Dobry kompromis nie jest zły

Pójście na ustępstwo niedobrze ci się kojarzy. Myślisz, że dostosowując się do innych, rezygnujesz z czegoś ważnego, a w dodatku pokazujesz słabość. Ale mądra ugoda może być twoim kluczem do sukcesu. W pracy i domu.

Kompromis ma złą sławę. Bo wiele z nas rozumie go jednoznacznie: "Zawierając go, nie dostanę tego, czego chcę". Albo: "Nie potrafię postawić na swoim. Wszyscy wchodzą mi na głowę!". Psycholog Elwira Kamińska przekonuje jednak: - Pójście na kompromis nie jest oznaką bezsilności. Wręcz przeciwnie, to umiejętność radzenia sobie w trudnych warunkach.

Reklama

Ale pamiętaj: jeśli tylko ty ustępujesz, nie ma o nim mowy. Jego sens polega na równowadze - częściowo kapitulujesz, ale druga strona też idzie ci na rękę.

Dogadać się w parze

- W związkach przeszkodą w osiągnięciu porozumienia bywają często nie tyle odmienne opinie, ile ukryte żale i zadawnione urazy - mówi Elwira Kamińska. Gdy czujesz złość do partnera, na jego pomysły automatycznie reagujesz niechęcią. I nie masz zamiaru niczego mu ułatwiać. Dlatego dobrze przed rozmową pozbyć się tego "bagażu".

Postaraj się wysłuchać męża, zakładając jego dobrą wolę. Nie podejmujcie negocjacji, kiedy jesteście zdenerwowani. Ponieważ 80 proc. dyskusji kończy się w takiej samej atmosferze, w jakiej się zaczęły, pozytywne nastawienie zwiększy szansę na kompromis. Bądź ze sobą szczera. Zastanów się, dlaczego nie zgadzasz się na psa, choć partner i dzieci o nim marzą. Może nie dlatego, że nie lubisz zwierząt, lecz boisz się, że opieka nad nim spadnie na ciebie? Mąż nie raczy umyć po sobie nawet szklanki... Uwaga! Po co brnąć w podobne rozważania? Powiedz głośno o swoich obawach, ale powstrzymaj się od pretensji i krytyki, które sprowadzą dyskusję na manowce. Jeżeli skupicie się z mężem na rozwiązaniu konkretnego problemu, na pewno znajdziecie wyjście, które zadowoli was oboje.

Wspólny mianownik

Jeśli od jakiegoś czasu spieracie się i końca sporu nie widać, pora przełamać impas. Wiecie już, co was dzieli. Ty nie masz ochoty spędzać wszystkich niedziel u teściowej, która niedawno owdowiała. Mąż natomiast nie wyobraża sobie, żeby nie odwiedzać jej w takiej sytuacji.

A co was łączy? Oboje jesteście zdania, że trzeba ją wesprzeć. Jeżeli ustalicie rzeczy, co do których się zgadzacie, to stworzą one nowy punkt wyjścia do negocjacji. I tak okaże się, że mamę można równie dobrze zapraszać do was. Lub mąż będzie do niej częściej wpadał sam.

Czasami jednak, mimo najszczerszych chęci, niełatwo znaleźć wspólny mianownik. Wtedy dla odmiany porozmawiajcie o tym, na czym wam najmniej zależy i co możecie odpuścić. Sądzisz, że pora na remont kuchni, lecz partner protestuje? Jeżeli on nie chce wydawać zbyt wielu pieniędzy, a ty zrezygnujesz z nowych mebli, pewnie uda się odświeżyć kuchnię własnymi siłami i tańszym kosztem.

Drobne zmiany też działają

- Nasz opór przed zmianami jest tym większy, im bardziej radykalne rozwiązania są proponowane - tłumaczy Elwira Kamińska. Na przykład: syn jest słaby z WF-u, ale jego ojciec uważa, że najlepszą metodą na wyrobienie tężyzny fizycznej jest wysłanie go na ekstremalny obóz przetrwania. Z góry odrzucisz ten pomysł, prawda? To samo działa w drugą stronę. Lepiej więc sugerować rzeczy prostsze w realizacji, które nie są ani zbyt ryzykowne , ani skomplikowane. Tak, byście w negocjacjach spotkali się w połowie drogi. Można przecież zapisać syna na zajęcia sportowe, które sam sobie wybierze. Albo spędzać z nim weekendy w bardziej aktywny sposób: na basenie, na rowerowych wycieczkach. Myślenie w kategoriach drobnych kroków może dać nieoczekiwanie duży efekt.

Porozumienie w pracy

Tutaj, podobnie jak w domu, niechęć do kompromisów może brać się z innych powodów niż przekonanie o swojej racji. - Najbardziej przeszkadza nam w tym poczucie niesprawiedliwości. Okazuje się, że to częsta (bywa, że nieświadoma) przyczyna oporu - tłumaczy Elwira Kamińska. - Bo koleżanka chorowała, musiałam ją zastępować, a teraz mam się godzić na jej pomysły? Lub: mogłabym wziąć urlop we wrześniu, ale dlaczego zawsze ja jeżdżę na wakacje po sezonie? Tymczasem sposób na zaakceptowanie nierówności biurowej hierarchii jest jeden: przeboleć to! W momencie, w którym przestaniemy analizować pod lupą, co jest fair, a co nie, przestawimy się na rozwiązania najlepsze dla firmy i dla zespołu.

Czy tak to widzicie?

Otwartość na cudze pomysły i gotowość do ustępstw zależy także od tego, w jaki sposób komunikujemy się ze współpracownikami. - Często zapominamy o podstawowych rzeczach: jasnym wyrażaniu myśli i szacunku - mówi Elwira Kamińska. - To pierwsze wykluczy pomyłki. W biurze nie znamy się tak dobrze jak w rodzinie, więc możemy zostać opacznie zrozumiani. Wystarczy, że ktoś źle odczyta nasze słowa, wyraz twarzy lub ton głosu.

Upewniaj się co jakiś czas, że druga strona wie, co pragniesz przekazać. Rób przerwy w wypowiedzi, pytaj: "Czy tak to widzicie?", "Czy to jasne?". Sama również możesz coś błędnie zinterpretować. Dlatego nie wahaj się drążyć: "Co dokładnie miałaś na myśli?", "Dlaczego sądzisz, że to się sprawdzi?" itd. W gorączkowej atmosferze staraj się nikogo nie ranić. Nierozważne słowo, niechętny grymas mogą przekreślić szanse na porozumienie. Zamiast wyrokować: "beznadziejny projekt" lepiej przeanalizować go razem w taki sposób, żeby pomysłodawca sam dostrzegł jego wady.  

Triki w negocjacji

Co możesz poświęcić?

Targując się, musimy z czegoś zrezygnować. Warto z góry wiedzieć, na co się zgodzisz, a na co nie. Nie decyduj o tym spontanicznie w trakcie rozmów!

Podsuń więcej niż jedno rozwiązanie

Miej w zanadrzu przynajmniej dwie propozycje kompromisu. Tę, na której bardziej ci zależy, przedstaw jako drugą.

Stosuj powtórzenia

Nawet jeżeli masz inne zdanie niż rozmówca, powtarzaj lub cytuj na początku zdania jego słowa. Tak zyskasz jego uwagę i sympatię.

Jagoda Denisiewicz


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje