: Kazimierz Orzechowski | ksiądz | aktor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje