Podobny partner to nie same korzyści

Jeśli mężczyzna przyjmie w relacjach z ukochaną rolę przyjaciółki, może to być niebezpieczne dla związku - uważa prof. Zbigniew Lew-Starowicz. Zlanie się osobowości partnerów wiąże się ze spadkiem namiętności.

- Od jakiegoś czasu słyszę w mojej praktyce powtarzający się zarzut: On mnie nie rozumie. Co to właściwie znaczy "rozumieć"? Na podstawie rozmów, jakie toczą się w moim gabinecie, wyciągam wniosek, że oznacza to ni mniej ni więcej, jak tylko: Myśl i czuj tak jak ja. Bycie rozumianą w oczach wielu kobiet wiąże się z tym, że mężczyzna musi przyjąć rolę innej kobiety - jej siostry, przyjaciółki, klona, kobiety bis" - zauważa prof. Lew-Starowicz w poradniku "Wszystko da się naprawić".

Reklama

Jednak taka sytuacja niesie za sobą zagrożenie. Jak mówi seksuolog, "okazuje się, że upodobnienie psychiczne partnerów, zlanie się ich osobowości w jedną prowadzi do zaniku wzajemnej atrakcyjności oraz do spadku pożądania i namiętności". Wyjaśnię, że dzieje się tak dlatego, bo pociąga nas inność, a nie tożsamość i dlatego "lepiej, żeby panie nie prosiły Boga o rozumiejących wszystko mężów, bo jeżeli spełni się ich życzenie, w łóżku nic się nie zadzieje".

Zdaniem profesora mężczyźni są zdolni do empatii, ale nie zrozumienia kobiety.

- Jeżeli zaś ją zrozumieją, tak jakby ona chciała, stracą natychmiast swoją atrakcyjność i indywidualność, a erotyzm w związku zaniknie - uważa.



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje