Napiwek - tak, reklamacja - nie?

Klient nasz pan - a jak jest w drugą stronę? "Wydajesz w lokalu ciężko zarobione pieniądze, więc masz prawo wymagać tego, za co płacisz, i nie ma w tym nic złego - o ile robisz to z klasą i na poziomie" - takiego zdania na temat reklamacji jest Agnieszka Pająk.

Jeśli masz obiekcje, co do składania reklamacji, to powinieneś zrozumieć, że jako konsument masz do tego prawo - przekonuje autorka książki "Co kupować, by jeść zdrowo. Shopping IQ".

Reklama

"Oczywiście mówimy tu o kulturalnym podsumowaniu faktycznie zaistniałej sytuacji, a nie o chamskim zachowaniu i wyłudzaniu zwrotu pieniędzy - to dwie zupełnie różne rzeczy" - tłumaczy Pająk, która branżę gastronomiczną zna z każdej strony, gdyż od lat w niej pracuje i jada w knajpach.

"O ile rzucanie gorącą herbatą w kelnerkę, bo chcieliśmy dwie torebki, a nie jedną, lub reklamowanie zjedzonego dania i żądanie zwrotu pieniędzy, ponieważ mięso było niedopieczone, jest nie na miejscu - delikatnie mówiąc - o tyle wciskanie nam bubla za niemałą kwotę i kiepski lub nieuprzejmy serwis, zwłaszcza w lokalach, które oceniają się, jako luksusowe czy prestiżowe, również są nie do przyjęcia" - pisze.

Pająk przypomina, że przychodząc do restauracji, płacimy zarówno za dania, jak i za obsługę. "Wydajesz w lokalu ciężko zarobione pieniądze, więc masz prawo wymagać tego, za co płacisz, i nie ma w tym nic złego - o ile robisz to z klasą i na poziomie" - uspokaja.

Autorka zaznacza jednak, że nie ogranicza się w dawaniu napiwków - jeżeli wszystko było w porządku, zazwyczaj zostawia 10 proc. wartości zamówienia. "Jednak obsługę lokalu gastronomicznego traktuję jak drużynę, jeśli coś było nie tak, to niezależnie od tego, który czynnik zawiódł - kuchnia czy kelnerzy - nie nagradzam ich pracy" - kwituje. (PAP Life)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje