Reklama

Reklama

Prawdziwe piękno kryje się we wnętrzu

Każdego dnia miliony zmartwionych kobiet stają przed lustrem marząc o tym, aby pozbyć się tkanki tłuszczowej i wyglądać pięknie. Ale czy wiedzą na czym polega prawdziwe piękno?


Reklama

Lizzie Velasquez nie ma w swoim ciele ani grama tkanki tłuszczowej. Dosłownie. Nie odchudzała się, nie stosowała drakońskich diet-cud, ani wyczerpujących programów treningowych. Od urodzenia cierpi na bardzo rzadką chorobę (dotknęła  ona tyko trzech osób na świecie). Mimo że Lizzie codziennie zjada ok. 5000 kalorii, jej waga nigdy nie przekroczyła 27 kg.

Dziewczyna, która obecnie ma 24 lata, zupełnie nie widzi na prawe oko, lewym - widzi, ale słabo. Część objawów schorzenia przypomina progerię (przedwczesne starzenie), skóra Lizzie starzeje się szybciej. Jakiś czas temu na Youtube ukazało się ośmiosekundowe wideo, fragment programu telewizyjnego, w którym Lizzie wystąpiła w wieku 11 lat. Klip był zatytułowany "Najbrzydsza kobieta świata". Został wyświetlony 4 miliony razy.

Większość kobiet gotowa jest załamać się psychiczne z powodu znacznie łagodniejszej krytyki wyglądu, ale Lizzie przetrwała bolesne ataki i udowodniła  komentatorom, że nie mają pojęcia, czym jest prawdziwe piękno.

Lekarze nie dawali jej szans

Tuż po urodzeniu Lizzie ważyła zaledwie kilogram i, jak opowiada jej matka, mieściła się na dłoni. Rodzice kupowali jej ubranka dla lalek - tylko takie na nią pasowały. Lekarze nie pozostawiali im nadziei, dlatego dzisiaj rodzice nie mogą powstrzymać wzruszenia widząc, co osiągnęła ich córka.

A Lizzie jest “posłańcem dobrej nadziei i pociechy", autorką książek i mówcą motywacyjnym.

Internetowi prześladowcy

Ze strony rodziny zawsze mogła liczyć na wsparcie, miłość i szacunek, ale kiedy przyszło jej zetknąć się ze społeczeństwem ogarniętym obsesją urody, dla Lizzie nadeszły trudne chwile. W szkole podstawowej po raz pierwszy zetknęła się z prześladowaniem, internet nadał temu zjawisku zupełnie nową skalę. "Zrób przysługę światu i strzel sobie w łeb" - pisali do niej internauci. Dziewczyna przeczytała każdy jeden z tysięcy komentarzy, jakie ukazały się pod klipem "Najbrzydsza kobieta świata". Ani jeden nie był przychylny.

 Cierpiała, chciała się odegrać, ale ostatecznie postanowiła załatwić sprawę inaczej. Na przekór całemu światu postawiła sobie cztery cele:  zostanie mówcą motywacyjnym, publikację książki, ukończenie college’u, oraz pracę i założenie własnej rodziny. Punkt po puncie wypełnia swoje cele i jest dumna z tego, że na swoich prześladowcach odegrała się nie poprzez zniżanie się do ich poziomu, ale poprzez własne osiągnięcia.  - Jestem człowiekiem i takie rzeczy ranią - powiedziała w jednym z wywiadów - ale cudze oceny to nie jest to, kim jestem i nie pozwolę, aby to one mnie określały.

Posłaniec dobrej nadziei

Dzisiaj Lizzie jest inspiracją dla tysięcy ludzi na całym świecie. Czy możecie wyobrazić sobie bardziej wiarygodnego mówcę motywacyjnego? Jeżeli Lizzie mówi o przezwyciężaniu trudności i budowaniu samooceny na wartościach głębszych niż wygląd zewnętrzny, to z pewnością nie jest to pustosłowie, ani frazesy wyczytane z modnych poradników. Jeżeli zwraca się do dzieci i dorosłych, którzy zetknęli się z prześladowaniem, to możemy mieć pewność, że wie o czym mówi, bo doświadczyła prześladowań na własnej skórze. Kiedy Lizzie mówi: "Jeśli ja mogłam tyle osiągnąć, ty też możesz", jej słuchacze zaczynają wierzyć w siebie.

Prawdziwe piękno

Na zdjęciach i w filmikach na jej vlogu zawsze widzimy Lizzie uśmiechniętą  i zadbaną. Lizzie wydała już dwie książki "Lizzie Beautiful" i "Be beautiful, be you", ma też kanał na Youtube.

Dziewczyna, którą kiedyś okrzyknięto najbrzydszą na świecie, teraz tłumaczy ludziom na czym polega prawdziwe piękno: - Piękno nie jest zdefiniowane jedynie przez wygląd zewnętrzny. Prawdziwe piękno to to, kim jesteś w środku, kim uczynił cię Bóg - twierdzi Lizzie, która wychowała się w katolickiej rodzinie i często podkreśla, że wiara ma w jej życiu ogromne znaczenie.

Kiedy była dzieckiem każdego dnia modliła się, aby wyglądać jak inni, ale teraz przestała się martwić tym, że na syndrom, na który cierpi nie ma lekarstwa. Cieszy się z tego, kim jest i co osiągnęła.

- Aby odnaleźć to piękno trzeba najpierw  nauczyć się akceptować to, kim się jest. Akceptować swoje niedoskonałości i dobre cechy, swoją osobowość, wszystko! - uważa Lizzie i dodaje, że kiedy uda nam się zaakceptować i pokochać siebie samych, nasze wewnętrzne piękno będzie lśnić mocniej niż kiedykolwiek.

IG

Dowiedz się więcej na temat: Lizzie Velásquez

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje