Reklama

Reklama

Jak często Polki chodzą do ginekologa?

Wizyta u ginekologa powinna być dla kobiet czynnością tak zwyczajną, jak kontrola u dentysty. Regularne konsultacje pomagają ustrzec się między innymi przed rakiem szyjki macicy, który jest wyleczalny w przypadku wczesnego wykrycia choroby. Jak w praktyce wygląda częstotliwość wizyt u tego specjalisty wśród Polek?

Statystyki przerażają

Zacznijmy od twardych danych. Początek badań przeprowadzonych przez ARC Rynek i Opinia nastraja optymistycznie. 72 proc. kobiet zdaje sobie sprawę z tego, że regularne wizyty u ginekologa to profilaktyka pozwalająca zapobiec wielu groźnym chorobom. Wydawałoby się, że tak duża liczba świadomych kobiet (około 9,5 miliona) przełoży się na częstotliwość wizyt. Nic bardziej mylnego! Z dalszej lektury ankiety wynika, że ponad trzy miliony Polek (24 proc. wszystkich kobiet) odwiedza ginekologa rzadziej niż raz do roku lub wcale. Liczba ta może przestraszyć, jeżeli dodamy do tego fakt, że 40 proc. kobiet w naszym kraju nie widzi potrzeby takich wizyt.

Ku przestrodze. O pani Krystynie

Reklama

O tym, jak ważna jest regularność wizyt lekarskich, miała okazję przekonać się pani Krystyna, która niedawno skończyła sześćdziesiąt pięć lat. Mieszka z daleka od dużego miasta, w jej miejscowości jest jeden ośrodek zdrowia. Kobieta całe życie ciężko pracowała, brak wizyt kontrolnych tłumaczyła zawsze brakiem czasu i brakiem dolegliwości. Po raz ostatni była u lekarza tuż przed porodem, czyli ponad trzydzieści lat wcześniej. Do zarejestrowania się w miejscowej przychodni panią Krystynę zmusiło coraz gorsze samopoczucie i silne bóle brzucha. Dwa proste badania ginekologiczne, USG oraz cytologia, przyniosły druzgocącą diagnozę: rak szyjki macicy.

W Polsce z powodu raka szyjki macicy umiera około pięciu kobiet dziennie. W Europie zajmujemy pod tym względem niechlubne pierwsze miejsce. Pani Krystyna nie jest odosobnionym przykładem ani ewenementem w skali kraju. W grupie pań powyżej 55 roku życia 20 proc. wykonuje badania ginekologiczne rzadziej niż raz na dwa lata. Zwykle tłumaczą to okresem menopauzalnym, nie widzą potrzeby odwiedzania lekarza skoro brak im już możliwości zajścia w ciążę. Jest to fakt bardzo niepokojący. To właśnie w tym okresie życia kobiety powinny poddawać się regularnym badaniom ze względu na zwiększone ryzyko zachorowania na raka piersi czy narządów rodnych. Dodatkowo lekarz ginekolog może pomóc złagodzić mocno utrudniające życie objawy przekwitania.

Nie pomaga też niska jakość usług świadczonych przez NFZ. Jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli Dostępność świadczeń ginekologiczno-położniczych finansowanych ze środków publicznych na terenach wiejskich. Lata 2016-2017  na drodze do opieki ambulatoryjnej może istnieć brak realizacji zasady równego dostępu obywateli do świadczeń zdrowotnych. Autorzy raportu zaznaczają, że w 2017 roku na jedna poradnię zlokalizowaną na terenie wiejskim przypadały 23 tys. 942 kobiety, a czas pracy przychodni jest stosunkowo krótki (trwa od 10 do 13 godzin w tygodniu). Taka liczba pacjentek połączona z ograniczonymi możliwościami czasowymi przyjmowania zniechęca do wizyt lekarskich.

Umieralność z powodu raka szyjki macicy jest w Polsce o 70 proc. wyższa niż przeciętna liczba zgonów na terenie Unii Europejskiej. Zdiagnozowany u pani Krystyny nowotwór był niestety w zaawansowanym stadium rozwoju. Jednak wciąż na etapie, na którym dało się go wyleczyć. Ta historia miała szansę zakończyć się szczęśliwie.

Młode, wykształcone, z wielkich ośrodków miejskich

Jeżeli Polki, które mieszkają na terenach wiejskich tak rzadko chodzą do ginekologa, to może mieszkanki wielkomiejskich ośrodków robią to częściej? Wspomniany raport Najwyższej Izby Kontroli podaje optymistyczną liczbę: na jedną poradnię finansowaną ze środków publicznych przypadają w mieście 4 tys. 454 kobiety. To prawie sześć razy mniej niż w małych miejscowościach. Według badania ARC Rynek i Opinia 57 proc. kobiet wykonuje regularne badania u ginekologa. Większa część tej grupy stanowią młode kobiety pomiędzy 26 a 30 rokiem życia.

Nie jest to jednak odsetek, który powinien nastrajać optymistycznie. Większa część kobiet przychodzi do ginekologa w związku z ciążą. Aż 27 proc. kobiet przyznaje, że pretekstem do pierwszej w życiu wizyty jest fakt, że spodziewają się dziecka.

Dlaczego tak rzadko?

Argumentacja pań w kwestii braku wizyt lekarskich jest bardzo zróżnicowana. Polki bardzo często tłumaczą się długim okresem oczekiwania na wizytę finansowaną przez NFZ czy niedostateczną ilością środków na wizytę prywatną. Na terenach wiejskich dodatkowym argumentem jest brak godnych i intymnych warunków podczas wizyty. Oznacza to, że standard wyposażenia gabinetów w gabinetach publicznej służby zdrowia jest bardzo niski.

Często pojawiają się głosy o niedelikatności medyków. Dotyczy to zarówno tematu badania ginekologicznego, jak i kwestii przepisywania odpowiednich badań czy antykoncepcji. Polki skarżą się często na "niedzisiejsze" myślenie, zwłaszcza u lekarzy starej daty.

Bardzo częstą przyczyną braku kontroli lekarskiej jest strach przed ewentualna chorobą. Wielu ginekologów przyznaje w rozmowach, że wiele kobiet uważa, że temat chorób ich nie dotyczy. Tymczasem profilaktyka pomaga wykrywać choroby we wczesnym stanie, w momencie kiedy istnieje jeszcze szansa na wyleczenie.

INTERIA.PL

Reklama