Reklama

Reklama

Ona ma siłę

Jako dziewczynki myślimy, że jesteśmy bezbronne, jako kobiety odkrywamy swoją siłę. Wewnętrzna moc to odwaga mówienia we własnym imieniu. Budowanie psychicznej odporności zaczyna się od nauki mówienia

Mamy nowe wzory literackie i filmowe. Bridget Jones ustępuje postaciom, które nie chcą już desperacko wcielać w życie scenariusza dla dwojga. Kobieta z powieści Anny Janko "Dziewczyna z zapałkami", z "Trzepotu skrzydeł" Katarzyny Grocholi czy dziewczyny z serialu "Seks w wielkim mieście" odkrywają własny, osobny głos. Dojrzewają do tego, by poczuć się pełnoprawnie w świecie. Wygodnie, bez kompleksów i poczucia winy. Z mężczyzną czy bez niego. Wewnętrzną siłę czerpią z tego, co przeżyły. Nawet to, co złe i bolesne, okazuje się dobrą inwestycją na przyszłość.

Każda z nas przetrwała różne ciężkie chwile, ale tak niewiele uważa się za obdarzone wewnętrzną siłą. Jeżeli już, to bywa w tym stwierdzeniu nuta smutku i niespełnienia. A przecież twardzielka nie jest ciężko doświadczoną kobietą - kamieniem. To ktoś, kto potrafi być mądry, pomysłowy i elastyczny. Po nokaucie od losu traci równowagę, ale zaraz potem na wzór dziecięcej zabawki Wańki-wstańki zawsze wraca do pionu.

Bluszcz i czołg

W powszechnej opinii niezłomność to cecha charakteru i umysłu, z którą przychodzimy na świat lub którą dostajemy w posagu od rodziców. Dlatego kiedy uważamy się za mało odporne, zazwyczaj nic z tym nie robimy i zazdrościmy osobom "nie do pokonania".

Ale większość odpornych psychicznie kobiet, jakie znam, jako nastolatki i trochę później była przesadnie uczuciowa i wiecznie nieszczęśliwa. Badania psychologów z uniwersytetu w Hull w 

Wielkiej Brytanii ujawniają, że najmniejszą odporność mają dwudziestolatki oraz kobiety pomiędzy 31. a 35. rokiem życia. Podobnie wielu terapeutów zwraca uwagę, że w ich gabinetach pojawia się coraz więcej dziewczyn posiadających, zdawać by się mogło, wszystkie atuty, jakich pożąda nasz świat. Są młode, atrakcyjne, wykształcone, otwarte.

Okazuje się jednak, że ich przebojowość to bardziej styl bycia niż autentyczna pewność siebie. Długo nie potrafią pozbierać się po odejściu partnera, łatwo się zniechęcają i załamują. Same określają siebie jako "miękkie", sfrustrowane i wycofujące się.

Wydaje się, że współczesne kobiety poważny kryzys przechodzą nie w wieku średnim, ale już po kilku latach pracy zawodowej. To czas strategiczny dla rozwoju kariery, któremu jednocześnie towarzyszy zazwyczaj niestabilne życie sentymentalne. To czas łączenia się w pary, debiutowania jako żona i matka, intensywnych rozczarowań, rozstań i rozwodów. Z tymi wszystkimi wyzwaniami musimy się zmierzyć jednocześnie. Trudno nam uwzględnić cele, pogodzić życiowe role i wypracować mocną strategię działania. O potężne tąpnięcie pod stopami wcale nie jest trudno. W dodatku ciągle jeszcze wierzymy, wzorem poprzednich pokoleń kobiet, że należy szukać wsparcia w mężu. Być ładnym bluszczem, opleść się i tak przetrwać.

To wspaniale związać się z partnerem, który służy wsparciem. Ale zbyt mocne uwieszenie się na męskim ramieniu, niezależnie od wzrostu jegomościa, prawie zawsze kończy się upadkiem z dużej wysokości.

Kiedy zabraknie mężczyzny, podpory, można oczywiście zamknąć się w swoim bólu, zahartować się jak stal i udawać czołg, któremu niestraszna żadna przeszkoda. Wiele kobiet wybiera taką właśnie drogę dumnych, nieokazujących łez siłaczek. Ale w życiu tak najczęściej jest, że czołg spotyka na swej drodze jeszcze większy czołg i co wtedy? Kombinezon z "grubej skóry" nie uchroni nas przed trudnościami. Jeżeli nawet życie jest krwawym poligonem, to bitwy rozgrywa się logistycznie. Z zachowaniem zimnej krwi.

Silne kobiety w obliczu niepowodzeń potrafią się "schłodzić", wyciszyć i wycofać. Te mniej odporne toną w chaosie emocji. Zaczynają produkować to, co psychologowie określają mianem "autostresu", czyli dostarczają sobie dodatkowych, zbędnych negatywnych komunikatów w stylu: "Nie poradzę sobie sama", "To jest ponad moje siły" albo "Budzę się i już jestem potwornie zmęczona. W pracy są ze mnie niezadowoleni. Gdyby wiedzieli, jak mi ciężko... Gdybym tylko mogła rzucić to wszystko...".

Taki stan nazywam "przepaleniem bezpieczników". Można traktować go jako wewnętrzne spięcie, pożar i totalne zniszczenie. Ale można zobaczyć w nim wyzwanie. Już sama zmiana nazwy z "katastrofy" na "wyzwanie" sprawia, że mamy inne podejście do trudnej sytuacji. Kobieta silna wcale nie odczuwa potrzeby demonstrowania, jaka to jest dzielna i niezłomna. Nie obnosi się ze swoim losem, nie czyni z niego krzyża. Odporność wewnętrzna to raczej dyskretne, ale bardzo mocne przekonanie: "Dam sobie radę". Już nie lamentujemy w gronie przyjaciółek, nie szukamy pocieszenia, ale zaczynamy działać. Mniej rozprawiamy, więcej skupiamy się na rozwiązaniu problemu.

Łatwiej działać, jeżeli już kiedyś sobie poradziłyśmy. Siła wewnętrzna żywi się naszym bagażem doświadczeń. Jest rodzajem kuponu, który odcinamy od dawnych, gorzkich przeżyć. Dlatego dojrzałe kobiety nawet w sytuacjach wyjątkowo dramatycznych nie skupiają się na sobie, ale od razu działają. Wymyślają, co mogą w tych okolicznościach zrobić, i zakasują rękawy. To, co nas nokautuje, sprawia ból, ale zarazem buduje naszą psychiczną odporność. Nigdy nie jest za późno, by zmierzyć się z niesprzyjającym losem. Siła wewnętrzna dojrzewa razem z nami.

Przełamując fale

Nie lubię zabierać głosu publicznie. Denerwuję się, zaczynam mówić chaotycznie i niezbornie, dlatego świadomie unikam tego typu sytuacji. Jako psycholog zdiagnozowałabym swoje postępowanie jako "strategię regresywną", czyli wycofywanie się z sytuacji niosących dyskomfort czy lęk. Tymczasem moja siostra bez najmniejszego skrępowania odnajduje się na mównicy. Przypomniała mi, że sama również przeżywała silny niepokój, kiedy zabierała głos na zebraniach. Ale ona po prostu musiała regularnie występować. Z czasem, podejmując się zadania, które było dla niej traumatycznym doświadczeniem, przestała się bać i mówiła z coraz większą swadą.

Profesor Raj Persaud, amerykański psychiatra, autor wielu głośnych prac naukowych, uważa, że nasze życie to wiele lat spędzonych na unikaniu stresu. Pełno w nim mniejszych lub większych uników. Tymczasem ćwiczenie tężyzny psychicznej zakłada, że trzeba na siłę stawiać się w stresowych sytuacjach. Jeżeli chcemy być silne, musimy się hartować!

Z kolei doktor Peter Clough, dziekan psychologii na uniwersytecie w Hull, uważa, że odporność psychiczna to przede wszystkim elastyczność, zdolność adaptacji.

Znam dziewczynę, która załamała się po ślubie. Nie żeby odkryła ukryte wady wybranka, ale kompletnie nie umiała odnaleźć się w nowej sytuacji. Zareagowała bezsennością i atakami paniki.

To, co dobre, ale nowe, również wywołuje niepokój. Warto więc prześledzić, co się zmieniło. Nawet najmniejsze szczegóły codzienności. Na przykład: dawniej po przebudzeniu piłam kawę w łóżku, teraz chcę być dobrą żoną, więc zrywam się nieprzytomna i szykuję śniadanie. Zaburzenie drobnych rytuałów potrafi mocno osłabić psychicznie.

Równowagę odzyskujemy, zabraniając sobie patrzenia na nasze nieszczęście w całości. Lepiej skupić się na detalach. Nie bez powodu doktor Clough zaleca od najmłodszych lat codzienne zapamiętywanie szeregu przypadkowych liczb. Jest to ćwiczenie koncentracji niezbędnej, by w chwilach kryzysu umieć skupić uwagę na pojedynczym problemie. I rozwiązać go. Dopiero potem wziąć się za następny.

Kiedy nasz świat się zawali, dobrze jest na tych gruzach najpierw wypić herbatę z melisą, a potem lampkę szampana. Pomaga również kilka godzin intensywnego sportu, relaksacja, sauna, zimna kąpiel, spisanie sobie wszystkich "za" i "przeciw", spacerowanie przez całą niedzielę. Siłę do zaczęcia wszystkiego od nowa czerpie się z drobiazgów. Z wielkich katastrof wychodzi się zazwyczaj niepozornymi ścieżkami.

Silna z wyboru

Badania przeprowadzone na uniwersytecie w Hull pokazały, że także osoby zajmujące wyższe stanowiska są bardziej odporne niż szeregowi pracownicy. Oczywiście, można dyskutować, co jest tego przyczyną, a co skutkiem. Być może awansowały, bo były silniejsze, albo nabrały mocy wraz z objęciem eksponowanego stanowiska. W każdym razie bycie odporną pomaga nie tylko dostać awans, ale również utrzymać się na świeczniku.

Jeżeli czujemy się silne, wiemy, że damy sobie radę, wszystkie nasze cechy umysłu i charakteru zaczynają w zdrowy sposób porządkować świat, w którym żyjemy. Siłaczka jasno i zdecydowanie mówi, czego chce, a na co nie może się zgodzić. Nie pozwoli sobie na bycie nieszczęśliwą, skrzywdzoną, manipulowaną i bezradną. Nawet jeżeli w jej życiu nie dzieje się dobrze, to nie czuje się ofiarą: ani losu, ani mężczyzny, ani presji środowiska. Potrafi rozpoznać sytuacje ją krzywdzące i jest w stanie się uchronić przed przemocą. Jeżeli ma z tym problem, umie prosić o pomoc. Nie boi się mieć poczucia winy, odczuwać zawstydzenia.

Negatywnych uczuć nie traktuje jako stresu - to dla niej sygnał, że należy coś zmienić. Potrafi zrezygnować, ustąpić. Nie widzi w takim działaniu porażki, kompromisu czy uszczerbku dla posiadanej władzy. Postrzega je jako krok do przodu.

Jeżeli miałabym wybrać najważniejszą cechę świadczącą o harcie ducha, od razu wskazałabym na umiejętność kroczenia własną drogą. Silne osoby, pomimo presji otoczenia i przeciwności, dokonują wyboru takiego stylu życia, jaki najbardziej im odpowiada. Ale my, kobiety, zamiast być sobą, wolimy skryć się za postacią żony, matki lub wojowniczki korporacyjnej. Większość z nas boi się mówić "ja".Ogłasza więc: "Bo my z mężem", "Brakuje mi czasu dla siebie, mam ważniejsze sprawy, rozwożę dzieci na zajęcia pozaszkolne" albo "Przygotowujemy teraz strategie wejścia na nowe rynki".

Warto mówić "ja" i opowiadać o tym, co robimy, bez posiłkowania się słowem "my". A gdy zaczniemy używać i nawet zdrowo nadużywać słowa "ja", to w sposób naturalny poczujemy się silne. Łatwiej będziemy formułować zdania na temat tego, czego chcemy, a czego nie chcemy. Wcześniej czy później wyjdzie nam to na zdrowie. Naginanie się do cudzych wyobrażeń i planów zazwyczaj nie kończy się dobrze.

Silną kobietą można być na wiele sposobów, a najważniejsze to odkryć swój własny. Możemy wybierać. Intensywna praca zawodowa czy rodzina. Zarabianie pieniędzy lub realizowanie mało płatnej pasji. Niezobowiązujące romanse albo stabilne małżeństwo. Kompromis lub ostra rywalizacja. Można być silną kobietą w każdej ze swoich ról. Możemy próbować łączyć różne scenariusze albo z niektórych świadomie rezygnować. Silna kobieta żyje w zgodzie z własną prawdziwą naturą. Sprzeciwia się ograniczaniu kobiecości do jednego modelu. Może być osobą chłodną, intelektualnie nastawioną do życia. Albo zmysłową, pełną seksapilu, cudowną trzpiotką. Siła wewnętrzna pomaga poznać samą siebie, odkryć swoją prawdziwą naturę, dokonać wyborów, które ona nam podyktuje. Największą moc i doping daje nam zgodność tego, kim jestem, z tym, co robię.

Zyta Rudzka

Tekst pochodzi z magazynu

PANI
Dowiedz się więcej na temat: Hull | czołg | świat | odporność

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje