Reklama

Reklama

Czy serce boli bardziej po stracie psa, niż człowieka? Żałoba, która porusza

"Po stracie Jaremy myślałam, że wyląduję w szpitalu psychiatrycznym z załamaniem nerwowym. Nie mogłam uwierzyć, że mojego przyjaciela już ze mną nie ma" - po 11 latach od straty psa opowiada Ewa, która do dziś na wspomnienie tamtego dnia ma łzy w oczach. Cierpienie Ewy i wielu innych właścicieli, którzy pożegnali swoje ukochane zwierzęta, trwa latami i często jest niezrozumiane przez resztę społeczeństwa. Dlaczego żałoba po przyjacielu na czterech łapach ma być „gorsza” od tej po przedstawicielu gatunku ludzkiego? Kto tak powiedział?

Ten krótki wiersz Barbary Borzymowskiej stał się swego rodzaju hymnem pożegnalnym dla wielu właścicieli psów w Polsce, którzy żegnając swoich czworonożnych przyjaciół niejednokrotnie usłyszeli od osób ze swojego otoczenia - "Dlaczego tak rozpaczasz, to tylko pies".

Słowa "to tylko pies" w momencie, gdy serce rozdarte jest na kawałki i brakuje tchu, by dalej normalnie funkcjonować, bolą w niewyobrażalny sposób i pozostawiają piętno na długi czas.

Dlaczego w przekonaniu niektórych ludzi, ci którzy stracili ukochane zwierzę nie mają prawa do żałoby i odmawiają niekiedy swoim bliskim prawa do opłakania śmierci kogoś, z kim czasem żyło się kilkanaście lat i przeszło się niejeden spacer, łapa w nogę?

Reklama

Czym jest żałoba i jak sobie z nią radzić? Łzy, które nie rozróżniają płci, koloru skóry i gatunku

Według definicji Słownika Języka Polskiego PWN żałoba to "smutek po śmierci kogoś bliskiego. Określony czas po śmierci bliskiej osoby, w którym nosi się odpowiedni strój i nie uczestniczy w życiu towarzyskim".

Ta skromna definicja nie zawiera w sobie ładunku emocjonalnego, jaki towarzyszy osobie przechodzącej żałobę. Trudno to oddać słowami.

Należy także zaznaczyć, że każdy ma prawo do przeżywania żałoby w zgodzie z samym sobą i nikt nie ma prawa oceniać naszego ubioru, czy jest on wystarczająco czarny, ilości wypłakanych łez, czy sposobu spędzania wolnego czasu po stracie.

Każda osoba inaczej radzi sobie z traumą, jaką jest śmierć w jej bliskim otoczeniu i wówczas nie ocenianie i zwracanie komuś uwagi jest istotne, a wsparcie.

To właśnie zrozumienia i wsparcia brakuje, gdy pojawia się temat żałoby po stracie psa, kota, królika, czy ukochanej rybki.

"Spoglądając jednak na definicję żałoby jako takiej, jest ona reakcją na utratę kogoś lub czegoś, kto lub co było ważnym elementem życia. To, jak wyglądały nasze więzi ze zwierzętami ewoluowało w ostatnich dziesięcioleciach. Współcześnie te relacje potrafią mieć dla nas ogromną wartość" - tłumaczy mgr Natalia Stasiowska, psycholożka i interwentka kryzysowa.

Psycholożka w rozmowie z Interią podkreśla także, że więź ze zwierzęciem, może być tą, w której zachodzi wzajemność i komunikacja. 

"To więź, której niczego nie brakuje. Jest to więc równocześnie więź, której żałoba dotyczy tak samo, jak każdej innej więzi w naszym życiu. Więź, której utrata przynieść może ból i cierpienie trudne do zrozumienia dla kogoś, kto nie miał okazji doświadczyć bliskiej relacji ze zwierzęciem" - dodaje psycholożka Natalia Stasiowska.

Jakiś czas temu w mediach wzbudziło oburzenie wyznanie krytyka filmowego, teatrologa i dziennikarza, Tomasza Raczka, który porównał żałobę po swoim psie, do żałoby po ojcu.

"Mówi się czasem o żałobie. I jeśli używa się słowa ‘żałoba’ po odejściu psa czy kota, to jest wiele osób, które uznają to za niestosowne. Że żałoba może być po człowieku. Otóż ja mówię: nieprawda. Ta żałoba po człowieku i po psie może wyglądać tak samo. Nie dość tego, ona może trwać tak samo długo" - powiedział w podcaście "Kanapa Knapa".

Skąd to poruszenie? Z pewnością powodów możemy doszukiwać się w tym, jak przez lata zwierzęta były traktowane w polskiej kulturze i niestety w wielu miejscach, dalej są tak traktowane.

Nawet w polskim prawie zwierzęciu bliżej do rzeczy, niż do czegoś, kto żyje, czuje ból i posiada wachlarz emocji. Na polskich podwórkach przy domostwach, wcale nie tak daleko od dużych miast, wciąż popularny jest obraz psa na łańcuchu przy rozpadającej się budzie.

Kot? Kot jest do łapania myszy, a koń do pracy w polu, ewentualnie do uprawiania sportu. Takie poglądy doskonale miały się w Polsce i choć z rozwijającym się światem i tym, że coraz więcej ludzi świadomie decyduje się na powiększenie rodziny o psa, czy kota, którego traktują jak członka rodziny, to wciąż rozbrzmiewa w uszach po śmierci pupila "to tylko pies", "to tylko kot", "kupisz sobie nowego".

O tym, jak strata zwierzęcia, bez względu na gatunek może bardzo boleć, wie Ewa, która wychowała się w domu pełnym zwierząt, a sama będąc na studiach i wyprowadziwszy się z rodzinnego domu, zdecydowała się na psa.

Jak sama mówi, Jarema to był pies niezwykły, z którym rozumiała się bez słów. Połączenie dusz.

"Czułam jakbym straciła cząstkę  siebie. Nie mogłam patrzeć na jego posłanie, zabawki. Ciągle płakałam. Szczerze mówiąc odczułam to bardziej, niż śmierć wielu ludzi, którzy z definicji ich roli w moim życiu, powinni być mi bliżsi. Do dziś, 11 lat później, czuję ukłucie w sercu na myśl o tym, że zginął tak tragicznie - wyjął łeb z obroży, gdy zaatakował go inny pies i wpadł pod koła samochodu. Nie dało się go uratować. Z każdym dniem oswajałam się z bólem, ale nigdy nie zapomniałam. Ten pies był dla mnie szczególny" - wyznała Ewa w rozmowie z nami.

Osoby, które wyłamały się ze stereotypowego myślenia o zwierzętach i o ich przeznaczeniu, traktują koty, czy psa po prostu jako członków rodzin. Z taką istotą spędza się każdą wolną chwilę, buduje więź, czasem którą można określić mianem magicznej.

Beata, która niecałe dwa lata temu pożegnała królika i kota, wciąż cierpi po ich stracie: 

"Ludzie wokół nas rzadko rozumieją ten ból po stracie zwierzaka. Dla mnie, pomimo upływu już prawie 1,5 roku żałoba wciąż trwa, przeraźliwie tęsknię za chłopakami, chciałabym ich znowu przytulić, usłyszeć tupot króliczych stópek i charakterystyczne miauczenie, tak różne w zależności od sytuacji. To nieprawda, że czas leczy rany, że przestanie boleć, że przestaniemy tęsknić - nigdy. Po prostu uczymy się z tym żyć. Czasem chce mi się krzyczeć, czasem czuję jakby brakowało mi tchu, tak bardzo tęsknię".

Jak można nie obdarzyć więc miłością kogoś, z kim spędza się tyle czasu, niekiedy śpi w jednym łóżku, czując bicie serca tego drugiego? Jak można nie kochać, kiedy ktoś patrzy w oczy z ufnością?

Dlaczego więc potem mamy nie cierpieć po takiej istocie, która zostawia ziejącą pustkę w naszym życiu? Czy to ma jakiekolwiek znaczenie w tak tragicznym momencie straty, że istota porusza się na czterech kończynach, a nie na dwóch, że szczeka, czy miauczy, zamiast mówić i że ma sierść na całym ciele, zamiast kępy włosów na głowie. Jakie to ma znaczenie? 

Czy po stracie psa można cierpieć bardziej? Słowa zakazane

Okazuje się, że po stracie psa można cierpieć bardziej, niż po śmierci osoby z bliskiego otoczenia. Pies, czy kot często są głównymi towarzyszami wielu codziennych czynności - spacer, trening, zabawa, spotkania z innymi właścicielami w takim celu, by zwierzęta mogły się ze sobą pobawić - często cały harmonogram dnia jest układany pod czas spędzony ze zwierzęciem, prócz pójścia do pracy, a zdarza się, że i wtedy zwierzę może nam towarzyszyć.

Gdy nagle zwierzęcia zabraknie w naszym życiu, większość z tych czynności zwyczajnie traci sens, a my opłakujemy nie tylko stratę kogoś, kogo kochamy, ale także odbierana jest nam ogromna część aktywności naszego życia. Na ten problem w swoich badania zwróciła psycholożka Julie Axelrod.

"Kiedy odeszła Szanti moje serce roztrzaskało się w drobny mak. Spędzałam z tym psem każdą chwilę. Przed pracą spacer, jakaś zabawa, w pracy układałam już sobie w głowie trasę popołudniowego spaceru, bo zawsze czekałam na tę chwilę. Kochałam powrót z pracy, kiedy w progu czekał na mnie rozmerdany ogon. Chodziłyśmy razem na kurs agility, razem spałyśmy i razem się budziłyśmy. Była najlepszą towarzyszką życia, o której nawet nie śmiałabym marzyć. Kiedy odeszła po 10 latach razem nie umiałam odnaleźć się w nowej sytuacji. Znajomi i rodzina wręcz nalegali, żebym natychmiast wzięła kolejnego psa. A ja tylko myślałam, że nie przeżyję kolejnego dnia bez tego konkretnego psa, bez Szanti" - mówi Agata, która ze swoją Szanti rasy border colie była nierozłączna.

Finalnie dopiero po 2 latach od straty Szanti Agata zdecydowała się na kolejnego psa.

Tu pojawia się także ważny aspekt pomocy psychologa - jeżeli czujemy taką potrzebę, należy natychmiast zgłosić się do specjalisty, który pomoże nam przejść te trudne chwile.

W takich sytuacjach z pewnością nie można nalegać na nikogo, by kupił, czy adoptował kolejnego psa, czy kota. To nie zabawka, którą da się zastąpić inną. Żałoba to proces, który wymaga czasu indywidualnie dostosowanego do żałobnika.

"Takie komentarze wypowiadane przez kogoś mogą mieć różne przyczyny (jak choćby trudność w znoszeniu cierpienia i brak psychoedukacji związanej ze wspieraniem w kryzysie). Niezależnie od przyczyny, w ich efekcie nasze emocje zostaną unieważnione. Nikt jednak nie może odebrać nam prawa do przeżywania żałoby" - do doświadczania jej na swój własny, indywidualny sposób" - mówi psycholożka Natalia Stasiowska w rozmowie z nami. 

Ktoś, kto stracił wieloletniego towarzysza życia powinien mieć prawo mówić o tym otwarcie, jeżeli tylko tego potrzebuje. Tymczasem niekiedy w głowach takich osób może pojawić się myśl, czy to normalne, że tak cierpię po stracie psa? 

"Pozwolenie sobie na to, by emocje pojawiały się, przepływały, znikały i pojawiały się na nowo jest kluczową umiejętnością w dbaniu o siebie podczas przeżywania kryzysów psychologicznych, w tym również utraty. Możemy wyobrazić sobie, że nasze emocje są jak morskie fale - ich intensywność do pewnego momentu rośnie, tak samo jak wzbierająca fala, zawsze jednak następuje ten moment, gdy swobodnie opadają. Szczególnie, jeśli nie będziemy próbować ich unikać czy zaprzeczać" - radzi psycholożka i interwentka kryzysowa mgr Natalia Stasiowska. 

Specjalistka sugeruje również, by w takiej sytuacji spróbować prowadzić dziennik, by na bieżąco spisywać swoje emocje i uczucia, a także podkreśla ważność wsparcia przez bliskie nam osoby. 

Pozwól sobie na pożegnanie. Miejsce niezwykłe dla każdego, kto kocha zwierzęta

Choć wciąż niestety można spotkać się z brakiem zrozumienia, to dzięki nagłaśnianiu tematu i zmieniającemu się podejściu Polaków do posiadania zwierząt, żałoba po psie czy kocie przestaje być zjawiskiem tabu.

Istotny stał się też problem pożegnania ukochanego zwierzaka, który dostrzegają... włodarze niektórych miast.

W wielu miejscach w Polsce powstają z inicjatywy społecznej lub samorządowej cmentarze dla zwierząt.

Niegdyś popularne tylko w zachodnich krajach, dziś są coraz popularniejsze w Polsce. To tam właściciele zwierząt mogą godnie pochować swojego przyjaciela i jeżeli chcą nawet wystawić mu pomnik, ale przede wszystkim - przychodzić w to miejsce, gdy poczują taką potrzebę.

Takie miejsca pochówku znajdziemy w: Gdańsku, Słupsku, Gorzowie Wielkopolskim, Bydgoszczy, Toruniu, Pile, Bytomiu, Rybniku, Halinowie, Szymanowie, Rzędzianach, Kątach Wrocławskich, Rakszawie, Ropczycach, Sicienku i Koniku Nowym.

W takim miejscu mogą spotkać się także osoby, które chcą porozmawiać z kimś, kto ich zrozumie, czyli z kimś, kto tak samo stracił czworonożnego przyjaciela. 

To nie tylko pies. To nie tylko kot

Ludzie potrafią kochać zwierzęta, z którymi żyją niekiedy wiele lat na równi ze swoimi dziećmi.

Decyzja była przemyślana, a Ewa czekała dodatkowych kilka lat, by dzieci podrosły i szczeniak, który do nich trafi miał tyle uwagi, ile należy.

Miłość do zwierzęcia potrafi być niezwykła. Potrafi dawać siłę do działania, radość każdego dnia i wiarę w ludzi.

Wiarę w to, że jesteśmy zdolni do obdarowania uczuciem istotę innego gatunku, że jesteśmy ponad sztywnymi podziałami. Dlatego, gdy nadchodzi czas pożegnania nie ma w tym nic dziwnego, że osoby empatyczne, oddające nieraz swój wolny czas, uwagę i całe serce psu, czy kotu, możliwe, że przeżywają najgorszy czas w swoim życiu.

Ostatnie czego im wówczas potrzeba to wyśmiewanie, oburzenie i brak zrozumienia osób, które nigdy takiej miłości nie przeżyły. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: PSY (Park Jae-Sang) | żałoba | psychologia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy