Reklama

Reklama

Wojna z sąsiadami

- O co pani chodzi?! Znów się pani czepia! W swoim domu mogę robić, co chcę! - wrzasnęła sąsiadka, gdy poszłam ją uciszać w niedzielę o północy.


    Zagotowało się we mnie. Wściekłam się, bo następnego dnia rano szłam do pracy i nie mogłam zasnąć. A sąsiedzi jak zwykle co tydzień w weekend puszczali bardzo głośno muzykę aż do 3 w nocy. Znów miałam przymusową imprezę. Niestety, oni się nie uciszyli i kolejny raz nie spałam całą noc.

   Mam okropnych sąsiadów, którzy zatruwają mi życie. Na swoje nieszczęście mieszkam tuż obok nich. Nie tylko urządzają imprezy, ale ciągle awanturują się i podrzucają pod drzwi śmieci. A ich pies załatwia się na naszą wycieraczkę i muszę to potem sprzątać. Rezultat jest taki, że śmierdzi na naszym piętrze jak w melinie.

Reklama

     Moi upiorni sąsiedzi nie zamykają też kraty do wspólnego korytarza. Nieraz zwracałam im uwagę, ale to ich tylko nakręca do nowych złośliwości. Ostatnio ich dzieci pomazały nasze drzwi farbą. Była awantura, wyzwiska, jednym słowem jakiś koszmar.

  

Mąż radzi mi, aby to zgłosić do spółdzielni albo na policję, ale ja nie chcę stawiać sprawy na ostrzu noża. Przecież będziemy tu jeszcze mieszkać wiele lat. Ręce mi opadają, zupełnie nie wiem, co robić.

                                                       Mariola (40 l.)


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje