Reklama

Reklama

Na emeryturze zostałam modową blogerką

Kiedy Krystyna Bałakier zakładała internetowy pamiętnik, nie sądziła, że odniesie taki sukces. Dziś jej rady na temat ubierania się i jej stylizacje doceniają setki kobiet.

Krystyna uwielbiała modę, odkąd pamięta. Kochała dobierać do sukienki dodatki i buty. Lubiła zabawę z kolorami i fasonami. Dziś, kiedy znajdzie jakieś nowe, ciekawe połączenie, siada do komputera i pisze porady, przedstawia nowe propozycje strojów. Od 4 lat prowadzi blog o modzie dla pań pięćdziesiąt plus, na jej stronie zanotowano już pół miliona wejść.

Reklama

- W sklepach ubrań jest mnóstwo, ale niemal wszystkie dla młodych dziewczyn o nienagannej figurze. A co z paniami dojrzałymi? Im jest znacznie trudniej znaleźć coś ładnego, co jednocześnie zamaskuje zbyt szerokie biodra czy wystający brzuszek. To dla nich piszę - uśmiecha się Krystyna, dziś 62-letnia, jedna z najbardziej znanych blogerek modowych w Polsce.

Wychowywała się w Warszawie. Jej dzieciństwo to siermiężne lata 50. Ubrany na szaro, jednolity tłum idący Marszałkowską. - Kiedy na chodniku pojawiała się moja mama i babcia, ludzie natychmiast zwracali na nie uwagę. Nosiły kapelusze, jedwabne rękawiczki, suknie szyte u krawcowej. To były elegantki. Mnie zawsze też ubierały jak królewnę. Specjalnie wyszukiwały dla mnie jakieś amerykańskie sukienki na bazarze Różyckiego - wspomina Krystyna.

Ale ona jako kilkulatka wolała chodzić w spodniach i wspinać się z chłopakami po drzewach. Wyrafinowany gust mamy i babci doceniła, kiedy poszła do szkoły. Nagle wszyscy chwalili jej stroje. Na każdy szkolny bal miała specjalnie uszytą kreację. Do maszyny zasiadał wtedy nawet jej brat, o dziewięć lat od niej starszy (dziś jest architektem wnętrz).

Niestety, to moje beztroskie dzieciństwo skończyło się, gdy miałam 17 lat. Mama zmarła na raka. Odeszła też babcia - dodaje Krystyna ze smutkiem.

Miałam swoją wielką pasję

Skończyła studia na warszawskiej SGH. Zaczęła pracę w centrali handlu zagranicznego. Tam poznała swojego męża. - Przyszedł na praktyki studenckie, a ja miałam wprowadzić go w nowe obowiązki. Krystyna urodziła dwójkę dzieci, pracowała. Wiele lat spędziła z mężem w Niemczech.

- Moim sąsiadem był stylista. Od razu znaleźliśmy wspólny język - opowiada. - Podpatrywałam jego pracę, patrzyłam jak dobiera ciuchy do sesji zdjęciowych. Fascynowało mnie to. Popołudniami Krystyna siadała w knajpkach i obserwowała, jak ubrani są ludzie na ulicy. - Za granicą kobiety bez względu na wiek dbały o siebie. Nawet te, które miały 70 i 80 lat, nosiły się ładnie i kolorowo. Marzyłam, żeby i u nas w Polsce tak było - mówi.

Po powrocie do kraju cała rodzina osiedliła się we Wrocławiu. Krystyna założyła... gabinet wróżb. Rozmowy o życiu, porady. Po jakimś czasie wysłuchiwanie o ludzkich nieszczęściach było już nie do zniesienia. Zajęła się ubezpieczeniami. To była praca 24 godziny na dobę. Zaczynała jako agentka, potem była szefem oddziału. W wieku 55 lat powiedziała sobie dość.

- Ileż można żyć na tak wysokich obrotach? Szkoda mi było zdrowia. Przeszłam na wcześniejszą emeryturę. Urodził się mój pierwszy wnuczek Julek. Zajmowałam się nim, opiekowałam, ale siedzenie w domu na stałe było nie dla mnie. Ileż można zmieniać pieluszki? Czytać, oglądać filmy? Rozpierała mnie energia, musiałam coś jeszcze robić, pracować. To wtedy pojawiła się myśl, żeby zrealizować swoją pasję i zająć się na poważnie modą. Jestem perfekcjonistką, więc zapisałam się na kurs stylizacji. Czytałam masę książek o modzie. Wymyśliłam, że będę kobietom pomagać w organizacji szafy, dobierać im stroje do figury, pomagać w zakupach przed ślubami córek, komuniami wnucząt - wylicza.

Zdobyłam nowy zawód

Powoli pojawiły się pierwsze klientki, znajome znajomych. Pocztą pantoflową rozchodziła się wieść, że Krystyna jest dobra i potrafi niewielkim kosztem całkowicie człowieka odmienić. - Pamiętam, jak pojawiła się u mnie siedemdziesięciolatka, która chciała wymienić całą szafę. Wyrzuciłyśmy z niej czerń, szarości, brązy. Kupiłyśmy nowe ubrania w pastelowych barwach. Robiłyśmy ściągi, co z czym łączyć. Fotografowałam każdy zestaw: sukienkę, buty, biżuterię. Wieszałyśmy potem te zdjęcia na drzwiach szafy. Efekt był oszałamiający. Kiedy pani wystąpiła w nowych strojach, ubyło jej piętnaście lat - wspomina.

Krystyna doradzała też mężczyźnie, który postanowił wystartować w wyborach samorządowych i chciał zmienić swój wizerunek. Czterdziestolatkowi, który postanowił znaleźć sobie partnerkę życiową. Kobietom po porodzie, które przytyły i nie mieściły się w stare ciuchy. Ale to jej nie wystarczało. Zastanawiała się, czy nie mogłaby wydać książki z poradami na temat ubierania się. Któregoś dnia ze swoich rozterek zwierzyła się synowej.

- Lubię pisać, a na temat stylizacji mam już masę wiedzy, którą chciałabym się podzielić - tłumaczyła Karolinie. - Mamo, w takim razie załóż blog! - krzyknęła synowa. - A co to jest ? - spytała Krystyna, bo choć na komputerze pracowała, to o blogach nie miała zielonego pojęcia.

Krok po kroku, według instrukcji internetowych założyła swoją stronę: balakier-style.pl. I zaczęła prowadzić swój wirtualny pamiętnik. Z dnia na dzień pisała coraz więcej: humorystyczne felietony, czasem krytyczne i ironiczne o tym, jak ubierają się Polki w d ojrzałym wieku. - Od razu postanowiłam, że moją stronę skieruję do pań pięćdziesiąt plus. Wiele blogerek pisze o modzie dla młodych kobiet, a o moich rówieśniczkach nie myśli nikt! To był strzał w dziesiątkę.

- Pod moimi wpisami pojawiało się coraz więcej komentarzy. Wywiązywały się dyskusje. - Tak krytykujesz wszystkich dookoła, pokaż jak sama się ubierasz - napisała w końcu jedna ze stałych czytelniczek. 

- Czemu nie? Ale na kim zaprezentować ciuchy? Żadna z klientek nie dała się namówić na zrobienie sobie zdjęć. Pomyślałam o Marcie, mojej córce. Ale ona ma około trzydziestki, więc jak mogę na niej przedstawiać modę dla pań po pięćdziesiątce? Postanowiłam więc, że pokażę ubrania sama na sobie. Bałam się. W moim wieku nie wychodzi się dobrze na zdjęciach. A jak mnie wyśmieją? Zbesztają? Trudno, do odważnych świat należy - powiedziała sobie wreszcie Krystyna.

Przygotowała kilka zestawów ubrań. Odważne, mocne kolory. Naszyjniki, bransoletki. Wynajęła fotografa i z dwoma zaprzyjaźnionymi stylistkami zorganizowała profesjonalną sesję. - Kiedy wstawiłam zdjęcia na blog, posypały się gratulacje. Dziewczyny prosiły: "Jeszcze coś pokaż, koniecznie". Wysoko sobie ustawiłam poprzeczkę. Nie było mnie stać na kolejne sesje. Na szczęście jedna z moich klientek umie robić zdjęcia. Nawiązałyśmy współpracę.

Codziennie szukam skarbów

Krystyna wyszukuje ubrania w różnych miejscach. We własnej szafie, z której niewiele wyrzuca. W sklepach polskich projektantów, w popularnych sieciówkach. Wynajduje je w dyskontach i wśród taniej odzieży. Najbardziej lubi zakupy w butikach w małych miasteczkach, znajduje tam prawdziwe perełki. Kiedy jej blog zrobił się popularny, sklepy zaczęły proponować umieszczanie w nim reklam. - Mamo, odniosłaś sukces! - gratulowała Krystynie córka, która dziś radzi się mamy przed każdym wyjściem z domu. - Sukces to był wtedy, gdy mąż pierwszy raz w życiu poprosił, żebym pomogła mu wybrać garnitur - żartuje Krystyna.

Katarzyna Jabłonowska




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje