Życie ciągle mnie zaskakuje

Justyna Sieńczyłło - zdolna, ambitna, pełna energii i zapału. Żona aktora Emiliana Kamińskiego.

Gra w teatrze, filmie i serialach telewizyjnych. Znana z roli Bogny w "Klanie". Czytelniczkom INTERIA.PL opowiada o swojej pracy, wymarzonej roli i przyjaźni, która jej zdaniem, jest największym darem od losu.

Reklama

Szerszej publiczności znana jest Pani głównie z ról serialowych, m.in. w "Klanie" , "Pensjonacie pod różą" czy "Kochaj mnie, kochaj". Wielu aktorów jak ognia unika seriali i boi się zaszufladkowania. A jakie jest Pani zdanie na temat gry w serialu? Czy każdy polski aktor musi grać w serialach, aby przeżyć?
Justyna Sieńczyłło: Nie będę ukrywać, że seriale dają nie tylko korzyści finansowe, ale także ogromną popularność. Jadąc z moim monodramem pt. "Mój dzikus"- do Londynu, Toronto czy Sydney, czy jakiegokolwiek miasta w Polsce, większość przychodzi na Bognę z "Klanu" (w tym serialu gram najdłużej), ale mam nadzieję, że wychodzi już znając trochę Justynę Sieńczyłło. Poza tym, gdy buduje się, również z własnych oszczędności Teatr Kamienica, bierze się na ten cel prywatne kredyty, to człowiek dziękuje Bogu, że ma pracę, by móc je spłacać. Tym bardziej, że producent i scenarzyści dali mi możliwości pokazania wielu stanów emocjonalnych mojej bohaterki (nieudane samobójstwo, śmierć męża, stratę dziecka... itd)

Jak zatem ocenia Pani poziom polskich seriali?
Trudno mi je oceniać, bo ich nie oglądam. Od kilku miesięcy nie mam także (z wyboru) telewizora i to mi się podoba.

W jakich rolach czuje się Pani najlepiej?
W rolach charakterystycznych. Uwielbiam grać tzw."czarne charaktery", ale rzadko mnie niestety w tych rolach obsadzają. Kojarzę się głównie z delikatną kobietką, a to wcale nie jest prawdą.

Jakich ról nie chciałaby Pani nigdy w życiu zagrać?
Chyba takich nie ma. No może mam opory przed rolami ze scenami erotycznymi i takich odmawiam. Pewne sfery należą tylko do mnie, chyba że reżyser by mnie do nich przekonał...

A skąd w ogóle pomysł na zostanie aktorką?
Do tego zawodu namówiła mnie Antonina Sokołowska - to z jej amatorskiego teatru KLAPA, wyszli tacy aktorzy jak : Adam Woronowicz czy Katarzyna Herman oraz wielu ciekawych ludzi. To wyjątkowa osoba posiadająca talent, "wytrych do duszy" - do dziś jesteśmy w przyjaźni. To ona namówiła mnie, żebym zdawała do PWST i przekonała moich rodziców.

Rodzice popierali Pani plany?
Jak wyżej... (śmiech)

Co jest najtrudniejsze w zawodzie aktora?
Niepewność jutra. Dzisiaj jestem na okładkach, a za chwilę nie mam żadnych propozycji dlatego dodatkowo jestem pilotem wycieczek zagranicznych, wykładam na wyższych uczelniach. Przy budowie teatru okazało się, że mogę wykonywać wiele zawodów: kobiety biznesu, sprzątaczki, budowlańca, zaopatrzeniowca, Pr-owca itd. Życie mnie ciągle zaskakuje.

Gdyby nie powiodło się Pani na scenie, zostałaby Pani...?
Pewnie kimś związanym z wyżej wymienionych zawodów (śmiech).

Jaki jest Pani patent na atrakcyjny wygląd?
Sen, którego nie mam od lat. Dlatego wyglądam jak wyglądam i nie mam czasu na dbanie o urodę - niestety.

Jak się Pani odżywia? Stosuje Pani jakieś diety?
Najlepszą dietą jest budowanie teatru. W ciągu ostatnich miesięcy straciłam 5 kg na skutek stresu i pracy.

Sprawdzony sposób na chandrę?
Lody czekoladowe.

A co z babskimi wieczorami? Ma Pani wierne, oddane przyjaciółki?
Mam, ale zbyt rzadko się z nimi widuję. Pora to zmienić. Będą wpadały do Teatru Kamienica na spektakl, a potem zostaną w naszej restauracji lub kawiarni - takie mam plany. Brzmi dobrze, prawda?!

Oczywiście. Czym zatem dla Pani jest prawdziwa przyjaźń?
Największym darem od losu!

Rozmawiała Ilona Adamska

Dowiedz się więcej na temat: żona | Justyna | Justyna Sieńczyłło

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje