Reklama

Reklama

Życie bez naskórka

Każdy, nawet odległy, dźwięk ma swoje specjalne znaczenie. Każdy odnosi się właśnie do niej. A otoczenie pełne jest różnych odgłosów. Trudno żyć w takim świecie. Sylwia przestaje chodzić do szkoły.

Wewnętrzna granica

Pierwszy dzień w przedszkolu. Do Marty podchodzi chłopczyk i proponuje zabawę w himalaistów - krawędź dywanu to szczyty gór. Kroki należy stawiać ostrożnie. Nóżka postawiona na parkiecie i spada się z urwiska. W otchłań istniejącą tylko w ich wyobraźni.

Po latach Marta wpada w przepaść znajdującą się w jej psychice. Ale równie niebezpieczną jak lodowe szczeliny najwyższych gór. I tu jest samotność, lęk, bezradność, a nawet śmierć. Potrzeba pomocy aby się wydostać.

Reklama

Druga klasa liceum. Któregoś dnia budzi się i nie może wstać z łóżka, iść do szkoły. Siedzi na brzegu łóżka i płacze, boi się wyjść z domu. Mama proponuje jej rozmowę ze znajomą psycholożką. Wkrótce po raz pierwszy znajdzie się w szpitalu. Ma depresję i padaczkę.

Bierze leki, po których nic nie może robić, boi się, co będzie dalej.

Po raz drugi trafia do szpitala w wieku 22 lat. Diagnoza: Borderline.

Pograniczne Zaburzenie Osobowości ("Borderline", BPD) to niestabilne emocje i niestabilne relacje z innymi ludźmi. To szczyty dobrego humoru, i przepaście beznadziei. To intensywne przeżycia i brak uczuć. To agresja i złość oraz całkowita apatia. Miłość i nienawiść. Idealizowanie osób i całkowita ich dewaluacja. Wszystkie te stany mogą zmieniać się z godziny na godzinę. Borderline to nadwrażliwość i chęć dominacji. Pragnienie bliskości i odrzucanie innych. Ale przede wszystkim to ogromne wewnętrzne cierpienie. 10 proc. osób z BPD popełnia samobójstwo, aż 75 proc. podejmuje taką próbę.

Marta jest niewysoka i pulchna, dużo się uśmiecha i żywo opowiada o sobie. Czyta Remarque`a i interesuje się fizyką kwantową. I majsterkowaniem. I potrafi sama zmienić koła w samochodzie. Lubi pokazywać, że jest dzielna, że sobie radzi. Że potrafi być samodzielna i wszechstronna. Taka jest Marta. Ale jest też druga Marta - zagubiona i bezradna. Nerwowa i bez wiary w siebie. Marta, która nigdy nie zdobędzie pracy, nigdy nie będzie kochana. Marta, która nic nie potrafi. Marta doskonała i Marta najgorsza ze wszystkich. Na pograniczu.

Emocje walczą w Marcie, ale w BPD to negatywne odczucia częściej biorą górę. Złe wspomnienia wypierają dobre.

Dzieciństwo wspomina źle. Marszczy brwi i z niechęcią mówi, że nigdy nie chciałaby wrócić do tego okresu. Nie była zaniedbywana. Były zabawki i czytanie bajek, ale uważa, że rodzice popełniali błędy wychowawcze, że nie byli przygotowani do swojej roli. Relacje z dziećmi miała złe - nie lubiły jej, albo lubiły nie tak, jakby tego chciała. Bardzo się tym przejmowała.

Była nadwrażliwa, lękliwa i bardzo nieśmiała. Nie mogła przywyknąć do przedszkola. Podczas wizyty u znajomych rodziny wysikała się za wersalkę, bo wstydziła się zapytać gdzie jest ubikacja.

Szkołę podstawową zmieniła w drugiej klasie i była to zmiana na gorsze. Każdego ranka bóle brzucha powodowane stresem. Uwagi nauczycielki, docinki dzieci - To były właściwie głupstwa, ale nie potrafiłam się zdystansować.- Teraz też nie potrafi.

Najbardziej przykry był okres dojrzewania. Do około 14 roku życia tata ciągle się nią chwalił - słodkie dziecko z dobrymi ocenami - ale pochwały się skończyły, a coraz częściej zaczęły się pojawiać uwagi krytyczne. W 90 procentach dotyczyły one wyglądu. To było wyjątkowo bolesne dla wrażliwej nastolatki, której bardzo zależało na opinii ojca.

W późniejszym czasie psycholog stwierdzi, że to konflikty z ojcem są w największej mierze przyczyną jej stanu. Zaproponuje jej przeprowadzkę do hostelu (mieszkanie chronione).

To czteropokojowe mieszkanie na poddaszu. Przestronny hall, drewniana podłoga, puszyste dywaniki. Ciepła i przyjazna atmosfera. W pokojach mieszkają po dwie osoby, wyposażenie jest skromne: łóżka, szafa, biurka i szafki nad łóżkami. Ale tam mieszkańcy spędzają mało czasu, najwięcej przesiadują w ogromnej kuchni. Pośrodku duży stół, nad nim połaciowe okno. Tu razem gotują, rozmawiają i wypalają ogromne ilości papierosów. Należy wracać o 22, podobnie jest z przyjmowaniem gości, są wachty sprzątające. Domownicy to osoby dotknięte chorobami psychicznymi oraz opiekunka - psycholog.

Marta chętnie przystała na pobyt w mieszkaniu chronionym i uważa, że dwa miesiące jakie tam spędziła przyniosły znaczną poprawę. Podobnie czas spędzony na oddziale dziennym. Ale według niej oddziały, grupy wsparcia, izolowane środowiska ludzi związanych chorobą to nie jest prawdziwy świat. Tam jest tylko głaskanie po główce, rozmawia się o problemach, wszyscy są mili i wyrozumiali. Na zewnątrz już tak nie jest. A Marta chce sobie radzić w prawdziwym świecie, wśród różnych ludzi. Nie chce zasłaniać się chorobą, nie chce życia w cieplarnianych warunkach i w środowisku osób z problemami psychicznymi.

Spotykała się kiedyś z chłopakiem z grupy wsparcia. Potrafił ją pod wieloma względami dobrze zrozumieć, ale kiedy opierał się terapii czuła, że to spycha w dół także i ją. Sama walczy ze swoimi emocjami. Często przegrywa. Ma świadomość, że jej wybuchy są przykre dla otoczenia, stara się przepraszać, ale w chwili przypływu złości przeważnie nie jest w stanie się kontrolować. Z błahych powodów wytacza najcięższą artylerię i uderza w najczulsze punkty. - Utop mnie i zrób sobie nowe dziecko - krzyczy do ojca. Wie dobrze, że rodzice nie mogli mieć więcej dzieci. Wie, że to czuły punkt i chce żeby zabolało. Kiedy się otrząśnie, zda sobie sprawę, że na wystrzał z wiatrówki (tacie nie spodobała się nowa fryzura) odpowiedziała armatą. Będzie jej przykro, ale nie będzie mogła powiedzieć "to się już nie powtórzy".

Osoby z BDP są bardzo trudne w relacjach z innymi. Marta chciałaby mieć udany związek, ale obawia się, że choroba może wszystko popsuć. To nie są bezpodstawne lęki. 70 proc. bliskich dla BDP osób po pewnym czasie również potrzebuje wsparcia psychologa. Nawet psychoterapeuci limitują liczbę "Borderlinów", którymi się zajmują.

Pierwsza myśl kiedy dowiedziała się o BDP: - żaden facet nie będzie chciał być ze mną na poważnie.

Teraz ma chłopaka. Jest spokojny i wyrozumiały. A ona jest dla niego najlepszą partnerką. Nie znalazłby lepszej, jest tego pewna. Nie jest zazdrosna, nie musi być. To nawet nie jest kwestia zaufania, ona po prostu zna swoją wartość. To mówi radosna i szczęśliwa Marta, a następnego dnia Marta smutna i zalękniona jest pewna, że chłopak ją porzuci, że nie wystarczy mu cierpliwości, że ona jest beznadziejna i że zawsze taka będzie.

Nie powiedziała mu o padaczce. Nie chce żeby był nadopiekuńczy, nie chce słyszeć: - jesteś taka chora uważaj na siebie. Ale tak naprawdę jej obawy są poważniejsze, bo smutna Marta przyznaje: - W pewnym wieku każdy myśli o założeniu rodziny, czy przeciętny facet, bez wykształcenia medycznego i bez przypadków w rodzinie wie coś o padaczce? Wątpię.

O padaczce najbardziej obawia się mówić. Uważa, że ludzie gorzej reagują na tą chorobę niż na zaburzenia osobowości. Nie rozumieją jej, boją się.

Starannie rozważa komu może powiedzieć o swoich problemach. Grupie wsparcia, najbliższym znajomym. Nigdy na uczelni. Kierunek studiów zmieniała już kilkakrotnie. Dużo czyta, jest ciekawa świata, chętnie się uczy, wprost chłonie wiedzę, a jednak sobie nie radzi. Czuje, że to dla niej za duże obciążenie, ale uważa, że nie należy jej się specjalne traktowanie. Żadnych ulg ze względu na chorobę. A jest jej o wiele trudniej. Nie jest odporna na stres. Nie radzi sobie z niepowodzeniami. Przejmuje się każdym drobiazgiem. Wszystko ją dotyka, boli, przytłacza. - To tak, jakby żyć bez naskórka - mówi.

Studia to terapia

Każdy, nawet odległy, dźwięk ma swoje specjalne znaczenie. Każdy odnosi się właśnie do niej. A otoczenie pełne jest różnych odgłosów. Trudno żyć w takim świecie. Sylwia przestaje chodzić do szkoły. Rodzice traktują jej zachowanie jako młodzieńczy bunt. Chłopak zrażony zmieniającym się zachowaniem zrywa znajomość. Sylwia załamuje się całkowicie.

Lekarz rodzinny kieruje ją do psychologa, ten zaś do psychiatry. Wkrótce trafia do szpitala, ale długo nikt nie mówi co jej jest. - Czy to schizofrenia? - pyta w końcu. -Tak, zgadła pani.

Od tego czasu minęły 3 lata. Sylwia ma 24 lata, cały czas bierze leki i nie ma nawrotów choroby. Od pół roku mieszka w hostelu. To ma pomóc jej w nawiązaniu więzi społecznych, nauczyć z radzenia z problemami życia codziennego, nie pozwolić na bierność. Wcześniej spędziła tam miesiąc, ale uważała, że to źle przebywać wśród samych chorych. Teraz jest zadowolona. Weekendy spędza u rodziców.

Jest bardzo zamknięta w sobie. Mówi mało, niechętnie, bezbarwnie. Nie okazuje żadnych emocji. Jej twarz nie wyraża zainteresowania ani zniechęcenia. Nie wyraża nic.

Była dzieckiem spokojnym i utalentowanym. Czas wypełniały jej lekcje gry na instrumencie i zajęcia plastyczne. W niedzielę zawsze odwiedzała z rodzicami wystawy i muzea. Dobrze rozumiała się z rodziną, była pogodna, miała dużo koleżanek.

Choroba zmieniła ją. Stała się apatyczna. Trudno jej nawiązać, kontakty z ludźmi. Spodziewała się, że na uczelni pozna wiele osób, ale tak się nie stało, z nikim się nie zaprzyjaźniła. Nikomu też nie powiedziała o swojej chorobie. Jej znajomi to ludzie z hostelu i grupy wsparcia. Blisko nie jest jednak z nikim.

Studiuje na uczelni artystycznej. Jej życie zawsze wypełnione było sztuką. Wie, że wielu słynnych malarzy cierpiało na tą samą chorobę. Ma talent i wrażliwość w odbiorze świata. Studia są dla niej rodzajem terapii, sztuka nicią przewodnią. Zajęcia zmuszają do codziennej aktywności, do wysiłku, dają cel. To coś czego może się uchwycić. Liczy też na to, że znajdzie przyjaciół, może pozna kogoś bliskiego.

Marzy o założeniu rodziny. Mówi, że chciałaby pracować w barze kawowym, albo sklepie. Zamyśla się i dodaje: - Albo zostać malarką.

Nauka rozwiąże wszystko

Szybkie spojrzenie w lustro i ucieczka. Nie da się zaprzeczyć! Więcej nie chce się widzieć. Ale za chwile wraca. Powoli. Musi sprawdzić jeszcze raz. Przyjrzeć się uważnie. Powoli. Na spokojnie. Widzi się znowu. Nic się nie zmieniło. Ma okropnie zdeformowaną głowę. Jest potworem, mutantem. Sprawdza cały dzień. Nie może myśleć o niczym innym.

Kiedy idzie ulicą wszyscy na niego patrzą, wszyscy TO widzą. Nie pomagają czapki, kaptury. Dziewczyna go okłamuje. Mówi, że to nie prawda, że wygląda dobrze, jest przystojny. Ona go oszukuje, a wszyscy się z niego śmieją.

Są razem na koncercie. Wokół szydercze spojrzenia. Wszyscy patrzą. Złośliwe uśmieszki. Darek nie wytrzymuje, rzuca się na ludzi z pięściami. Jest agresywny, bije na oślep.

Po tym ataku dziewczyna stawia sprawę jasno - musi się zgłosić do psychiatry, inaczej ona odejdzie.

Szpital. Darek ma 21 lat i zespół paranoidalny.

Jasne włosy i regularne rysy. Mówi bardzo szybko, pali bardzo dużo. Minęły dwa lata odkąd fałszywe przeświadczenie i jedna natrętnie powracająca myśl, całkowicie zdezorganizowały go w ciągu zaledwie miesiąca. Bierze leki i tamto nie wraca. Czuje się dobrze. Miewa ataki padaczki.

Ogląda dużo filmów. Lubi horrory i gry komputerowe. Słucha metalu. Uczy się bardzo dużo. Ma na to czas. Nie imprezuje jak jego koledzy. Ze względu na leki nie może pić alkoholu, wcześnie robi się senny. Ma duże ambicje, marzy o wysokich stanowiskach. Robi studia inżynierskie i zarządzanie.

Wierzy w naukę. Nie tylko w to, że warto studiować. Wierzy, że nauka rozwiąże wszystkie problemy ludzkości. Ze osiągnie pełnię w której będzie zdolna odpowiedzieć na wszystkie pytania, rozwiązać każdy problem. Znajdą się lekarstwa na wszelkie choroby, konflikty zostaną rozwiązane. A co najważniejsze ludzie zrozumieją, że powinni postępować dla dobra ludzkości. Bo rozwinie się nie tylko nauka - ludzkość wejdzie na wyższy poziom moralny.

Nikt nie będzie się kierował osobistymi pobudkami, ale rozumem i dobrem ogólnym. Kobiety będą rodziły dzieci w zależności od zapotrzebowania demograficznego, a nie kierując się uczuciami. Oczywiście nie pod przymusem, same będą rozumiały, co jest dobre dla ogółu. Darek wierzy, że ludzkość uzgodni kiedyś jedną, uniwersalną odpowiedź na pytanie, co jest dla niej dobre i wszystkie jednostki ochoczo jej przytakną. Będzie to odpowiedź NAUKOWA. Uczucia, emocje to według Darka coś, co należy tłumić. Wyrwane spod kontroli mogą okazać się groźne. Wiąże je z chorobą. Jest przyjacielski, otwarty i pomaga innym. Stara się racjonalizować wszystkie swoje działania.

Po pobycie w szpitalu nie wstydził się przynosić zaświadczeń od psychiatry wykładowcom. Nie obawiał się, że ktoś może ich nie uznać czy zlekceważyć. Na uczelni jest przecież pełnomocnik do spraw studentów niepełnosprawnych, nie zawahałby się mu poskarżyć.

Teraz już nie używa zaświadczeń. Nie chce obnosić się z chorobą, nie chce innego traktowania. Kiedyś na zajęciach miał atak epileptyczny. Prowadzący już nigdy go nie zapytał. - To nie był stres - uśmiecha się Darek - to był przypadek.

Bardzo poważnie podchodzi do terapii. Podkreśla, że nie wolno odstawiać leków. Należy się stosować do zaleceń lekarzy. Ufa swojemu psychiatrze. A trzeba pamiętać, że takie zachowanie nie jest regułą. Dla osoby mającej urojenia, czy omamy są one prawdziwą rzeczywistością. Niełatwo jest przyjąć, że sposób w jaki postrzega się świat jest fałszywy. Trudno poddawać się terapii nie uważając się za chorego. Osoby z zespołem paranoidalnym, czy z BPD często czują się prześladowane przez otoczenie. Próba pomocy może być wówczas odebrana jako atak. Jednak urojenia nie są jedynie fałszywym postrzeganiem rzeczywistości, można by je wtedy uznać za alternatywne widzenie świata lub nawet przypisać każdemu. Problem polega na tym, że u chorych powodują ogromne cierpienie wewnętrzne i wyłączenie z życia społecznego.

Marta, Sylwia i Darek znają się z grupy wsparcia. Prowadzą normalne życie. Mają zainteresowania, studiują. Nie czują się chorzy. Nie czują się też zdrowi. Choroba ich naznaczyła. Choroba im towarzyszy. Chociaż się nie objawia.

Inni

Dużo zależy od poziomu zrozumienia u wykładowców - mówi psychiatra Wojciech Datka - na niektórych kierunkach obciążenie stresem jest duże, na innych nieznaczne. Czynników jest wiele. Prowadzącym zajęcia można okazywać zaświadczenia lekarskie, można zwrócić się do pełnomocnika do spraw studentów niepełnosprawnych. Trudniej zyskać akceptację kolegów. Osoby leczące się psychiatrycznie boją się reakcji otoczenia.

Krzysiek, 24 lata, studiuje turystykę: - nie wnikałbym w to dlaczego, a raczej skupiłbym się, aby czegoś nie odwalił dziwnego. Byłbym ostrożny z taką osobą. Uśmiecha się powątpiewająco i mówi: - ale mam wrażenie, że chorego psychicznie nie mogliby przyjąć na wyższą uczelnię. Musi być zdrowy fizycznie i psychicznie. Fizycznie też? Tak, do dokumentów załącza się zaświadczenie lekarskie. Czy on sam był badany? Nie. A czy osoba na wózku inwalidzkim może studiować? Zastanawia się, nie wie. Gdyby jego dziewczyna miała padaczkę? Pogodziłby się z tym.

Wojtek, 25 lat, prawo: - Choroba psychiczna? To mogłaby być interesująca osoba. Starałbym się zgłębić problem. - A gdyby twoja dziewczyna miała padaczkę? - Olewam. Tak, przy schizofrenii też. To samo tyczy się nieślubnych dzieci i alergii na psy.

Dominik, 25 lat, architektura: współczuł bym mu, normalnie bym rozmawiał, może bym powiedział: "nie ma tego złego... nie ma to jak upgrade do wyobraźni, przyda się w późniejszej pracy". Dziewczyna? Chcę się dowiedzieć jak najwięcej o tej chorobie, jak mogę się przygotować na ewentualny atak. Jeśli strasznie się zakochałem, to ... muszę nauczyć się z tym żyć.

Marta: w żaden sposób nie przyczyniłam się do mojej choroby. To mnie po prostu spotkało. Nie jest to moja wina, nie powinnam się wstydzić. A jednak muszę bardzo uważać komu i kiedy mogę o tym powiedzieć.

Izabela Grelowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy