Reklama

Reklama

Smażona, wędzona, z folii czy na parze?

​Wybierając się nad morze z lubością korzystamy z lokalnych smażalni i wędzarni ryb. W końcu nie ma nic przyjemniejszego niż zjeść świeżą rybkę w przytulnym lokalu. Do tego ryby są przecież zdrowe i polecane dla dzieci. Jak więc odmówić sobie takiej przyjemności?

Dla kogo ta ryba?

Dzieci, nawet te najmłodsze, powinny jeść ryby. Według dietetyków taki pokarm powinien znaleźć się w ich jadłospisie nawet dwa razy w tygodniu. Dla maluchów (do trzeciego roku życia) nie zaleca się podawania ryb smażonych w głębokim tłuszczu, ani wędzonych. 

Reklama

Zatem dla nich lepsze będą ryby gotowane na parze czy pieczone w folii. Dlatego nadmorskie smażalnie i wędzarnie nie są miejscem, gdzie powinno się karmić malucha. Zalecane dla małych dzieci są łosoś, makrela atlantycka, dorsz, morszczuk, mintaj i sola. Spośród słodkowodnych zaleca się karpia, węgorza i pstrąga.

Ryba nieświeża zerka z talerza

W nadbałtyckich kurortach smażalnia znajduje się w co drugim budynku. Wiele z nich to typowo sezonowe lokale, gdzie liczy się szybki zarobek, a nie satysfakcja klienta. Wiadomo, że tutaj raczej nie napotyka się stałych gości, więc nie zawsze właściciele chcą walczyć jakością. Warto czasem poszukać mniejszych smażalni, położonych z dala od głównych deptaków. To w nich częściej można zjeść rybę, która jeszcze kilka godzin temu skakała po falach.

Podstawową kwestią jest świeżość ryb. Z nieufnością podchodzimy do zapewnień, że dorsz i flądra (najpopularniejsze bałtyckie ryby) są świeże. Jednak nie ma tu szczególnego powodu do obaw. Okres ochronny dorsza rzeczywiście obowiązuje w okresie letnim, ale nie na całym akwenie. W zasadzie na zachód od Stilo można go łowić bez przeszkód i w smażalniach powinien być świeży. 

Flądry w okresie letnim są już po okresie ochronnym i też powinny pochodzić z lokalnych połowów. Znawcy twierdzą jednak, że latem bałtyckie ryby są najmniej smaczne i lepiej jeść ich słodkowodnych pobratymców.


Mrożonka w panierce

Najczęstszym grzechem smażalni jest serwowanie klientom mrożonej ryby, do tego obficie pokrytej panierką. Nie dość, że klient płaci za mało wartościowy produkt, to jeszcze zanurzony w mące i głębokim tłuszczu traci już wszystkie swoje pożyteczne właściwości. 

Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na ważenie sprzedawanych ryb. Obficie pokryta panierką i nasiąknięta olejem waży znacznie więcej i jej cena może niemile zaskoczyć. Nieuczciwi restauratorzy potrafią doliczyć do wagi również surówkę. Dlatego warto pozostać czujnym, choć na pewno nie należy traktować każdego sprzedawcy jak oszusta.

Nie dajmy się zwariować

Jeśli nie jesteśmy znawcami ryb, warto skupić się na pewniakach. Niejednokrotnie słyszy się o przypadkach sprzedawania tańszych darów morza, zamiast szlachetniejszych odmian. A dobra ryba musi swoje kosztować, co jest nie bez znaczenia dla obciążonego wakacjami budżetu. Przede wszystkim nie dajmy się jednak wpędzić w paranoję. Zachowując odrobinę zdrowego rozsądku możemy cieszyć się smakiem dobrej bałtyckiej ryby.

 

 

Dowiedz się więcej na temat: ryby

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje