Reklama

Reklama

Pin Up Candy: Dwie twarze burleski

Artystka burleski, retro piękność, z osobistym zamiłowaniem do nylonowych pończoch i amerykańskiej mody z lat 40. i 50 XX wieku. Najsłynniejsza performerka burleski w Polsce, o którą powoli upomina się Zachód. Przed Państwem: Pin Up Candy!

EksMagazyn: Skąd twoim zdaniem powrót mody na burleskę? Czy eksponowanie kobiecości stało się, aż tak wulgarne, że zatęskniliśmy za czymś z klasą?

Reklama

Pin Candy Burlesque Star: - Trafiłaś w punkt! Współczesna burleska jest odpowiedzią na wyuzdany portret kobiety w mediach, jest manifestacją siły i pozycji, jaką kobiety zajmują we współczesnym świecie. Spokojnie możemy mówić o feministycznym podłożu burleski w XXI wieku. Jest to o tyle ciekawe, że początki tej krótkiej formy scenicznej były zupełnie inne. Na początku XX wieku wstydem było być tzw. girl - czyli dziewczyną tańczącą w klubach. Obecnie mogę z dumą powiedzieć, że jestem performerką burleski. To, co robię, jest sztuką i choć u podstaw tego, co robię, leży striptiz, nie ma w tym nic wstydliwego.

Kim jest Pin Up Candy Burlesque Star? Z jakich inspiracji czerpiesz?

- Zajmuję się burleską tak długo, że ciężko jest mi opisać tylko jedną twarz Pin Up Candy. Mój image sceniczny podzielony jest na dwa odrębne wizerunki. Spowodowane jest to również charakterystyką rynków, na których działam. Pierwsza twarz Candy jest bardzo dostojna i klasyczna. Podczas tych pokazów królują ogromne wachlarze z piór, cekiny, gorsety z kryształami... To wizerunek burleski, w którym zakochałam się sześć lat temu, pokaz z gigantycznym kieliszkiem szampana jest realizacją mojego marzenia sprzed lat. W tym wcieleniu moimi inspiracjami są najczęściej postaci diw burleski czy kina lat czterdziestych czy pięćdziesiątych tj. Gypsy Rose Lee czy Rita Heyworth.

- Druga twarz Candy jest bardziej artystyczna, festiwalowa. Realizując pokazy w tym charakterze poszukuję nowych form, występuję do współczesnej muzyki. Często moje występy są bardzo dynamiczne, przez co, za granicą otrzymałam przydomek Candy The Rocket Launcher - wyrzutnia rakiet!

Czy występy burleski mają w Polsce przyszłość?

- Bardzo mocno w to wierzę! Widzę rozwój polskiej burleski i jestem dumna, że zapoczątkowałam tę modę prawie sześć lat temu! Podczas mojego udziału w programie Mam Talent wysunęłam tezę, że Polska zakocha się w burlesce i tak też się stało. Najlepszym dowodem na to jest droga zawodowa, którą przeszłam. Moja burleska trafia w Polsce na bardzo podatny grunt, to daje mi energię do dalszych działań.

Co dał ci udział w talent show?

- Nie ukrywam, że zdecydowałam się na udział w Mam Talent ze względu na promocję burleski. Ten program był trampoliną w mojej karierze. Co ciekawe trafiły do mnie informacje, że podczas konferencji, moja postać jest podawana jako przykład wykorzystania talent show do stworzenia udanego produktu eventowego!

Promujesz również styl ubioru retro na co dzień. Skąd taki pomysł.

- Pomysł na stylizację retro wziął się z mojego zachwytu pin-up girls i tym, w co ubierały się kobiety w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Oczywiście odnoszę się tu do mody amerykańskiej. Modą tamtych lat zaczęłam interesować się w momencie poszukiwania dojrzałej kobiecości, założyłam blog www.pinupcandy.blogspot.com i w kilka miesięcy wymieniłam całą garderobę! Zaczęłam nosić więcej sukienek, urzekły mnie pończochy nylonowe. Z czasem odkryłam zupełnie inny wymiar tej mody, teraz pin-up to dla mnie nie sukienka w grochy tylko np. moda mundurowa. Mój styl ubierania stał się bardziej przemyślany i adekwatny do mojego wieku.

Czy jesteś porównywana do Dity von Teese?

- Oczywiście jestem porównywana do ikony burleski, jaką niewątpliwie jest Dita von Teese. Traktuję to jako komplement, choć chciałabym, aby Polacy identyfikowali więcej niż jedną światowej sławy performerkę burleski. Sama jestem fanką Dity i stylu, który proponuje. Należy jednak pamiętać, że burleska ma wiele twarzy.

Czy masz mistrzynię burleski, która cię inspiruje lub jest twoim mentorem?

- Powiem, o kilku performerkach, które są moją inspiracją. Mentor to osoba, która jest nauczycielem, doradcą, a ja swój styl wypracowałam sama. Brałam udział w warsztatach ze zdobywczynią tytułu Miss Exotic World w Las Vegas, LouLou D’vil. Performerkami, które podziwiam jest Medianoche i Perle Noire. To dla mnie współczesne inspiracje.

Prowadzisz zajęcia z burleski dla kobiet. Zdradź proszę, czego uczysz na takich zajęciach? Czy trzeba być jakoś specjalnie przygotowanym, żeby w nich uczestniczyć?

- Obecnie prowadzę indywidualne zajęcia w Warszawie, podczas których, z moimi podopiecznymi, koncentrujemy się na ich indywidualnych potrzebach. Najczęściej przygotowujemy pokazy na specjalne okazje np. noc poślubną lub urodziny męża! Współpracuję również z klubem fitness w Mińsku Mazowieckim FIT Lady, w którym odbywają się regularne zajęcia. W zeszłym roku miałam jeszcze czas na prowadzenie podobnych zajęć w Warszawie, niestety mój napięty kalendarz nie pozwala na takie zobowiązania.

Jakie są twoje plany zawodowe na najbliższą przyszłość?

- Do odpowiedzi na to pytanie musiałybyśmy sprecyzować co oznacza "najbliższa przyszłość" (śmiech). Praca performerki burleski jest dość niestandardowa. Są tygodnie, które spędzam na walizkach jeżdżąc po całej Polsce. Ciężko wtedy znaleźć czas na nowe wyzwania. Mimo tego, pracuję nad dwoma ciekawymi projektami. Jednym z nich będzie duże wydarzenie burleskowe, które planuję z Domem Kultury w Mińsku Mazowieckim. Zostałam też zaproszona do udziału w bardzo alternatywnym show burleski, to będzie dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. W 2016 roku będzie można mnie zobaczyć podczas kilku zagranicznych festiwali.

Rozmawiała: Anna Chodacka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje