Reklama

Reklama

Tradycyjne maski Czarnej Afryki

Tradycyjne afrykańskie maski fascynują i wiele osób chciałoby je mieć w swojej kolekcji. Ale czy wiemy o nich wystarczająco dużo?

Autentyczna czy fałszywa?

Kryterium autentyczności maski nie jest do końca zdefiniowane, dawny sposób myślenia: obiekt prawdziwy/autentyczny albo fałszywy/sfałszowany przestaje dziś funkcjonować, gdyż sytuacja jest więcej niż skomplikowana, tym bardziej że wiek w przypadku drewnianych obiektów sztuki afrykańskiej jest kryterium w zasadzie nieistotnym. Drewniany przedmiot przetrwa w tropikalnym klimacie najwyżej 20-25 lat, wyjątkiem są jedynie obiekty sztuki, w tym i maski, plemienia Dogonów. Przechowywane są one w suchych jaskiniach, w których nie ma naturalnych szkodników drewna, przede wszystkim termitów. Maska będąca kilka lat w użyciu może wyglądać na "prastarą", gdy tymczasem inna, kupiona bezpośrednio po jej wykonaniu i przewieziona przed stu laty do Europy, wygląda tak, jakby była dopiero co zrobiona i nabyta na jarmarku. Dochodzą do tego maski wykonywane na zamówienie europejskich urzędników kolonialnych, oficerów, misjonarzy, a nawet etnologów. Inny problem to stare, autentyczne przedmioty kultu, które zostały dokładnie wyczyszczone, umyte i pokryte nową patyną, olejem lub woskiem, tak by odpowiednio "porządnie" wyglądać w witrynie czy na ścianie mieszkania kolekcjonera. A takich obiektów znajduje się sporo w najlepszych nawet zbiorach i muzeach. Kolejny problem: w związku z wzrastającym popytem nowe maski zostają poddane odpowiedniej "obróbce", by sprawiać wrażenie starych, używanych, autentycznych. Zdarzają się jednak również kuriozalne sytuacje, że stare obiekty zostają dodatkowo patynowane i preparowane, by zadowolić oczekiwania europejskich i amerykańskich kolekcjonerów. Sposobów jest wiele, a czasu, cierpliwości i umiejętności Afrykanom nie brakuje.

Reklama

Sensacyjne ceny

Najbardziej poszukiwanymi przez kolekcjonerów są maski wykonane przez Afrykanów na ich własne potrzeby i używane w specyficznych dla plemiennego kultu sytuacjach i uroczystościach. Takie obiekty z odpowiednią dokumentacją i udowodnionym pochodzeniem, z uznanej kolekcji są najbardziej poszukiwane, osiągając wysokie, czasami wręcz niebotyczne ceny. Szczególnie istotne były w ostatnich latach dwie paryskie licytacje. Pierwsza to przeprowadzona w 2001 r. aukcja kolekcji Huberta Goldeta, na której nastawna maska Ibibio (Nigeria) sprzedana została za ok. 500.000 euro, a maska Dan (Wybrzeże Kości Słoniowej) za 150.000 euro, druga zaś to aukcja kolekcji Pierre'a i Claude'a Vérité, na której maska twarzowa Baule (Wybrzeże Kości Słoniowej) "poszła" za 160.000 euro, maska Jaure (Wybrzeże Kości Słoniowej) za 255.000, Guro (Wybrzeże Kości Słoniowej) za 460.000, Grebo (Liberia) za 600.000. Granicę miliona euro przekroczyły maska nola Baule (1.100.000) i wielka maska barkowa nimba plemienia Baga (Gwinea) - 1.900.000 euro. Rekord należy do półmetrowej białej maski ngil sprzedanej za 5.000.000 euro. By dopełnić obrazu, należy do tych cen doliczyć każdorazowo co najmniej 20 proc. obowiązujących opłat i podatków. To sensacyjne wyniki, nie świadczące jednak w zasadzie o niczym, podobnie jak osiągane w ostatnich latach ceny za obrazy i obiekty sztuki współczesnej. Maski o podobnej jakości znaleźć można na innych aukcjach bądź w galeriach za jedną setną podanych powyżej sum. O co tu więc chodzi? Spekulacje? Kreowanie rynku i próba sterowania nim? Jednoznaczna odpowiedź jest trudna. Wiadomo, że na rynku finansowym znajduje się ogromna ilość pieniędzy, a po sławetnej "bańce mydlanej" akcji firm internetowych zauważyć można tendencję do inwestowania w wartości bardziej trwałe - m.in. w sztukę, jako dobrą i sprawdzoną już lokatę kapitału. A w sztuce afrykańskiej tkwi spory potencjał, jest ona atrakcyjna i jeszcze stosunkowo niedroga. Ogromną rolę w tworzeniu ceny obiektu ma również miejsce, gdzie odbywa się aukcja - sztuka afrykańska osiąga o wiele lepsze ceny w Paryżu czy Brukseli niż w Berlinie, Rzymie czy Kopenhadze.

Pułapki w domach aukcyjnych

Dom aukcyjny domowi aukcyjnemu też nie jest równy, te liczące się najbardziej porachować można na palcach jednej ręki. Osiągnięta cena obiektu to również sprawa odpowiedniego marketingu i PR - w przygotowanie aukcji Huberta Goldeta zainwestowano, jak słuchy głoszą, ok. trzech milionów euro, katalog ukazał się w nakładzie 10.000 egzemplarzy i jest obecnie praktycznie nieosiągalny. Podobnie miała się sprawa z aukcją kolekcji Vérité - jej znakomicie wydany katalog liczy ponad 550 stron i kosztuje dziś w granicach 180-200 euro. Następny aspekt to magia nazwiska, w tym wypadku właściciela kolekcji, z której pochodzi obiekt i jego poprzednich posiadaczy oraz lista wystaw i publikacji, w których poszczególne obiekty zostały zaprezentowane. Gwarantować ma to jego autentyczność. Tyle tylko, że dokumentacja proweniencji obiektu zaczyna się z reguły dopiero w momencie jego dotarcia do Europy. Co było wcześniej, tego nie wie praktycznie nikt. Bezkrytyczny fetyszyzm i dyktat proweniencji zdają się zapominać, że wielu artystów, takich jak Picasso, Vlaminck czy Braque swe maski kupowali na pchlich targach, że wielu z nich, jak również wielu ówczesnych kolekcjonerów, było jednocześnie handlarzami zainteresowanymi zyskiem. Niejeden odrzucony przez nich obiekt, powiązany dziś z nazwiskiem ówczesnego właściciela, osiąga na rynku antykwarycznym cenę nieproporcjonalną do swej rzeczywistej wartości. Znane są wypadki, gdy przede wszystkim majętni kolekcjonerzy inicjują wystawy swoich zbiorów. Publikacja obiektu, maski czy figury w katalogu wystawy traktowana jest następnie jako dowód ich jakości i autentyczności, podnoszący z kolei wartość kolekcji.

Kilka tych przykładów pokazuje, jak złudne, być może bezkrytyczne jest przywiązanie do mitów obecnych na tym specyficznym rynku i nim sterujących.

Konieczne jest zatem stałe szkolenie własnego oka, wrażliwości oraz poszerzanie posiadanej wiedzy. Pomagają w tym książki i albumy, nieodzowne jest jednak bywanie w muzeach, na wystawach i w dobrych, solidnych galeriach. Inspirujące są rozmowy z doświadczonymi kolekcjonerami, od których czasami można odkupić jakiś obiekt, a czasami dokonać zamiany.

Gdzie i od kogo kupować afrykańskie maski?

Możliwości są wielorakie. Na początek jednak rozprawmy się z pułapkami czyhającymi na niedoświadczonego, początkującego kolekcjonera. Ciągle żywy jest mit odkrycia prawdziwego skarbu, znalezienia znakomitej okazji na pchlich targach czy też na targach staroci. Autorowi podczas ostatnich dwudziestu lat udało się w taki sposób kupić znakomity podgłówek z Etiopii za równowartość 5 złotych - to absolutny wyjątek potwierdzający regułę: mit pozostaje mitem, szczególnie jeżeli chodzi o afrykańskie maski. Podobnie w Internecie, masek znaleźć można mnóstwo. Ich wartość jednak rzadko przekracza wartość materiału, z którego zostały wykonane. Inny mit to okazja czekająca na zbieracza na miejscu, w Afryce. Czekają tam przede wszystkim marne kopie, falsyfikaty i tzw. masówka, która z autentyczną sztuką plemienną nie ma nic wspólnego. Miejscowe sklepy-galerie "wytapetowane" identycznymi niemal maskami powinny działać jak sygnał ostrzegawczy i skłaniać do jak najszybszego ich opuszczenia. Kuszą jednak atmosfera tajemniczości, egzotyki i znakomite umiejętności kupieckie miejscowych handlarzy, potrafiących na potrzeby europejskiego turysty zainscenizować proces transakcji do wymiarów prawdziwego performance. Przebudzenie i zderzenie się z realnością przychodzą najczęściej dopiero po powrocie do domu...

Solidne źródło zakupów to galerie specjalizujące się w sztuce afrykańskiej czy szerzej, w światowej tribal art. Mimo ich atrakcyjności nieznana jest autorowi żadna galeria specjalizująca się jedynie w handlu maskami, nie tylko afrykańskimi. Szczególnie dla niedoświadczonego, początkującego kolekcjonera, dobra galeria to najlepszy adres. Mimo nie najniższych cen, gwarantują one odpowiednią jakość i fachowe doradztwo, często nawet czasowo nieograniczoną możliwość wymiany albo odkupienia obiektu - oczywiście po pierwotnej cenie.

Dobre, ciekawe maski znaleźć można na targach sztuki lub targach antykwarycznych, gdzie pojawiają się coraz częściej. Targi dają ponadto możliwość poznania renomowanych właścicieli galerii i dilerów oraz ich obiektów. Aukcje to również z jednej strony dobre źródło zakupu, z drugiej okazja do zasięgnięcia informacji o aktualnych cenach i tendencjach, a także możliwość obejrzenia, zbadania i porównania jakości obiektów oraz autentyczności śladów zużycia. Ciekawe i inspirujące mogą być również spotkania z innymi kolekcjonerami.

A dobra kolekcja masek to i świetna ozdoba mieszkania, i niezła lokata kapitału. Przede wszystkim zaś to możliwość obcowania z estetycznymi przedmiotami tchnącymi echem prawdziwej egzotyki, magii i tajemnicy.

Thomas Schulz

Magazyn Sztuka.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy