Ślub i wesele

Inskrypcje dobrej wróżby

Ubi tu Caius, ibi ego Caia („Gdzie ty, Gajuszu, tam ja, Gaja”) – taki napis można odczytać po wewnętrznej stronie miedzianego ślubnego pierścienia z czasów cesarstwa rzymskiego, jaki otrzymywała narzeczona z bogatej, patrycjuszowskiej rodziny. Sentencja ta miała oznaczać przyrzeczenie małżeńskiego posłuszeństwa i podległości mężowi. A co umieszczano na obrączkach w późniejszych czasach?

Śledząc historię napisów, jakie w różnych epokach grawerowano na ślubnych klejnotach, można dojść do interesujących wniosków. Zacznijmy od tego, że zwyczaj wymiany pierścieni przed ołtarzem w dzień ślubu dotyczył oblubieńców z wyższych sfer społecznych, natomiast parom skromnego stanu musiało wystarczyć błogosławieństwo kapłana udzielane przed ołtarzem. Jeśli nawet stać ich było na srebrne pierścionki, nie zamawiali u jubilera inskrypcji. Po cóż zresztą było ponosić dodatkowe koszty napisu, jeśli mało kto z otoczenia, łącznie z nowożeńcami, potrafiłby je odczytać?

Królewskie wyznania

Reklama

Do naszych czasów przetrwały ślubne pierścienie różnych europejskich władców. Wśród nich jest znajdujący się w zbiorach British Museum w Londynie okazały pierścień z szafirem -  niegdyś, podczas uroczystej ceremonii w opactwie westminsterskim, włożył go na palec swej pięknej żony Elżbiety Lancaster król Edward VI Tudor. Zakochany władca kazał na obrączce wyryć napis "W tym pierścieniu cała moja miłość...". Rzadko spotyka się tak pełną uczucia inskrypcję...

Para ta zresztą przeżyła ponad 20 lat we wzajemnym szczęściu, aż do śmierci królowej, która zmarła w połogu, wydając na świat szóste dziecko. Zachował się też inny ślubny pierścień - długo panującego w Anglii Henryka VIII, znanego z obyczajowych skandali i małżeńskich zbrodni. Kiedy jako młody człowiek żenił się z księżniczką hiszpańską Katarzyną Aragońską, ofiarował jej piękny klejnot ze szmaragdem. Wewnątrz obrączki widniał napis "Henryk Tudor, rex". Katarzyna była pierwszą z sześciu żon Henryka, a jako jedyna wywodziła się z królewskiego rodu.

Według legendy, kolejna wybranka władcy, Anna Boleyn, dostała z okazji zaślubin piękny rubin oprawiony w złoto z wyrytym napisem "Z miłością...". Uczuć władcy wystarczyło na niespełna 5 lat - później Anna została z rozkazu małżonka ścięta, a klejnot trafił do jej jedynej córki, królowej Anglii Elżbiety I zwanej Wielką.

Miłosne wyznanie

Okresem, w którym obyczaj umieszczania inskrypcji na ślubnych pierścieniach stał się powszechny, był wiek XVIII i XIX. Na wielu zaręczynowych obrączkach, poświęcanych przed ołtarzem podczas ślubu, można odczytać napis "Serce moje i twoje, Boże, połącz oboje". Były też inskrypcje bardziej urozmaicone, np. na obrączce Aleksandry Tańskiej (siostry pisarki Klementyny Hoffmannowej), która w ostatnich latach XVIII stulecia poślubiła swego kuzyna Ignacego Tarczewskiego, warszawskiego prawnika, widniało wyznanie "Małżeństwo bez obawy powierza się przyjaźni".

Najczęściej Młode Pary zamawiały u jubilera obrączki z imionami nowożeńców i datą zaślubin. Ten zwyczaj - jak twierdzi znany krakowski jubiler z rodziny prowadzącej swą firmę od czterech pokoleń - przetrwał do dziś. Prawie połowa Młodych Par pragnie, by we wnętrzu ślubnych pierścieni znalazła się data i imiona obojga.

Bogna Wernichowska