Podróże na własną rękę: "Uciekliśmy na Teneryfę". Za życie na Kanarach płacą tyle, co w Polsce

Zwiedzają świat "bez ściemy", podróżując w sposób, który pozwala im poznać każde miejsce od lokalnej strony. Schodzą z utartych szlaków, by odkryć ukryte perełki, których próżno szukać w przewodnikach. Karolina i Krzysiek, znani w mediach społecznościowych jako Rozgotovani, odwiedzili już wiele zakątków świata, ale to właśnie Teneryfa skradła ich serca i stała się ich drugim domem. Na największej Wyspie Kanaryjskiej spędzili prawie rok, przemierzając ją wzdłuż i wszerz. Jak wygląda życie na Teneryfie, ile kosztuje i co najczęściej umyka turystom? Odpowiedzi na te pytania zdradzili nam w rozmowie.

Karolina i Krzysiek, znani na Instagramie jako Rozgotovani, opowiadają o realiach życia na Teneryfie
Karolina i Krzysiek, znani na Instagramie jako Rozgotovani, opowiadają o realiach życia na Teneryfie Rozgotovaniarchiwum prywatne

Czujesz, że czas ruszać w drogę? Na swojej liście marzeń masz zachód słońca w Kenii, karaoke w Tokio, salsę na Kubie, spacer z alpakami w Peru i plażowanie na Malediwach? Chcesz przekonać się, czy Taj Mahal, Machu Picchu, Chiński Mur, Statua Wolności i Petra, na żywo wyglądają tak samo spektakularnie jak na pocztówkach? Masz piękne plany, ale... nie wiesz, jak zabrać się za ich realizację? Spokojnie, w "Podróżach na własną rękę" autorka - Agata Zaremba i zaproszeni przez nią eksperci podpowiadają, jak samodzielnie, bezpiecznie i niskobudżetowo zorganizować wycieczkę do najbardziej odległych zakątków świata (oraz do tych całkiem bliskich, bo przecież w Europie też jest tyle do odkrycia). Doradzają jak kupić tanie bilety, zarezerwować bezpieczny nocleg, korzystać z komunikacji publicznej i odczytać kulturowe kody. Tobie pozostaje tylko... cieszyć się podróżą.

Teneryfa przyciągnęła ich jak magnes. Zamieszkali tam zupełnie przypadkiem

Pierwsza podróż Karoliny i Krzyśka na Teneryfę odbyła się bardzo spontanicznie. Ich przygoda z tym miejscem rozpoczęła się od problemów z vanem, którym planowali wyruszyć w podróż po Hiszpanii. Tuż przed wyjazdem, gdy wszystko było już dopięte na ostatni guzik, pojazd odmówił posłuszeństwa. Zamiast czekać na kosztowną naprawę, jeszcze tego samego dnia zaczęli przeszukiwać oferty tanich lotów. Los zdecydował za nich - wybór padł na Teneryfę.

Agata Zaremba: Czasem najbardziej spontaniczne decyzje prowadzą do największych zmian w życiu. Podróż, która odmieniła waszą codzienność, zaplanowaliście na ostatnią chwilę. Czy mieliście jakiekolwiek oczekiwania przed wyjazdem?  

Karolina: - Zawsze chciałam polecieć na Teneryfę, od dawna czułam, że to miejsce mi się spodoba, ale jakoś nigdy nie było okazji. Zawsze pojawiały się inne plany.

Krzysiek: - Ja natomiast nie miałem pojęcia, gdzie leży Teneryfa. O Wyspach Kanaryjskich słyszałem głównie w filmach, o tym, że ludzie robią tam interesy albo uciekają przed czymś. Wydawało mi się, że mieszkają tam głównie bogaci Amerykanie, chociaż jak się okazało - to raczej Niemcy. Dla mnie to była zupełna improwizacja.

Na Teneryfie zaszyliście się na niemal kompletnym odludziu. Dlaczego wybraliście "dom na końcu świata"? 

Karolina: - Gdy Krzysiek znalazł tanie bilety, ja od razu zaczęłam szukać mieszkania. Wiedzieliśmy, że chcemy być na północy. Południe Teneryfy jest bardzo turystyczne, bardziej suche, natomiast północ jest zielona, dzika i lokalna.

Krzysiek: - Kiedy Karolina pokazała mi lokalizację mieszkania, zobaczyłem tylko pinezkę pośrodku zieleni. Pomyślałem: "Dobra, jest zielono, nad oceanem, najtaniej na wyspie - bierzemy!"

Czy krótkoterminowy wynajem mieszkań dla turystów na Teneryfie jest drogi?  

Karolina: - Udało nam się znaleźć jedno jedyne mieszkanie w rozsądnej cenie. Nie wiem dlaczego, ale wtedy ceny były wyjątkowo wysokie, a my szukaliśmy czegoś "na już", więc większość ofert była już niedostępna. W końcu trafiliśmy na mieszkanie za nieco ponad 700 euro miesięcznie. Dopiero później zrozumieliśmy, jak droga potrafi być Teneryfa. Wtedy pomyśleliśmy: "Ale ich tu pokręciło!".

Miesięczna podróż przedłużyła się wam o niemal rok. Jak Teneryfa stała się waszym domem?  

Krzysiek: - Już po tygodniu pobytu zdecydowaliśmy się wynająć mieszkanie na kolejne dziewięć miesięcy. Szybko zaprzyjaźniliśmy się z właścicielką, obdarzyliśmy się wzajemnym zaufaniem i tak już tutaj zostaliśmy. Początkowo planowaliśmy tylko miesiąc na tzw. workation, ale szybko doszliśmy do wniosku, że wracamy do Polski tylko po to, by zamknąć kilka spraw. Oddaliśmy znajomym mieszkanie, samochód i... uciekliśmy na Teneryfę.

Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia?  

Krzysiek: - Od pierwszego dnia czuliśmy, że to miejsce ma w sobie coś wyjątkowego. Pamiętam naszą pierwszą podróż do nowego domu - po pięciu godzinach jazdy, w deszczu, Karolina, wykończona i blada z choroby lokomocyjnej, podniosła głowę, spojrzała na widok i powiedziała: "Boże, jak tu pięknie" - po czym zaczęła płakać.

Co was najbardziej urzekło? 

Krzysiek: - Społeczność. Ludzie tutaj od razu nas zaakceptowali i byli ciekawi naszej historii. Pytali: "Wow, jesteście z Polski? Dlaczego tu, a nie na południe?". Już po krótkim czasie w tej niewielkiej miejscowości, gdzie żyje niespełna tysiąc osób, wszyscy się znali. Po kilku miesiącach i my staliśmy się jej częścią - plantatorzy bananów, mechanicy, sklepikarze, witają nas codziennym "¡Hola!". Życie tutaj to zupełnie inna rzeczywistość - cisza, spokój i poczucie, że czas się zatrzymał.

Ile kosztuje życie na Teneryfie? Wcale nie musi być droższe niż w Polsce

Początkowo wynajęliście mieszkanie przez internet za 700 euro. Czy udało się wam obniżyć cenę najmu?  

Krzysiek: - Teraz płacimy 500 euro miesięcznie, ale dla turysty taka cena jest właściwie nieosiągalna. Wynika to z naszego zaufania do właścicielki, Marii - nie musi martwić się sprzątaniem, zna nas i wie, że jesteśmy sprawdzonymi lokatorami. Standardowe ceny wynajmu długoterminowego przez biura nieruchomości zaczynają się od 800 euro miesięcznie, a często wymagane jest zobowiązanie na co najmniej rok.

Czy życie na Teneryfie jest drogie?  

Karolina: - Szczerze? Nie wiem, czy w Polsce w tym momencie wynajęlibyśmy mieszkanie za 500 euro. Ceny jedzenia są praktycznie takie same, a niektóre lokalne produkty - jak szynka serrano, sery, świeże owoce i warzywa, w tym awokado - w sezonie kosztują grosze.

- To prosta kalkulacja. Jeśli nie trzyma cię nic w Polsce i możesz swobodnie przemieszczać się między krajami, życie tutaj jest naprawdę opłacalne, także finansowo. Był moment, w którym dokładnie liczyliśmy nasze wydatki - wynajmując mieszkanie, podróżując trzy razy w tygodniu i wcale sobie nie odmawiając, wydawaliśmy około 3,5 tys. zł na osobę miesięcznie.

A oprócz wynajmu i jedzenia? Czy jakieś atrakcje na wyspie są płatne?  

Krzysiek: - Niemal wszystkie atrakcje na wyspie są darmowe. Jeśli chcesz spędzać czas aktywnie, po prostu wychodzisz na szlak, idziesz w góry albo relaksujesz się nad oceanem.

"Księżycowy park" to raj nie tylko dla żeglarzyKarolina Burda, Karolina BurdaINTERIA.PL

Karolina: - Wejście na wulkan Teide jest darmowe, ale jeśli ktoś woli wjechać kolejką, to już kosztuje. W niektórych miejscach trzeba się wcześniej zarejestrować, ale to nic nie kosztuje - chodzi tylko o ograniczenie liczby turystów w danym czasie. Jedyny wydatek to wynajem auta lub korzystanie z komunikacji miejskiej.

Krzysiek: - Teneryfa to raj dla osób, które lubią jeździć samochodem. Można tutaj tanio wynająć auto - np. kabriolet za 20 euro dziennie - i ruszyć w trasę po niesamowitych górskich serpentynach z widokiem na ocean. Drogi są nowe i świetnie utrzymane, a krajobrazy wyglądają jak z programu "Top Gear". Jeśli ktoś czerpie przyjemność z jeżdżenia samochodem, to Teneryfa będzie doskonałym wyborem.

Teneryfa słynie z zapierających dech w piersiach widoków
Teneryfa słynie z zapierających dech w piersiach widoków Rozgotovaniarchiwum prywatne

Podróż przez cztery żywioły, czyli wyprawa na Teneryfę. Rozgotovani pokażą swoje ulubione miejsca

31 maja tego roku odbędzie się wyprawa na Teneryfę - 7-dniowa wycieczka, podczas której Krzysiek i Karolina zabiorą uczestników w swoje ulubione miejsca na wyspie. W planie podróży uwzględnili nie tylko trekkingi w wyjątkowe miejsca, ale również warsztaty kreatywne.

"Podróż przez cztery żywioły" - to właśnie tak opisujecie wyprawę na Teneryfę, skąd pomysł na takie hasło? 

Krzysiek: - Ono najlepiej oddaje różnorodność wyspy. Przemierzamy wybrzeże z zapierającymi dech w piersiach widokami na inne wyspy i góry. Wędrujemy po lawowych krajobrazach, gdzie ziemia jest zupełnie czarna - jakby ktoś wyłączył wszystkie kolory. Przechadzamy się też przez bajkowe lasy laurowe, które wyglądają jak wyjęte ze świata "Harry’ego Pottera". Teneryfa to wyspa wulkaniczna, gdzie fale mają ogromną siłę, a wiatr potrafi być naprawdę intensywny. Żywioły czuć tu na każdym kroku.

Karolina: - Poza tym organizujemy wyprawę w cztery osoby - ja, Krzysiek, Cleo Rozwadowska i Maciek Preneta. Każdy z nas jest zupełnie inny, a razem tworzymy pełen zestaw żywiołów.

Co oferuje turystom taka wyprawa? 

Krzysiek: - Zaplanowaliśmy tę podróż tak, by pokazać wyspę z naszej perspektywy - tak, jak sami ją pokochaliśmy. Połączymy oszałamiające widoki z miejscami, które nas najbardziej zachwyciły.

I jakie to miejsca?  

Krzysiek: - Moim ulubionym jest szlak nad Mascą. Przez rok mijaliśmy go, nie zwracając na niego większej uwagi. Dopiero miesiąc przed naszym wyjazdem - i poczuliśmy się, jakbyśmy byli na wyspie zupełnie sami. Szlak prowadzi z punktu widokowego na Maskę. Po drodze mamy niesamowite widoki - na samą Mascę, Teidę i sąsiednią wyspę, Gomerę.

To miejsce nie jest popularne wśród turystów?  

Karolina: - Nie znaleźliśmy go w żadnym przewodniku i jest niemal zupełnie nieuczęszczane. Podczas całej wędrówki spotkaliśmy tam tylko jedną parę. Większość kojarzy Mascę z wąwozem, ale nie wie, że to tylko część tego, co oferuje ta okolica. Dla nas ten wąwóz nie jest nawet w połowie tak atrakcyjny, jak inne szlaki wokół. Planując wyprawę, szukaliśmy miejsc, gdzie można doświadczyć prawdziwej magii wyspy - bez tłumów.

Krzysiek: - Cała wyprawa skupi się na północnej części Teneryfy - tej mniej znanej i rzadziej odwiedzanej. Chcemy pokazać ludziom wyspę taką, jakiej większość turystów nigdy nie zobaczy. Żeby odkryć te miejsca, trzeba trochę połazić, zboczyć z utartych szlaków, a przede wszystkim - pozwolić sobie na prawdziwy odpoczynek i nabranie nowej energii.

Karolina: - Dlatego oprócz zwiedzania będą też warsztaty kreatywne. Przygotowaliśmy plan, który pozwoli ludziom wrócić do domu z nową siłą do życia.

Od lokalnych mieszkańców nauczyli się wiele. "Małe, dobre gesty potrafią komuś odmienić dzień"

Co waszym zdaniem najczęściej umyka turystom spędzającym wakacje na Teneryfie?  

Karolina: - Wstawiając zdjęcia na Instagram, często słyszę: "To jest Teneryfa? Byłam tam dwa tygodnie i nic takiego nie widziałam!".

- Myślę, że to dlatego, że wielu turystów przyjeżdża tu z biurami podróży, wynajmuje hotel na południu i nie rusza się poza tę strefę. Odwiedzają Teide w ramach zorganizowanej wycieczki, może wynajmują samochód, ale rzadko eksplorują mniej oczywiste rejony. Nie chodzi tylko o widoki - najważniejsi są ludzie.

Jacy są mieszkańcy Teneryfy?  

Karolina: - Są zupełnie inni niż Hiszpanie z kontynentu. Mają w sobie dużo wpływów Ameryki Południowej, są bardziej "latino" - wszędzie gra muzyka, wszyscy się do siebie uśmiechają, żyją na luzie. Jeśli spędzisz czas w małej, lokalnej miejscowości, zobaczysz, jak oni żyją, jak się zachowują - to może być bezcenne doświadczenie. To nauczyło nas bardzo wiele i mocno wpłynęło na nasz styl życia.

Czego się od nich nauczyliście?  

Krzysiek: - Przede wszystkim dystansu do problemów. Kiedyś szliśmy pół godziny na autobus, a na przystanku usłyszeliśmy, że odjechał wcześniej i kolejny będzie za godzinę. Planowaliśmy dotrzeć na zachód słońca, zrobić zdjęcia... W normalnej sytuacji pewnie byśmy się wkurzyli, ale Karolina spojrzała na mnie i powiedziała: "Idziemy na kawę?".

Karolina: - Nauczyłam się nie tracić nerwów na rzeczy, na które nie mam wpływu. I jeszcze jedna ważna lekcja - że małe, dobre gesty potrafią komuś odmienić dzień. Przykład? Przy moim biurku jest okno, przy którym codziennie rano przechodzi starszy pan z pieskiem. Przez dziewięć miesięcy każdego dnia zaglądał, uśmiechał się i wołał: "Hola, buenos días!". I nagle mój dzień od razu stawał się lepszy. Kiedy wracam do Polski, zawsze staram się zrobić coś miłego dla kogoś - i widzę, jak twarze ludzi nagle się rozjaśniają. To proste rzeczy, ale mają ogromne znaczenie.

"Na Teneryfie nauczyłam się nie tracić nerwów na rzeczy, na które nie mam wpływu" - przyznaje Karolina.
"Na Teneryfie nauczyłam się nie tracić nerwów na rzeczy, na które nie mam wpływu" - przyznaje Karolina. Rozgotovaniarchiwum prywatne

Podróż na Teneryfę - dla kogo? Oto najlepszy moment na wycieczkę

Czy Teneryfa to dobry kierunek dla miłośników plażowania?  

Karolina: - Szczerze mówiąc, jeśli ktoś chce spędzić urlop typowo na plaży, lepiej polecieć na Fuerteventurę. Na Teneryfie dostęp do wielu plaż wcale nie jest taki prosty - często trzeba do nich dojechać albo zejść po setkach schodów. Poza tym na północy wyspy mamy głównie czarne, wulkaniczne plaże. Na południu znajdziemy białe, a nawet jedną, na którą zwieziono piasek z Sahary - dla Kanaryjczyków to absolutny hit, bo zawsze docenia się to, czego się nie ma.

- Plaże na Teneryfie mają swój unikalny charakter - to nie są klasyczne piaszczyste, rajskie plaże, ale raczej surowe, oceaniczne krajobrazy, często z dużymi falami i silną bryzą. Moje ulubione to Playa de El Bollullo, Playa de Ancon i Playa de Benijo w Parku Anaga. Wszystkie są czarne i zachwycają surowym pięknem.

Czy wycieczka na Teneryfę jest dla każdego?  

Karolina: - Północ Teneryfy najbardziej spodoba się osobom, które lubią aktywne zwiedzanie - góry, trekkingi i długie spacery. To wyspa pełna spektakularnych szlaków, które prowadzą do miejsc, gdzie nie dociera większość turystów. Natomiast południe wyspy jest świetne dla każdego - pogoda dopisuje tu cały rok, nawet zimą temperatury są przyjemne, plaże są szerokie, a infrastruktura turystyczna na najwyższym poziomie. To dobre miejsce na klasyczne wakacje z leżeniem na plaży i kąpielami w oceanie.

Jakie atrakcje oprócz trekkingów po szlakach polecacie turystom?  

Karolina: - Rejsy! W Adeje można wykupić wycieczkę katamaranem lub żaglówką i wypłynąć na obserwację delfinów oraz grindwali, które przebywają u wybrzeży Teneryfy przez cały rok, więc jest duża szansa na spotkanie ich w naturalnym środowisku. Fajne jest to, że rejsy są regulowane, aby nie zakłócać spokoju zwierząt - jest zakaz podpływania zbyt blisko czy ich dokarmiania.

Krzysiek: - Warto też wspomnieć o ekologii. Byliśmy świadkami sytuacji, kiedy ktoś zgłosił pływające śmieci w oceanie, a w ciągu kilkunastu minut przypłynęła policja i je sprzątnęła. To pokazuje, jak bardzo mieszkańcom zależy na ochronie przyrody, mimo ogromnego ruchu turystycznego.

Karolina: - Oprócz tego można spróbować nurkowania, a dla miłośników adrenaliny są loty na paralotni. To jedno z najlepszych miejsc na świecie do uprawiania tego sportu - niesamowite widoki, stabilne warunki atmosferyczne i mnóstwo profesjonalnych startowisk.

Krzysiek: - A jeśli ktoś woli coś bardziej klasycznego - Teneryfa to raj dla kolarzy szosowych. Drogi są świetnej jakości, a widoki na trasach zapierają dech w piersiach. Wielu profesjonalnych triathlonistów trenuje tu przez cały rok, np. Robert Karaś.

Karolina: - No i jeszcze kajaki! Jest jedno wyjątkowe miejsce przy majestatycznych klifach Los Gigantes, gdzie można wypożyczyć kajak i pływać w otoczeniu kilkusetmetrowych ścian skalnych. Widoki są spektakularne.

Kiedy najlepiej odwiedzić Teneryfę? Czy są jakieś wydarzenia w ciągu roku, które szczególnie warto zobaczyć? 

Krzysiek: - Ciekawym wydarzeniem odbywa się w okolicy listopada - dzieci budują wówczas deski z szuflad i różnych materiałów, smarują je olejem i zjeżdżają po stromych ulicach w stertę opon. To nawiązanie do dawnych czasów, kiedy w ten sposób transportowano drewno z gór do portu. Teraz to po prostu świetna atrakcja i tradycja podtrzymywana przez kolejne pokolenia.

Karolina: - No i oczywiście karnawał, który jest drugim co do wielkości karnawałem na świecie, zaraz po Rio de Janeiro. Trwa cały miesiąc, w każdej miejscowości w innym terminie. Kanaryjczycy planują sobie stroje cały rok, oni potrafią w 11 osób przebrać się za Flintstonów i jeździć po mieście samochodem krzycząc "Jabadabadoo!". Poza tym są przepiękne parady, wybory królowych karnawału, koncerty i mnóstwo zabawy.

Krzysiek: - Co ciekawe, miasto jest na to przygotowane - fasady budynków są zabezpieczane folią, aby uniknąć zniszczeń. Miasto wielkości Krakowa zamienia się w jeden wielki klub pod gołym niebem. Każdy lokal staje się barem, a nawet sprzedawcy pamiątek nagle zaczynają sprzedawać drinki. A mimo to nie ma tu agresji, nikt się nie zatacza, nie ma bójek. To po prostu czysta radość i świetna kultura zabawy.

Wybrzeże Teneryfy ma unikalny oceaniczny charakter
Wybrzeże Teneryfy ma unikalny oceaniczny charakter Rozgotovaniarchiwum prywatne

"Tourists go home". Lokalni mieszkańcy kontra turyści

Już w zeszłym roku sporo mówiło się o buncie i protestach miejscowej ludności przeciwko masowej turystyce. Jak obecnie wygląda sytuacja na Teneryfie?  

Karolina: - Kluczowe jest to, że Teneryfa jest podzielona nie tylko klimatycznie, ale i charakterem. Południe to kraina kurortów, gdzie jeden hotel wyrasta obok drugiego, apartamenty mnożą się jak grzyby po deszczu, a turystów jest tu znacznie więcej niż mieszkańców. Co krok można zobaczyć Irish Puby i turystów z podwiniętymi koszulkami popijających piwo.

- Nie spotkaliśmy się nigdy z otwartą niechęcią, ale kiedy jedziemy na południe, zawsze mamy poczucie, że to nie jest "nasza" Teneryfa. Na północy atmosfera jest inna - ludzie są otwarci, uśmiechnięci, nie czuliśmy tu żadnej nieprzyjemnej sytuacji. Nie zmienia to faktu, że na południu sytuacja wygląda inaczej. Widać tam sporo napisów w stylu "Tourists go home". Niektórzy turyści mogą czuć się tym zaniepokojeni, pojawiają się nawet głosy, że jest tu dla nich niebezpiecznie - ale to nieprawda.

Więc na czym tak naprawdę polega ten problem?

Krzysiek: - Problemem nie są sami turyści, ale sposób zarządzania turystyką. Gospodarka Teneryfy opiera się właśnie na niej - to ona przynosi największe dochody i tak naprawdę nie ma alternatywy. Rolnictwo, w tym uprawa bananów, stanowi zaledwie 12 proc. gospodarki i nie jest wystarczająco dochodowe, by utrzymać wyspę. Mieszkańcy narzekają na turystów, ale prawda jest taka, że gdy podczas pandemii nagle ich zabrakło, ceny żywności i paliwa poszybowały w górę, a wielu ludzi straciło źródło dochodu.

- Frustracja, zwłaszcza młodych, wynika głównie z cen mieszkań. Kiedyś można było wynająć lokum za rozsądne pieniądze, dziś ceny wzrosły dwukrotnie. Wielu właścicieli woli wynajmować turystom na krótki termin, bo to dla nich bardziej opłacalne niż długoterminowy wynajem dla mieszkańców.

Karolina: - Problemem nie jest sama turystyka, ale brak regulacji. Brakuje ograniczeń dotyczących wynajmu krótkoterminowego, a do tego dochodzi masowy wykup ziemi przez inwestorów - zwłaszcza z Rosji. Kupują oni mieszkania, budują hotele, a pieniądze z turystyki, zamiast trafiać do lokalnej społeczności, odpływają za granicę.

- Kiedy chodziliśmy na lekcje hiszpańskiego, nauczyciele mówili nam wprost: w pierwszym większym mieście obok naszego, średnia pensja to 800 euro. Jak przy takich zarobkach kupić mieszkanie, które nagle kosztuje milion euro? Ludzie są sfrustrowani, bo czują, że ich własna wyspa wymyka im się z rąk. Mamy znajomych zarówno na Teneryfie, jak i na Gran Canarii, i wszyscy podkreślają to samo: protesty i frustracja mieszkańców są uzasadnione, ale nie oznaczają bezpośredniego zagrożenia dla turystów.

***

Kolejny odcinek "Podróży na własną rękę" już za dwa tygodnie, w czwartek 17 kwietnia. 

***

Agata Zaremba
Agata ZarembaArchiwum autora

O autorce cyklu "Podróże na własną rękę"

Agata Zaremba: Absolwentka dziennikarstwa i medioznawstwa o specjalności fotografia prasowa, reklamowa i wydawnicza. W Interii najczęściej zajmuje się tematyką podróżniczą i społeczną. Miłośniczka Włoch i Japonii, amatorka tanich podróży. Odwiedziła ponad 25 krajów w tym Brazylię, Tajlandię, Japonię i Stany Zjednoczone, organizując wszystkie podróże na własną rękę. I to wszystko z małym plecakiem podręcznym!

"Księżycowy park" to raj nie tylko dla żeglarzyKarolina Burda, Karolina BurdaINTERIA.PL