Reklama

Reklama

Uwielbiam gotować i jeść

Rozmowa z Olgą Bończyk, czyli doktor Edytą Kuszyńską z serialu "Na dobre i na złe"

Znana jest pani nie tylko jako doktor Edyta czy przepięknie śpiewająca aktorka, lecz także jako doskonała kucharka i gospodyni...
Olga Bończyk: To prawda, doskonale gotuję. Docenia ten fakt zarówno moja rodzina, jak wszyscy znajomi, których choć raz podejmowałam obiadem lub kolacją. Nigdy nie korzystam z cateringu, ani nie wyręczam się kupując półprodukty.
Skąd takie zamiłowanie do gotowania? Większość aktorek unika kuchni jak ognia...
Olga Bończyk: Wychowałam się na Śląsku. W mojej rodzinie kultywowanie tradycji - w tym także kulinarnych - odgrywało ważną rolę. Nie było mowy o pójściu na łatwiznę, kupowaniu gotowego jedzenia. Bardzo wcześnie nauczyłam się gotować i nigdy nie uważałam tej czynności jako "kary" czy straty czasu. Uważam, że kuchnia to serce domu. Uwielbiam gotować i jeść!
Po pani figurze tego nie widać... Czyżby tradycyjne śląskie kluski były niemile widziane w pani kuchni?
Olga Bończyk: Moja kuchnia pozbawiona jest białego pieczywa, ziemniaków, mąki, słodzonych napojów, słodyczy itd. A więc na co dzień nie ma: kluseczek, pierogów, kopytek, frytek, placków ziemniaczanych, kanapek "zapychaczy", chipsów, czekoladek, ciasteczek itp. Unikam też potraw panierowanych i smażonych. Wynika to nie tylko z dbałości o figurę, ale ogólnie z dbałości o kondycję i zdrowie.
Z czego zatem składają się pani posiłki?
Olga Bończyk: Głównymi składnikami przyrządzanych przeze mnie potraw są warzywa i owoce. Zawsze staram się gotować w domu. Często przyrządzam potrawy z kuchni śródziemnomorskiej. Uwielbiam owoce morza. Kto jednak ich nie lubi, może pobawić się mieszankami ziół, które w niepowtarzalny sposób zmieniają smak każdego mięsa czy warzyw. Jeśli chodzi o napoje, odkryłam genialne właściwości oczyszczające czerwonej herbaty. Kuchnia jest moim królestwem. Lubię gotować i wierzę, że umiem gotować skoro znajomi chwalą mnie za oryginalność przepisów. Gotowanie daje mi możliwość eksperymentowania.
A jaki alkohol pani lubi?
Olga Bończyk: Pijam prawie wyłącznie wino i tylko do posiłków. Białe do ryb, drobiu, warzyw, a czerwone do mięsa czerwonego i dziczyzny. Z białych win najbardziej preferuję wina reńskie. Jeśli chodzi o czerwone mam kilka ulubionych i od dłuższego czasu nie zmieniam swoich upodobań. Zbyt często okazuje się, że nowości, które kupuję, nie smakują nam tak, jak te wypróbowane od lat.

Reklama

Żadnych hamburgerów, piwa, pączków?

Olga Bończyk: Przyznaję się, że uwielbiam pączki - to moja słabość - ale staram się nie jeść ich za wiele. Czasami mam też ochotę zjeść hamburgera, ten "międzynarodowy smakołyk". Wtedy jednak przed oczami pojawia mi się tablica Mendelejewa i ochota mi odchodzi. Wracam wtedy do domu, przygotowuję zapiekane bakłażany z pomidorami, czosnkiem i mozzarellą lub kurczaka w wiśniówce. Wówczas wiem, że mój żołądek jest mi wdzięczny, a ja czuję się doskonale. Odkąd dbam o dietę, prawie wcale nie choruję.

Czy równie rygorystycznie przestrzega pani swoich zasad w święta?

Olga Bończyk: No cóż, przed świętami trudno jest mnie wygonić z kuchni... Lubię przygotować wszystko swoimi rękami. Wtedy nie eksperymentuję, lecz przyrządzam tradycyjne potrawy. Na wigilijnym stole nie może zabraknąć pierogów z kapustą, kapusty z grzybami, barszczu i mojej ulubionej zupy grzybowej, śledzi, a także ciast: murzynka i sernika. Nie liczę potraw, ale jest ich zawsze bardzo dużo, może nawet więcej niż 12... Na Wigilię mam też słabość do karpia. W ciągu roku normalnie tej ryby nie jadam, więc w czasie świąt smakuje mi szczególnie. Jest tylko jeden problem: ktoś musi mi tego karpia dostarczyć, bo ja nigdy nie zdobyłabym się na to, żeby kupić żywego karpia i go uśmiercić...

Ale czasami podobno wielbiciele obdarowują panią kiełbasą...

Olga Bończyk: Owszem, zdarzyło się to kiedyś w grudniu przed Świętami Bożego Narodzenia (śmiech). Wsiadałam właśnie do swojego samochodu, a mężczyzna, który zaparkował obok przekładał skrzynki w bagażniku. Spojrzał na mnie i wykrzyknął: "O Boże, pani Olga Bończyk!". Pomiędzy jednym a drugim "och" powtarzał, że bardzo chciałby mi coś dać w dowód uznania i sympatii. Po czym wyjął z jednej z tych skrzynek długą kiełbasę, krakowską podsuszaną. Okazało się, że pracował w zakładach mięsnych....

Jak wyglądają święta u pani w domu?

Olga Bończyk: Przede wszystkim uwielbiam spędzać święta w gronie najbliższych, z rodziną. Równie ważne, co same święta, są przygotowania do nich. Strojenie choinki, przedświąteczne porządki, szukanie prezentów.

To zatem nie przypadek, że swego czasu nagrała pani płytę z kolędami? I że często występuje pani w programach telewizyjnych o świątecznym charakterze?

Olga Bończyk: Uwielbiam słuchać i śpiewać kolędy, ta płyta odzwierciedla moje zainteresowania. Śpiewam je podczas recitali i na różnych koncertach, w programach w okresie świątecznym. Równie chętnie śpiewam je w rodzinnym gronie, przy choince.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Jolanta Żabińska

MWMedia
Dowiedz się więcej na temat: święta | kuchnia | Doktor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje