Reklama

Reklama

Rodziców miałam osobnych

Mama Malwiny rozeszła się z mężem bez kłótni. Rodzice Anny zwlekali z rozwodem, aż dzieci zdadzą maturę. Mama Aleksandry uciekła przed domową przemocą. Dorosłe córki rozwiedzionych rodziców opowiadają, jak widziały ich rozstanie oczami dziecka.

Czasem był to wstrząs, czasem ulga. Dziś budują własne związki. Czy przeżycia z dzieciństwa to dla nich doświadczenie, czy piętno? Jakie wnioski wyciągnęły z historii rodziców? Czy powtórzą ich błędy?

Malwina: Nie mówię już "tato"

"Hej!", krzyczy męski głos. Malwina jedzie na rowerze. Nie poznaje tego głosu, nie reaguje. "Hej, Malwina!", słyszy po chwili. Zatrzymuje się. Przez okno w czerwonym punto wychyla się czterdziestolatek. "Niezła z ciebie dupa", mówi po chwili rozmowy i odjeżdża. To ojciec Malwiny. Nie widział córki od kilku lat. Malwina skończyła 16. Jest rok 2004. - Nie mówię już o nim "ojciec", "tato"... To dla mnie tylko Mirek - mówi dziś Malwina. - Jestem mu wdzięczna za to, że razem z mamą dał mi życie. Ale jeśli ktoś urodzi się z zapłodnienia in vitro, a dawca spermy pochodzi z banku nasienia, to o dawcy spermy mówi "tato"? Nie. Tato to ktoś, kto wychowuje. Mirek tego nie robi - mówi.

Reklama

Wakacje 1996. Koleżanki Malwiny wyjeżdżają z rodzicami nad morze. Malwina jedzie z mamą białym maluchem. Ciągną za sobą przyczepę pełną wiader, farb, desek. Pomoże w remoncie mieszkania w Jelczu-Laskowicach, do którego wyprowadziły się z mamą. Bo rodzice właśnie się rozwiedli. Wrocławski dom trzeba było sprzedać, by podzielić się pieniędzmi.

Malwina nie pamięta kłótni rodziców. Tylko to, że tato coraz częściej wyjeżdżał, dużo czasu spędzał za granicą. Nie dziwiła się, miał firmę transportową. Któregoś dnia mama powiedziała: "Postanowiliśmy zamieszkać z tatą osobno. Ale nie bój się, nic się nie zmieni, przecież dalej będziemy twoimi rodzicami". W remoncie mieszkania pomagają dawni koledzy mamy z dzieciństwa. "Nie chcę żadnego nowego taty", powtarza często Malwina. - Byłam zazdrosna. Mama mówiła mi, że to tylko koledzy. I tak właśnie było, ale ja nie wierzyłam - wspomina Malwina.

Tylko ty i ja

"Tato, zrobisz mi śniadanie?" - Malwina obudziła się w mieszkaniu ojca. Jest piąta rano. W pokoju unosi się intensywny zapach choinki. To weekend po Wigilii, pierwszej, na której były tylko we dwie z mamą. "Pośpij jeszcze" - prosi ojciec. Malwina nie może zasnąć. Ojciec wstaje i smaży jajka, gotuje parówki. - Nie przepadałam za tym daniem, ale parówki i jajka smakowały mi jak nigdy dotąd. Z tamtego czasu pamięta jeszcze smak orzechów nerkowca, które zawsze były w mieszkaniu ojca. I zapach pronto. - Miał bzika na punkcie czystości - mówi Malwina. Wystarczają jej weekendy u taty. - Przed rozwodem rodziców też nie miałam go non stop obok siebie - wspomina.

W mieszkaniu ojca Malwina odkrywa jeszcze jeden pokój. "Czyje to zabawki, tato?" - pyta, widząc na łóżku dwa wielkie pluszaki. - Znajomych" - słyszy. Niedługo poznaje Klaudię, partnerkę taty. I Marlenę, jej córkę pięć lat młodszą od Malwiny. We czwórkę są w mieszkaniu, we czwórkę chodzą wszędzie: do kina, restauracji, na spacery.

"Tato, chodźmy sami w sobotę do Pizzy Hut. Proszę cię - mówi Malwina przez telefon. - Dobrze córeczko" - słyszy. Cały tydzień czeka na spotkanie. "Zmiana planów. Rozmawiałem z Klaudią. Woli, żebyśmy byli wszyscy razem, z nią i Marleną" - mówi ojciec w sobotę. Odtąd Malwina już nigdy nie spędzi weekendu, dnia ani godziny tylko z nim.

Nigdy nie będzie twoim tatą!

Klaudia zachodzi w ciążę. Jest rok 1999. Malwina i Marlena siedzą na huśtawce w ogrodzie. "Jak urodzi się mój brat, będę mówić tato do twojego ojca - mówi Marlena. - To nigdy nie będzie twój tato, to jest mój tato" - mówi Malwina. Rodzi się Kacper. Malwina z każdej wizyty u ojca i jego nowej rodziny wraca rozdrażniona.

- Był złośliwy - wspomina. - Kpił z mamy i babci, mamy mojej mamy. Rok później moja mama zaszła w ciążę z mężczyzną, który okazał się największą miłością jej życia. Ojciec z dziwnym uśmiechem wypytywał, kto jest ojcem tego dziecka. Czułam się u niego coraz bardziej obca. Babcia, mama ojca, gdy pochwaliłam się jej: "Tato kupi mi adidasy na zakończenie roku szkolnego", zarzuciła mi, że jestem materialistką i spotykam się z nim dla prezentów - opowiada Malwina. "Chyba na razie nie chcę jeździć do taty - mówi wreszcie mamie. - Dobrze. Ale jeśli będziesz kiedyś chciała się z nim spotkać, to powiedz. Zadzwonimy do niego" - słyszy.

"Teraz mama tobą rządzi. Ale zadzwonisz do mnie, gdy skończysz 18 lat" - powiedział ojciec, gdy rozmawiali ostatni raz.

Pierwsza klasa gimnazjum. Dwóch chłopaków "chrzci" Malwinę. Wcierają jej w głowę bitą śmietanę i ciągną za włosy po korytarzu. Nazajutrz czeka na nich przed szkołą jej mama. - Odbyła z nimi "męską" rozmowę. Do końca szkoły nikt nigdy mnie nie zaczepił - śmieje się Malwina.

Liceum. Mama Malwiny sama otwiera biuro nieruchomości, sama naprawia kontakt, zmienia koło w samochodzie, dźwiga ciężkie kartony. Nigdy nie wygląda na nieszczęśliwą. "Ja też potrafię sama dojechać na lotnisko, nie potrzebuję bodyguarda, żeby pójść wieczorem do klubu", myśli Malwina.

Gdy nocuje u koleżanek, widzi ojców krzątających się po mieszkaniu od rana. Nie czuje zazdrości. - Chyba cieszyłam się, że gdy byłam dojrzewającą dziewczyną, po moim domu nie kręcił się mężczyzna - mówi dziś.

Mam cudowną mamę

Telefon jej ojca nie zadzwonił w osiemnaste urodziny Malwiny. - Nie mam mu nic do powiedzenia. Wiem, jest rodziną. Ale to tak, jak wiedzieć, że się ma jakąś ciocię w Karpaczu. Widywaną tylko na ślubach i pogrzebach - mówi Malwina. Z ojcem nie rozmawiała od ośmiu lat. Widzą się raz w roku, we Wszystkich Świętych. Na cmentarzu. Groby obu rodzin są naprzeciwko siebie. Malwina widzi twarz ojca, przyrodniego brata. Babcia ze strony ojca pokazuje ją palcem, coś szepcze. Nie mówią sobie "dzień dobry".

- Chyba nie potrzebuję tego rodzaju bezpieczeństwa. Mam cudowną mamę, dzięki niej przez te wszystkie lata nie brakowało mi ojca - mówi Malwina. Zresztą wokół niej byli opiekuńczy mężczyźni. Pradziadek - ostatnie lata spędził na wózku inwalidzkim. Malwina uwielbiała chodzić z nim na spacery. Dziadek do dziś, gdy wraca z podróży, czeka na nią z gorącym schabowym i buraczkami. Rafał - brat mamy. To on nauczył ją zmieniać koła w aucie. Jako nastolatka sprzątała ciężarówki w jego firmie, by zarobić na wakacje. Mateusz - kuzyn, który gdy Malwina imprezuje, czuwa, by bezpiecznie dotarła do domu. Jest jeszcze partner mamy. Ojciec kilkuletniego przyrodniego brata Malwiny.

- Gdy się pojawił, zobaczyłam mamę naprawdę szczęśliwą. Przy Mirku nigdy taka nie była - opowiada Malwina. To od niego Malwina dostała książki Murakamiego. Na pierwsze Boże Narodzenie pióro, którym po latach napisała maturę. A potem, gdy zastanawiała się, czy zdawać do szkoły dziennikarskiej czy aktorskiej, partner mamy powiedział: "Byłby z ciebie niezły korespondent wojenny".

Nie potrzebuję tchórza

Malwina od roku jest w Londynie. Doskonali język, zaczyna właśnie studia: dziennikarstwo radiowe i telewizyjne. I staż w polskiej gazecie "Cooltura". Gdy traci pewność, że emigracja to dobra decyzja, powtarza sobie: "Korespondent wojenny nie boi się tęsknoty i ryzyka". Jednak w jednej sprawie Malwina nie chce ryzykować. Wie, że zanim weźmie ślub, na pewno zamieszka z narzeczonym na długo wcześniej. - Nie chcę w przyszłości włóczyć się po sądach, kłócić o alimenty - mówi.

Niedawno się zakochała. "Uważam, że nie powinnaś za bardzo angażować się w ten związek", ostrzega mama. "Myli się", myśli Malwina. Kilka miesięcy później proponuje mu wspólne mieszkanie i powrót do Polski. On mówi "tak". A na drugi dzień dzwoni: "Nie jestem pewien swoich uczuć". Koleżanki trzymały kciuki, żeby wrócił.

- Nie chcę. Nie potrzebuję kolejnego tchórza. Już jednego spotkałam, był nim mój ojciec - mówi im Malwina. Dziś z Michałem są po prostu znajomymi.

Podwójna siła

Niedawno zadzwoniła do niej mama i zapytała: "Nie złożysz mi życzeń?". Malwina zapytała, jaka to okazja. A mama świętowała dwudziestą rocznicę ślubu. Oczywiście bez byłego męża, ale z przyjaciółmi. - Chciałabym być taka jak ona, niczego nie żałować - opowiada Malwina. - Może przez to, że nie miałam ojca, jestem odważniejsza? Patrzę na mamę i widzę, że jest w niej podwójna siła. Nigdy nie widziałam jej cierpiącej. Dała mi pewność, że kobieta jest w stanie sama sobie ze wszystkim poradzić. Nigdy nie miałam depresji ani babskich nastrojów uzależnionych od comiesięcznych wahań hormonów. Jestem twarda - mówi Malwina.

W Londynie pracuje jako niania. Mieszka z małżeństwem i dwójką dzieci. - Jest facet, który tankuje auto, i kobieta, która robi zakupy. Nie widzę w tym nic szczególnego. Mogłoby być odwrotnie - mówi. Gdy jedzie gdzieś z mamą, to ona nalewa benzynę, mama za nią płaci. Malwina i jej mama kilka razy oglądały Lejdis. - To o nas. My też tak trzymamy się razem. Ktoś powiedział, że mężczyźni są z Marsa, więc niech tam wracają - śmieje się. Bo tak naprawdę większość jej przyjaciół to mężczyźni. A gdy ma problem, zawsze dzwoni do partnera mamy.

Właśnie dostała się do Polskiego Radia Londyn. Dzieci? Malwina nie wie, czy chce. - Dawniej byłam pewna, że tak. Dziś nie wiem, bo macierzyństwo może kolidować z pracą reportera. Myślę, że urodzę dziecko, gdy będę ustawiona finansowo i zawodowo. Chciałabym kiedyś zbudować dom dla mnie, mamy i brata.

Ślub? Jeśli będzie chciała go z kimś wziąć, do ołtarza poprowadzi ją mama, nie tato. Z ojcem po tych wszystkich latach kojarzą się jej już tylko perfumy. Uwielbiała je. Do dziś, gdy poczuje Fahrenheit, myśli "O, tato!". Ale to tylko wspomnienie z dzieciństwa. Nie obchodzi jej, jak pachnie Mirek.

Anna: Poczułam ulgę, gdy się rozstali

Anna pamięta rodzinne zdjęcie z którejś Wielkanocy. Dwa lata przed rozwodem rodziców. Mama w perłach na szyi, ojciec w krawacie. Obok Anna i jej młodszy brat. Siedzą za stołem nakrytym białym obrusem. Na pierwszym planie wiklinowy koszyczek pełen kolorowych jajek i wielki zając z białej czekolady. "Udajemy rodzinę", myśli zawsze, gdy patrzy na tę fotografię. Pusty wzrok ojca i mamy utkwiony w obiektyw. Dziesięć minut wcześniej, nim podzielili się jajkiem, skończyła się awantura. Ktoś widział ojca w Wielką Sobotę, jak wsiadał do samochodu z byłą kochanką.

Anna pamięta też inne obrazki: "Nie ma soli? - ojciec rozgląda się z dezaprobatą nad talerzem rosołu. - Już przynoszę", mama zrywa się od stołu. On jest inżynierem, ona pracownikiem naukowym uniwersytetu. - Nie mogłam patrzeć, jak mama robi z siebie służącą - wspomina.

Zgoda buduje...

"Znowu spotkałem kolegę" - mówi ojciec do mamy. Właśnie wrócił z pustym kubłem, wysypywał śmieci. Anna nie wie, o co ojcu chodzi. A on wstydzi się, że koledzy widzą, że zajmuje się takimi "niemęskimi" czynnościami. "Tato pochodzi z tradycyjnego, patriarchalnego domu - tłumaczy go mama. - I tak dużo robi, przecież w swoim domu nie robił nic, jego mama wszystkim się zajmowała" - mówi Annie. - Moja mama miała ulubione przysłowie: "Zgoda buduje, niezgoda rujnuje". Tylko że dziwnie je pojmowała - jako ustępowanie na każdym kroku.

Ojciec Anny jest pedantem, mama to była hipiska. - Nocami przygotowywała się do wykładów. W dzień prowadziła dom, ale dużo samozaparcia musiały kosztować ją te białe, wykrochmalone obrusy, przy których rodzina zasiada do stołu - opowiada Anna. To jednak nie wystarcza, żeby uniknąć wiecznego zrzędzenia, ponurej miny ojca i zdrady. Ojciec kilka razy zrywa romans, potem go wznawia. Prawie dziesięć lat szarpaniny kończy się rozwodem.

Rodzice kłócą się o porcelanę Rosenthala, wyrywają widelce. - Ich rozstanie było żenujące - wspomina Anna. Koleżanka prawniczka powiedziała jej ze śmiechem: "Nie wiedziałaś? W najgorszym stylu zawsze rozwodzi się inteligencja. Tną fotele na pół, w sądzie wywlekają brudy".

Kto przebił oponę?

"Mężczyźni kochają, ale przez kilka lat. Potem kochają, ale kogoś innego" - mówi Ewa, przyjaciółka Anny, od kilku lat samotna matka. Jej mąż też zakochał się w innej. - Nie uważam tak. Moi rodzice po prostu źle się dobrali. Dlatego ojciec znalazł sobie kochankę - tłumaczy Anna. Miała wielu adoratorów, nigdy nie bała się mężczyzn. Wyszła za mąż za chłopaka z roku. Oboje lubili filmy Almodovara i frytki bez ketchupu. Pobrali się od razu po magisterce. Prawie w ogóle się nie kłócą. Małżeńskie kłótnie Anna zna tylko z życia rodziców. Zaczęły się kilka lat przed romansem ojca. Wszczynane o wszystko.

- Nie lubiliśmy z bratem zapraszać kolegów z klasy do domu, bo z pokoju rodziców i kuchni co chwilę dochodziły krzyki albo choć utyskiwania - wspomina. O to, że mama za długo rozmawia przez telefon, że znowu rozrzuciła ubrania. O to, u których dziadków spędzimy Boże Narodzenie. O to, że ojciec wieczorem za głośno nastawił telewizor, a mama przygotowuje się do wykładów. O to, że ojciec milczy, a mama ma wyzywającą fryzurę. O to, że ojciec chce jechać w góry, a mama leżeć na plaży. I o to, kto powinien wyjść z psem na spacer. I o to, przez kogo przebiła się opona w samochodzie. Czasem w domu nie słychać było kłótni. To znaczyło, że rodzice mają "ciche dni".

O 10 lat za długo

- Poczułam ulgę, gdy się rozstali - opowiada Anna. Po latach mama powie jej, że czekali z tym, aż młodszy brat zda maturę. Nie wie, że dzieci i tak były pewne, że rodzice za moment się rozejdą. - Rozwiedli się raz, a my przeżywaliśmy to, spodziewaliśmy się tego wielokrotnie - wspomina Anna. - Czekali o dziesięć lat za długo. Mama straciła najlepszy czas. Była piękną kobietą, mogła ułożyć sobie życie - mówi Anna.

Dziś ona i brat spotykają się z ojcem i jego nową żoną. Odkąd opadły emocje i mama przestała być zazdrosna. - Myśleliśmy, że to kochanka ojca, wamp skrzyżowany z "perfekcyjną panią domu". Okazało się, że to kobieta o przeciętnej urodzie, która nigdy nie ugotowała obiadu. Ojciec jest z nią naprawdę szczęśliwy. Razem co weekend włóczą się po górach - opowiada.

Anna jest mężatką od dziesięciu lat. Ma ośmioletniego syna. - Nie sądzę, żeby rozwód rodziców jakoś mnie naznaczył. Choć najdrobniejsze nieporozumienie z mężem od razu wyjaśniam. Nie chcę dopuścić do awantur i "cichych dni", jakie zaserwowali mi rodzice - mówi. Jej mąż czasem żartuje: "Chcesz o tym porozmawiać? A może pójdziemy do terapeuty?". - To takie nasze teksty rodem z amerykańskich filmów - śmieje się Anna.

- "W naszej rodzinie nie było rozwodów", "Ola jest z rozbitej rodziny?" - zanim się rozstali, rodzice tak mówili o Oli, mojej przyjaciółce ze szkolnej ławki. A Ola była córką samotnej matki. Myślę, że szczęśliwej - opowiada Anna. Wstydzi się tego, ale w głębi duszy czuje pogardę dla mamy, że tak długo utrzymywała ten fikcyjny związek z ojcem. A dla "dobra rodziny" zrobiła z siebie służącą. - Mam partnerskie małżeństwo, ale kiedyś przyłapałam się na tym, że pomyślałam, czy to, że często robię mężowi herbatę, nie jest aby jakimś upokorzeniem - śmieje się Anna.

Aleksandra: Nie wierzę w dziedziczenie rozwodu

Pierwsza zima po rozwodzie rodziców. Mróz, minus 23 stopnie. Kilkuletnia Aleksandra drugą godzinę czeka przed domem na śniegu. Wypatruje srebrnej toyoty. Ojciec miał przyjechać po nią o 17. Mama namawia, by wróciła do domu. "Dobranocka się zaczyna. On już nie przyjedzie" - woła przez okno. Aleksandra była dotąd córeczką tatusia. Jest nawet do niego podobna fizycznie. Te same brązowe oczy i włosy. Mieli swój codzienny rytuał: po obiedzie ojciec zabierał ją na spacer po lesie. Niósł ją na barana, a ona kurczowo trzymała się jego głowy.

Młodsza siostra urodziła się chora, od początku była bardzo związana z mamą. Nie rozumie, dlaczego Aleksandra wyczekuje przed domem. A ona myśli: "Nie przychodzi, bo nie zasłużyłam na spotkanie. Może przeze mnie odszedł". Mówi: "Tata się wyprowadził, bo byłam niegrzeczna, nie piłam mleka na śniadanie, za często siusiałam w majtki". Mama mówi, że to nieprawda. Ale Aleksandra nie wierzy. Boi się, że mama też może odejść. Nie wie, że ojciec był damskim bokserem, to dlatego rozpadło się małżeństwo rodziców. Rwie się do zmywania naczyń, dźwigania siatek z zakupami. Chce przypodobać się mamie. Ojciec pojawia się rzadko, ale ma gest. Na 9. urodziny daje Aleksandrze telewizor, na 10. encyklopedię, na kolejne komputer, a na 12. górski rower. Żadne dziecko w okolicy nie dostaje takich prezentów.

Wszystko przeze mnie

Potem w życiu ojca pojawia się kobieta. Zabiera córki na obiad do swojej dziewczyny, Aleksandra pomaga nakrywać do stołu. Chce, by kobieta ojca ją chwaliła. Myśli, że wtedy on będzie bardziej ją kochał. Siostra woli bawić się klockami Lego z synem dziewczyny ojca. - Kobieta taty była bardzo miła. Że udawała, zorientowałam się dopiero, gdy usłyszałam, jak mówi o nas "te..." - padły obraźliwe epitety.

Mama Aleksandry zaczyna się częściej uśmiechać, zakochuje się, wychodzi za mąż. Razem z ojczymem przychodzą po Aleksandrę do szkoły. On czyta jej bajki na dobranoc. "Jest taki spokojny, nie krzyczy jak tato", myśli Aleksandra. W życiu Aleksandry pojawia się przyrodnia siostra. Mama i ojczym całą uwagę skupiają na niemowlęciu. Aleksandra znów czuje się niepotrzebna. Zajada smutek. W wieku 15 lat waży ponad 100 kilo. Ciocia, siostra mamy, próbuje być dla niej drugą mamą. Mieszka we Włoszech. Co roku Aleksandra spędza u niej wakacje. Dzięki niej bez trudu zdaje w Warszawie na italianistykę. Studia przerywa, gdy wda się w romans z 25 lat starszym mężczyzną. To szef restauracji, w której Aleksandra zaczyna pracować na pierwszym roku. Jest w wieku jej ojca.

On tak uważnie jej słucha i zawsze ma czas na spotkanie. Aleksandra jest pewna: "Jestem dla niego ważna". Dopiero po roku Aleksandra zorientuje się, że chodzi mu tylko o seks, i że ma żonę.

Aleksandra ma 18 lat, gdy po raz ostatni raz widzi ojca. Zerwał kontakty, bo obraził się, że mama skierowała do sądu sprawę o alimenty. Płacił je regularnie i fundował córce prywatne liceum, ale gdy stała się pełnoletnia uznał, że jego rola się skończyła.

W sądzie krzyczy do córki: "Jesteś mało inteligentna, nawet studiów nie potrafisz skończyć". - Bo wzięłam dziekankę - opowiada Aleksandra. Wtedy w sądzie przypomina sobie, jak chowała się pod kołdrą, gdy rodzice krzyczeli na siebie. Pamięta ostatni spacer z ojcem po lesie. "Przegrałem w trzy dni 200 tysięcy na giełdzie. Ale co to jest? Nic! W kilka dni zarobiłem 800 tysięcy!" - przechwala się ojciec. Może chce udowodnić, że nie sprostał jako mąż i ojciec, za to świetnie radzi sobie w biznesie? Aleksandra, odkrywa, że ojciec stał się obcym człowiekiem.

Szczęśliwa rodzina

Ona spotyka kolejnych mężczyzn. Zawsze są starsi. Pamięta zdarzenie, jakich było wiele w każdym jej kolejnym związku. SMS od ukochanego: "Przyjadę o 16. Zabieram cię na wycieczkę do Sandomierza". Aleksandra robi staranny makijaż. Kwadrans po 16 zaczyna się niepokoić. Dzwoni. Słyszy, że są korki. 16.45, 17. Aleksandra czeka przed domem. Tak jak kiedyś na tatę. Tylko że teraz jest lato. Mężczyzna nie odbiera telefonu, nie odpowiada na SMS. Ona czuje: "Nie zasługuję na fajnego faceta. Nie jestem wystarczająco atrakcyjna".

"Mężczyźni manipulują tobą", słyszy od kolejnego psychologa. Leczy się z bulimii, depresji, romansów z żonatymi mężczyznami. Za terapie płaci mama. Ma poczucie winy, że nie zdołała poświęcić córce tyle czasu, ile potrzebowała tak wrażliwa dziewczyna. Aleksandra rezygnuje z kolejnego psychologa. - Wszyscy mówili mi to, o czym dobrze wiedziałam. Żaden nie powiedział mi, jak przerwać to moje błędne koło - wspomina.

Gdy ojciec Aleksandry przestaje płacić alimenty, sytuacja materialna rodziny mocno się pogarsza. Mama z mężem i najmłodszą córką wyjeżdża za granicę. Aleksandra dołącza po kilku latach. - Poczułam, że z upływem lat coraz trudniej było nam zbliżyć się do siebie.

List do ojca

Dwa lata temu na portalu randkowym poznaje Adama. To jej pierwszy mężczyzna, rówieśnik. Gdy on nie zadzwoni przez pół dnia, ona zasypuje go pretensjami: "Dlaczego nie zadzwonisz i nie zapytasz, jak się czuję, co robiłam, jak minął mi dzień?!". On się śmieje: "Jesteś jak dziecko. Przecież nie jestem twoim ojcem. Jesteś dorosłą kobietą".

Aleksandra chciałaby razem z Adamem wrócić do Polski. Marzy, że zbudują dom w rodzinnym Zalesiu. Mówi: - Chcę, żeby moje dzieci na pytanie o szczęśliwą rodzinę, powiedziały: "Taka jak moja". Nie wierzę w teorie o "dziedziczeniu" rozwodu.

Codziennie myśli o ojcu - jeśli żyje, dziś ma 57 lat. Zastanawia się, czy jest szczęśliwy? Czy może samotny? Czy pamięta córkę? Usprawiedliwia go: "Może nie umiał wytrwać w rodzinie, bo nikt go tego nie nauczył?". Niedawno Aleksandra napisała do ojca list. Nie wie, czy dotarł. Wciąż czeka na odpowiedź.

Agnieszka Sztyler

Twój Styl
Dowiedz się więcej na temat: rozstanie | dziecko | wakacje | alimenty | spacer | szkoły | telefon | siostra | córki | brat | rodzice | tato | ojciec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy