Reklama

Reklama

Latynosi znad Wisły

W PRL-u byli niczym kolorowe ptaki. Dla tęskniącej za światem, zachwyconej publiczności śpiewali melodyjne przeboje w południowych rytmach.

Popularność piosenek w stylu południowoamerykańskim i karaibskim była w Polsce lat 50. i 60. fenomenem. Melodie w rytmie cza-czy, samby, rumby i mambo, znane w Ameryce, nie dotarły nawet do wszystkich krajów Zachodu. 

Reklama

Tymczasem w Polsce święciły triumfy, jak nigdzie w demoludach. Jak to było możliwe w czasach stalinizmu,  a potem Gomułki? Otóż polscy muzycy i promotorzy muzyki wytłumaczyli partyjnym decydentom, że chodzi o "rytmy zaprzyjaźnionej, socjalistycznej Kuby". Tak otworzyła się możliwość kariery dla nowych gwiazd...

Tercet Egzotyczny: talent i uroda

Pewnie nie byłoby tego zespołu, gdyby nie południowa uroda solistki, Izabeli Skrybant-Dziewiątkowskiej. Jako nastolatka marzyła, by zostać... lotnikiem albo oficerem marynarki. Ojciec, organista, uznał jednak, że córka powinna mieć wykształcenie muzyczne i zapisał ją do takiej szkoły. 

Po maturze Izabela dostała angaż w Operetce Wrocławskiej. Tam zauważył ją muzyk, kompozytor i wokalista Zbigniew Dziewiątkowski. - Polecił mu mnie Szymon Szurmiej (reżyser, dyrektor teatrów - przypomnienie redakcji), takimi mniej więcej słowami: "Słuchaj, jest piękna dziewczyna o południowej urodzie, świetnie śpiewa i znakomicie się rusza. Idź, zobacz ją, przydałaby się wam do zespołu" - wspominała artystka w jednym z wywiadów. 

Zbigniew z miejsca zachwycił się jej głosem i urodą, i zaproponował współpracę. - Całe życie byłam ostrożna. Wiedziałam, że mężczyźni za mną się oglądają. Okazało się jednak, że oferta była poważna - komentowała Izabela na antenie Polskiego Radia. Jej południowa uroda zainspirowała Zbigniewa, by tworzyć utwory w rytmach południowoamerykańskich. Stąd też nazwa grupy: Tercet Egzotyczny. 

- Zbyszek miał głowę do biznesu. Pomocna była też jego perfekcyjna znajomość języków obcych: francuskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, angielskiego - opowiadała artystka. W 1966 r. nagrali przebój "Pamelo, żegnaj". Pokochały go miliony Polaków, choć krytyka uznała za kicz wszech czasów. 

O popularności piosenki świadczy fakt,  że Jacek Kuroń w więzieniu spisywał jej tekst współwięźniom za paczkę papierosów. Zespół zaczął wyjeżdżać na koncerty do Europy Zachodniej. Odniósł także sukces  w USA, zakończony entuzjastyczną recenzją dziennikarza gazety "New York Times", który napisał, że Tercet Egzotyczny lepiej śpiewa "Cucurrucucu Paloma" niż Harry Belafonte. 


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje