Reklama

Reklama

Czy dobra mama musi przyjaźnić się ze swoją córką?

Dlaczego wychowanie dziewczynek jest takie trudne i czemu lepiej nie usprawiedliwiać córek za wszelką cenę? Pytamy o to Susan Shapiro-Barash, autorkę książki "Masz szlaban na zawsze".

Zuzanna O'Brien: Jest pani mamą dwóch córek i syna. To pani osobiste doświadczenia zdecydowały o napisaniu tej książki?

Susan Shapiro-Barash: - Jestem mamą, ale także psychologiem, który zajmuje się relacjami pomiędzy kobietami. Związki między matkami a córkami fascynowały mnie od dawna, bo matka jest pierwszym wzorem kobiecości. Kształtuje nasze poglądy, uczy spojrzenia na świat. Możemy te poglądy odrzucać, ale część zachowań zostanie z nami do końca życia. To dotyczy różnych rzeczy: od postrzegania roli kobiety w domu po sposób składania ręczników. Wcześniej napisałam książki o tym, dlaczego kobiety kłamią, o toksycznych przyjaciółkach i żeńskiej rywalizacji. Nie piszę na podstawie osobistych przeżyć, ale bycie mamą dało mi bezcenne doświadczenie z pierwszej ręki.

Reklama

Czy można być przyjaciółką swojej córki?

- Szczerze odradzam. Relacja matka - córka z założenia jest hierarchiczna i powinna mieć ustaloną "kolejność dziobania". Ktoś tu musi być dorosły i odpowiedzialny i tym kimś jest zawsze matka. Nawet gdy córki mają po dwadzieścia parę lat, są samodzielne i wydaje się, że wyfrunęły spod naszych skrzydeł. Jeszcze nieraz przyjdą do nas po pomoc czy radę.

Ale to takie przyjemne: chodzić z córką na zakupy, do kina i klubu... Dlaczego nie?

- Dlatego że zacieramy wtedy granice. A każde dziecko, nawet pełnoletnie, ich potrzebuje. Dlatego zakupy i kino - OK. Do klubu - zdecydowanie nie! Dziewczyny powinny mieć znajomych w swoim wieku. Bycie przyjaciółką córki jest oczywiście przyjemniejsze niż matkowanie, ponieważ opiera się na wspólnych rozrywkach i miłym, bezkonfliktowym spędzaniu czasu. Taki układ jest jednak pułapką, bo nie można raz być przyjaciółką, która wysłucha i przytuli, a po chwili wymagającą matką żądającą poprawy ocen. Przyjaciele są od akceptacji, nie od stawiania wymagań.

Ale w cytowanych przez panią badaniach ponad 70 proc. córek twierdzi, że mama to najlepsza przyjaciółka!

- To stwierdzenie ma inny wydźwięk w ustach córki, a inny w ustach matki. Córki, mówiąc, że przyjaźnią się z mamą, mają na myśli, że świetnie się z nią dogadują. Mogą im wszystko powiedzieć i liczyć na zrozumienie. Niektóre dodają, że są im dziś wdzięczne nawet za to, że były wymagające i surowe. To znaczy, że ich mamy wykonały naprawdę kawał dobrej roboty! Jeśli jednak słyszę od matki, że córka jest jej najlepszą przyjaciółką, to mnie to niepokoi. Bo za tym mogą się kryć różne rzeczy: od niedojrzałości emocjonalnej po unikanie odpowiedzialności. A skutki braku konsekwencji w wychowaniu w końcu i tak najbardziej zemszczą się na naszych córkach.

Co jest naszym najczęstszym grzechem wychowawczym?

- Z przeprowadzanych przeze mnie rozmów wynika, że większość z nas nagminnie usprawiedliwia córki. Znajdujemy wymówki dla ich błędów, tłumaczymy je przed całym światem. "To nie ona zawaliła sprawę, na egzaminie były rzeczy, których nie przerabiała". "Poderwałaś chłopaka przyjaciółki? Jakby ją naprawdę kochał, nie dałby się poderwać!". "Nie idź na klasówkę, napiszę ci usprawiedliwienie". Sama wiele razy złapałam się na takim zachowaniu.

Dlaczego taka metoda jest zła?

- Bo nieuchronnie prowadzi do ubezwłasnowolnienia, choć wynika z pragnienia chronienia dziecka za wszelką cenę. To naturalne, że pragniemy oszczędzać tym, których kochamy, przykrości. Ale wbrew stereotypowym opiniom, że matki bardziej rozpieszczają synów, okazuje się, że dziewczynki usprawiedliwiamy o wiele częściej niż chłopców. Nie uczymy ponoszenia konsekwencji za swoje czyny i odpowiedzialności za błędy. To bardzo powszechne zachowanie. Tymczasem między działaniem dla dobra naszych córek a krzywdzeniem ich przebiega bardzo cienka granica...

Niektórzy nazywają to wsparciem.

- Czym innym jest pomoc w trudnej sytuacji, a czym innym wyręczanie. Wyręczając, odbieramy szansę na naukę. Mówimy: zostaw, ja to już zrobię. W prostych, codziennych sprawach, takich jak sprzątanie, może to skutkować wychowaniem lenia. W bardziej skomplikowanych, jak wysłanie dokumentów na uniwersytet, przekazujemy swoim zachowaniem informację, że córka nie jest w stanie czegoś zrobić. Czyżbyśmy sądziły, że nie jest wystarczająco zaradna i inteligentna? Jeśli w to uwierzy, będzie to nasza wina.

Aż dwa rozdziały poświęciła pani kwestiom wyglądu. To tak trudne tematy?

- Bardzo trudne i skomplikowane. Prędzej czy później dziewczynki spotkają się z poglądem, że u kobiet wysoko ceni się urodę. I zaczną zadawać pytania, czy są tak śliczne jak księżniczka z filmów Disneya, słynna modelka lub najpopularniejsza koleżanka w klasie. Matki muszą wpoić im przekonanie, że piękno zewnętrzne nie jest najważniejsze i prędko przemija. Powinny wszelkimi siłami starać się, aby młoda dziewczyna dorastała w zadowoleniu z własnego ciała. W dzisiejszym świecie, który tak promuje wygląd bez skazy, nie jest to łatwe.

Żadna nastolatka nie jest chyba w pełni zadowolona z własnego wyglądu!

- Nie, jednak to faza przejściowa. Jeśli od dziecka mówiono jej, że ma fantastyczne cechy charakteru, mniej będzie cierpiała, że nie posiada ud jak modelka. Dla matek to trudne także z tego powodu, że same mają problem z zaakceptowaniem własnego ciała. Ale narzekając na wygląd, przekazujemy swe niezadowolenie córkom. A one nie zasługują na taki bagaż!

Jeśli matka wiecznie się odchudza, to córka też spędzi życie na diecie?

- Niestety tak. Nie tylko dorośnie w przekonaniu, że szczęśliwe życie zależy od wagi, ale wyjdzie z domu z fatalnymi nawykami żywieniowymi. Oczywiście chcemy, żeby nasze córki były atrakcyjne, bo wtedy żyje się łatwiej. Ale znów: istnieje cienka granica pomiędzy wychowaniem dziewczyny, która umie o siebie zadbać, a sprzedaniem jej worka kompleksów. Mówiąc: "Powinnaś się umalować!", możemy nastolatkę zranić i dać jej do zrozumienia, że jest brzydka. Uwaga: "Odłóż tę bułkę, nie objadaj się tak!" zawiera informację, że ma kłopoty z wagą. To samo można powiedzieć inaczej.

Pisze pani, że matki zazdroszczą córkom urody i młodości. To chyba temat tabu?

- Wiele razy się z tym spotkałam, choć matki nie zdawały sobie z tego sprawy. Zdarza się też, że zbyt identyfikują się z córkami, mówiąc: "Kiedy ja byłam w twoim wieku, myślałam to i to...". Tylko że ich dzieci są odrębnymi ludźmi i myślą co innego! Część kobiet pragnie się realizować przez dzieci. Skoro nie zostały miss studniówki, niech przynajmniej córce się uda. Jeśli nie studiowały, niech córeczka spełni ich marzenia. Oczywiście, chcą jak najlepiej, ale narzucając dziecku cele, okazują im tym samym brak empatii i szacunku.

Wpojenie córkom zdrowego modelu związków z mężczyznami to także wielka odpowiedzialność.

- Wychowanie córek tak, aby wchodziły w związki z poczuciem własnej wartości, to cel każdej z nas. Ale ciężko go realizować, gdy jest się rozgoryczoną, samotną matką po przejściach. Wzór silnej i niezależnej kobiety jest fantastyczny. Należy jednak uważać, by nie wpoić córkom przekonania, że mężczyźni to niegodne zaufania pasożyty, tylko dlatego, że nam nie udało się stworzyć dobrej relacji. Inną konsekwencją tego podejścia jest przekonanie, że jeszcze nie narodził się mężczyzna wart naszej wyjątkowej córki. Wychowanie księżniczek, które uważają, że nikt nie dorasta im do pięt, to przepis na katastrofę z opóźnionym zapłonem. Taka kobieta nie będzie umiała nawiązać mocnych więzi ani z mężczyznami, ani innymi kobietami.


Olivia
Dowiedz się więcej na temat: wychowanie | przyjaźń | matka | córka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje