Reklama

Reklama

To tylko nerwy. A może choroba?

​- Nie mogę przyjść do ciebie, bo jestem roztrzęsiona! Sprzedawczyni w sklepie tak mnie zdenerwowała - skarżyłam się przyjaciółce. - Serce wali mi jak oszalałe.

- Co się z tobą dzieje? Nie przesadzaj. Albo idź do lekarza czy do psychiatry! - poradziła mi Elka.  Oburzyłam się i odłożyłam słuchawkę. Coś podobnego! Przecież nie jestem wariatką!

Reklama

Ale po chwili zastanowiłam się. Może jednak coś ze mną jest nie tak. Ostatnio coraz częściej dopadały mnie złe nastroje i lęki. Bałam się, że coś mi się stanie, że usnę i się nie obudzę.

Wprawdzie chodzę rano do pracy, ale kosztuje mnie to  mnóstwo nerwów i trudu. Najczęściej proszę męża, aby mnie podwiózł. Wracam razem z koleżanką, która mieszka w pobliżu i jakoś tam jest. Ale w weekendy, gdy on gdzieś wyjdzie, staram się sama nie wychodzić. A nuż na klatce schodowej ktoś się czai? 

W nocy budzę się spocona, w panice, serce mi wali jak młotem. Mam wrażenie, że  coś złego się stanie, zapalam światło i już nie śpię do rana. Właściwie nie mam powodu do takich emocji. Przecież nic nadzwyczajnego w moim życiu się nie dzieje. Praca, dom, zakupy.   

 Byłam u lekarza, zrobiłam wszystkie możliwe badania, ale on niczego nie stwierdził. Jak się uspokoić? 

Eliza, 33 l.

Dowiedz się więcej na temat: nerwy | nerwica | depresja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje