Dobór naukowy absolutnie nie wyklucza miłości

- Dobór naukowy absolutnie nie wyklucza miłości - mówi seksuolog Monika Staruch. Ekspertka programu "Ślub od pierwszego wejrzenia", w którym przyszli małżonkowie poznają się dopiero przed ołtarzem, zapewnia, że uczestnicy eksperymentu nie są desperatami...

PAP Life: Bohaterowie programu "Ślub od pierwszego wejrzenia" na początku nie wiedzieli, że tak naprawdę decydują się na udział w eksperymencie, w którym grono ekspertów będzie szukało im drugiej połówki...

Reklama

M.S.: To od początku miał być program dla singli, dla osób, które poszukują swojej drugiej połówki i poważnie myślą o założeniu rodziny. Natomiast przed rozpoczęciem badań przez ekspertów uczestnicy dowiedzieli się, na czym polega eksperyment. Kiedy przychodzili do nas na rozmowę, wiedzieli już, że cykl badań może zakończyć się tym, że znajdziemy im drugą połówkę.

Myśli pani, że obecność kamer, w ogóle to, że realizowany jest program na ten temat, nie ułatwia uczestnikom zaangażowanie się w bliską relację?

- Rzeczywiście, obecność kamer może być krępująca. Były osoby, które zrezygnowały z udziału w eksperymencie właśnie przez obecność kamery. Na spotkanie przyszły osoby, które mówiły, że nie mają problemu z tym, żeby eksperci wybierali im przyszłego partnera, ufają naszej wiedzy i umiejętnościom, chcą już założyć rodzinę, tylko obawiają się obecności kamer... Ludzie, którzy się do nas zgłosili nie szukali rozgłosu, sławy, ani popularności. Na szczęście wiele osób ostatecznie postanowiło przezwyciężyć swój opór i wziąć udział w programie.

Zwykle najpierw pojawia się miłość, dopiero później wstępuje się w związek małżeński. Tutaj zaczynamy od drugiej strony...

- Tak, ale dobór naukowy absolutnie nie wyklucza miłości. Ona naprawdę może się pojawić.

Może kluczem do pojawienia się tej miłości jest to, że uczestnicy eksperymentu wierzą, że skoro są do siebie dopasowani, są na dobrej drodze do tej miłości? Czyli są pozytywnie nastawieni.

- To prawda, uczestnicy eksperymentu zaufali nam i także dzięki temu są bardzo optymistyczni. My też jesteśmy pozytywnie nastawieni. Ci ludzie są bardzo ambitni i inteligentni. Te kobiety są piękne i mądre. Każdy z nich przyszedł do tego programu nie po to, żeby zaistnieć w show, tylko po to, żeby wziąć ślub i wreszcie założyć rodzinę. Mają nadzieję, że będą szczęśliwi, że w końcu naprawdę znajdą miłość. Ich marzeniem było zbudowanie stabilnego związku i kochającej się rodziny.

Czy udział w tego typu eksperymencie nie jest przejawem desperacji?

- Uczestnicy tego programu, tego eksperymentu, to nie są desperaci. To są ludzie, którzy - mimo młodego wieku - dużo osiągnęli w życiu. Mają swoje pasje, świetnie funkcjonują, mają przyjaciół. Jedynym ich problemem jest to, że jeszcze nie znaleźli tej drugiej połówki. Czy to jest desperacja? Nie. Po prostu tutaj, na tym polu postanowili poszukać wsparcia i pozwolić sobie pomóc. W tym programie udział biorą bardzo wartościowi ludzie.

Czyli wierzy pani w sukces tego eksperymentu? Małżeństwo dobrane przez ekspertów, a nie przez samych zainteresowanych, ma szansę przetrwać?

- Gdybym nie wierzyła to nie brałabym w tym udziału.

Z Moniką Staruch, seksuologiem i ekspertem programu "Ślub od pierwszego wejrzenia", rozmawiała Paulina Persa. (PAP Life

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje