Reklama

Reklama

Bikini body - żelazna tyrania na plaży

Każdego roku przychodzi moment, w którym otwiera się sezon bikini, a magazyny kobiece pytają nas o nasze "bikini body", zapewniając, że mamy jeszcze trochę czasu, aby nad nim popracować.

Okazuje się jednak, że ten termin nie jest jedynie znakiem naszych czasów, owładniętych obsesją pięknego ciała. Jak donosi "The Cut" fraza ta po raz pierwszy została wykorzystana w 1961 roku, kiedy to została użyta w reklamie Slenderella International. Reklamy pojawiające się w "Washington Post" i "New York Times" miały zachęcić do odchudzania i kupowania programów odchudzających. Zatem termin "bikini body" był niczym innym jak chwytem marketingowym, który do dziś ma się świetnie. Może przez te lata kanony ciała idealnego nieco się zmieniały, ale chęć dążenia do niego nie.

Reklama

Jak wskazuje portal "Her Campus", opierając się na danych z Google Trends, użycie terminu "bikini body" stale rośnie, a koncentracja na utracie wagi i osiągnięciu doskonałego ciała znacznie się zwiększyła. Przywoływanie tego hasła utrwala jedynie przekonanie, że nie każde ciało można ubrać w skąpe bikini.

Na kanwie reklamy Slenderella International, inne firmy szybko zaczęły mówić o "bikini body". Jeden z salonów ogłaszający się w "Chicago Tribune" zapewniał kobiety, że mogą osiągnąć wymarzony efekt bikini za pomocą rytuału owijania ciała, zapewne w folię, co miało nieco wysmuklić sylwetkę. Pojawiły się również magiczne ściereczki, które wraz ze zbędnymi kilogramami wymazywały wspomnienia o nich i specjalne maszyny wyszczuplające i ujędrniające.

"Uderza mnie ta moda na określenie, które było modne od czasu do czasu, potem wypadło z obiegu, aby znowu się pojawić" - wskazuje na łamach "The Cut" lingwista Orin Hargraves z University of Colorado. Jak wynika z jego analizy danych z Corpus of Historical American English, "bikini body" cieszyło się popularnością w roku 1962, 1990 i 1994. Od roku 2000 notuje się stały wzrost jego użycia, mimo że wiele portali jak np. "Huffington Post" poddało krytyce istnienie tego terminu.

To, co pierwotnie było jedynie sloganem reklamowym przetrwało, stając się częścią nie tylko naszego słownictwa i kultury, ale również stylu życia. Jak wskazało "Jezabel", to hasło to przypomnienie, że nigdy nie uwolnimy się od "żelaznej tyranii plażowego ciała". Faktycznie wraz ze zbliżającym się sezonem bikini o tym, jak będziemy się prezentować na plaży, o ile w ogóle się na to odważymy, myślimy na kilka miesięcy wstecz. Jak widać minione lata niewiele zmieniły - bikini body to wciąż widmo ciała idealnego albo wyidealizowanego. (PAP Life)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje