Gdy w domu nie ma dzieci. Jak poradzić sobie z wyprowadzką pociech?

Z początku trudno w to uwierzyć, lecz fakty są nieubłagane: Nasze szkraby dorosły i oto wyprowadzają się z domu. Co teraz? Jak żyć bez nich? Okazuje się, że można.

Choćbyśmy nie wiem jak pragnęli zatrzymać czas, nasze pociechy i tak w końcu dojrzeją i wymkną się spod naszych skrzydeł. Bywa, że już po ukończeniu gimnazjum naprawdę bardzo młody człowiek opuszcza dom, aby zamieszkać np. w internacie i móc kontynuować naukę w większym mieście. Wielu wyjeżdża na studia albo opuszcza gniazdko uwite przez mamę i tatę, żeby zamieszkać z partnerem. I dla rodziców, i dla dzieci otwiera się zupełnie nowy rozdział w życiu. Ci pierwsi często bardzo źle to znoszą.

Reklama

Ewa Matuszko z Koszalina wyprawiła już z domu dwie córki.

- Jedna studiowała w Toruniu, druga w Warszawie. Powychodziły tam za mąż i do mamy już nie wróciły - opowiada pani Ewa. Kiedy wyjeżdżała starsza, Małgosia, mamie nie było jeszcze tak ciężko.- Zostawała przecież druga. Jest między nimi różnica czterech lat, więc długo miałam Elę przy sobie - uśmiecha się pani Ewa.

Kiedy i młodsza latorośl wyfrunęła w świat, było gorzej.

- Dotarło do mnie, że ukochane córeczki są już dorosłe - wspomina. - Że nie mam kogo pytać, co dobrego ugotować na obiad, że skończyło się wspólne oglądanie ulubionego serialu. W pierwszych tygodniach po wyjeździe młodszej córki nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Wstawałam rano i myślałam, że trzeba zrobić jej kanapki do szkoły, i dopiero po chwili orientowałam się, że już nie muszę... I łzy napływały mi do oczu.

Pomógł jej... kot.

-Trafił do mnie zupełnie przypadkiem, malutki i zabiedzony - opowiada. - Opieka nad nim zupełnie mnie pochłonęła! Córka relacjonowała mi codziennie przez telefon, co słychać na uczelni, a ja jej trajkotałam o kocie. Dzięki niemu zyskałam też przyjaciółkę, sąsiadkę z osiedla, którą spotkałam w lecznicy weterynaryjnej - zdradza.

Dziś pani Ewa śmieje się, że wyprowadzka dzieci z domu ma też swoje plusy.

- Doceniłam to dopiero po czasie, ale to moment, kiedy człowiek może naprawdę zacząć bardziej dbać o siebie. Choćby umówić się z przyjaciółką na pogaduchy przy winku czy kawie i nie martwić, że o świcie musi wyszykować dziecko do szkoły. Specjaliści nie kryją jednak, że pierwszy okres po wyjeździe dziecka z domu nie będzie łatwy.

Warto zawczasu zastanowić się, co będziemy robić, kiedy już zostaniemy sami - radzi psycholog Violetta Nowacka. - Można zaplanować jakiś wyjazd, zapisać się na kurs języka obcego, czy pójść na spotkanie osiedlowego klubu, a może zacząć uprawiać jakąś dyscyplinę sportu. Moment, kiedy dziecko odchodzi z domu, bywa dla wielu rodziców przerażający, lecz może on zapoczątkować ponowne odkrywanie siebie, partnera oraz świata. Bardzo piękny czas - przekonuje.

Katarzyna Świerczyńska

To naturalne, że robi się smutno...

Rozmowa z Martą Mauer-Włodarczak, psycholożką i psychoterapeutką, specjalistką od relacji rodzinnych, autorką bloga psychologiakobiety.pl

Na czym polega syndrom pustego gniazda?

- To nieporadzenie sobie z sytuacją, kiedy dorosłe dzieci opuszczają dom. Człowieka dopada wówczas melancholia, czasem wręcz wpada w rozpacz i panikę. Rodzice różnie reagują, ale trzeba podkreślić, że delikatna melancholia jest zupełnie naturalna. Potrzeba paru tygodni, aby oswoić się z sytuacją, że dzieci, którymi się opiekowało, z którymi dzieliło się dom, teraz z tego domu znikają.

Nadopiekuńczy dotąd rodzice będą mieli trudniej?

- Najtrudniej będzie tym, którzy nie mieli w życiu żadnych celów, poza dbaniem o potrzeby dziecka. Często się zdarza, że gdy na świat przychodzi dziecko, mężczyzna i kobieta stają się mamą i tatą, a zupełnie zapominają, że są też małżonkami oraz że każde z nich ma swoje własne marzenia i potrzeby. Jeśli nie dbali o swój związek, nie mieli wspólnych spraw oprócz tych związanych z dzieckiem, może im być bardzo trudno, bo nagle zbudzą się obok osoby, o której niewiele wiedzą! Przecież przez ostatnie 20 lat ich rozmowy dotyczyły głównie dziecka. Apeluję do tych rodziców, których dzieci jeszcze nie dorosły, aby nie zapominali, że są nie tylko rodzicami, ale też mężem i żoną. Trudniej będzie też tym, którzy nie mieli dobrych relacji z dziećmi. Jeśli natomiast rozmowy były czymś naturalnym w rodzinie, to nawet po wyjeździe syn czy córka sami chętnie będą dzwonili do mamy i taty.

A co jeśli mleko się rozlało? Dziecko wyjeżdża i okazuje się, że jednak mamy z tym problem?

- Nie będzie lekko. Jeśli życie dwojga ludzi toczyło się wyłącznie wokół dzieci, to z ich wyjazdem wali im się świat. Mówimy o ludziach 50-, 60-letnich, więc niełatwo zmienić ich myślenie. Na początek warto nauczyć się rozmawiać. Pytajmy się nawzajem: "Czego potrzebujesz?", rozmawiajmy o tym, co czujemy. Nie bójmy się też skorzystać z pomocy terapeuty. Osobie trzeciej, która spojrzy na sprawę z boku, łatwiej będzie zauważyć popełnione błędy i znaleźć sposób na to, aby je naprawić.







Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje