Reklama

Reklama

"Nie trać czasu, zacznij kochać" - fragment książki ks. Jana Kaczkowskiego

Ks. Jan Kaczkowski uczył czułości, bliskości i miłości do drugiego człowieka. Jego słowa zawsze trafiały prosto w najdelikatniejsze struny duszy i nierzadko poruszały najgłębiej ukryte lęki i pragnienia. Zdecydowanie za wcześnie zabrakło nam jego mądrego głosu.

W nigdy wcześniej nie publikowanych tekstach wręcz każe nam wyjść ze strefy własnego komfortu. Porzucić wieczne czekanie na to, aż spotka nas coś dobrego, i wziąć życie we własne ręce. Piłka jest po naszej stronie - czy odpowiemy na jego propozycję? Przeczytaj fragment książki ks. Jana Kaczkowskiego "Zamiast czekać, zacznij żyć!"

***

Mam kolejny problem: jak przekonać młode pokolenie chłopaków albo młodych mężczyzn, że warto być księdzem? Jak pociągnąć ich do takiego konkretnego i bezinteresownego daru z siebie? Jak pokazać im, że są w życiu rzeczy ważniejsze niż zwykłość, niż codzienność? 

Reklama

Nie chodzi mi o to, żeby teraz przekonywać państwa, że ksiądz jest z jakiegoś powodu niezwykły, że należy mu się jakaś niezwykła cześć albo że jest nadczłowiekiem. Mówię "zwykłość", bo kapłan na co dzień obcuje z niezwykłością, z Bogiem samym, który w czasie tego właśnie przeistoczenia, na które tak mocno zwracam uwagę, staje się obecny wśród nas w postaci Chleba i Wina. 

*

Wszyscy mamy łaskę stanu, czyli specjalne dary, które są związane z naszym powołaniem. Proszę też pamiętać, że obowiązki stanu wyprzedzają nawet obowiązki religijne. To znaczy, że jeżeli jesteśmy mocno zaangażowani w Kościół, przez co zaniedbujemy rodzinę, to popełniamy grzech. 

Jeśli robimy najświętsze rzeczy, ale zaniedbujemy to, do czego jesteśmy powołani, grzeszymy. Gdybym leżał w mojej kaplicy krzyżem, udawał mnicha, a w tym czasie moi chorzy umieraliby bez posługi sakramentalnej, to guzik warta byłaby ta moja modlitwa. To byłby po prostu grzech. 

*

Ciągle myślę, jak Was zachęcić, jak Wam powiedzieć, że przychodzę z Chrystusem w Wasze eucharystyczne życie, co może być dla Was fascynującym doświadczeniem. Jak przekonać Was, żebyśmy się tak kurczowo tego ziemskiego, biologicznego życia nie trzymali, że są rzeczy o wiele ważniejsze? 

Cieszę się życiem i jestem strasznie głodny życia, zwłaszcza teraz, kiedy ono jest przede mną bardzo krótkie. Nie odmawiam sobie przyjemności. Głęboko wierzę w to, że musimy żyć pełnią życia, ale nie możemy gubić przy tym gdzieś tej perspektywy wieczności. Jak sobie wyobrażam wieczność? Jako coś niezwykle dynamicznego, jeszcze o tym powiem więcej. 

*

Na koniec chciałem dać takie świadectwo. Jak już powiedziałem, nie jestem jakoś specjalnie przywiązany do forsy i na kapłaństwie się nie dorobiłem. Ani w sensie finansowym, ani tym bardziej w sensie kościelnych godności. Jestem właściwie na takim kościelnym aucie i nie jestem zresztą na nim sam. Jestem, można powiedzieć, outsiderem, ale dobrze mi z tym - czuję się dzięki temu dramatycznie wolny w Kościele. 

Ktoś powie, że Kościół jest taką zamkniętą, hierarchiczną wspólnotą, która dusi. Uważam, że o swoją niezależność myślenia w Kościele, także hierarchicznym, który w jakimś sensie kocham, trzeba walczyć. Mocno wierzę, że mimo całej duszności hierarchii, w tym mojej, bo ja także jestem jej częścią, choć może zaledwie jej najmniejszym kamyczkiem na samym dnie. Duch Święty, mimo że my, jako księża i biskupi, robimy wszystko, aby niemiał prawa się między nami przecisnąć, przeciska się mimo wszystko i nie pozwala, byśmy Kościół układali pod siebie, uświęca go. Mocno w to wierzę i nie straciłem tej wiary. 

*

Chciałem państwu powiedzieć jeszcze o takim moim osobistym ślubie, który złożyłem Panu Bogu. Postanowiłem, że ofiaruję mu cały swój czas, także ten prywatny. Dla mnie wyzbycie się forsy nie byłoby jakimś mega problemem, ale wyzbycie się przyjemności, wyzbycie się takiego uprawnionego, sprawiedliwie należnego czasu dla siebie, już taki problem by stwarzało. 

Dlatego jak byłem jeszcze wikariuszem, postanowiłem sobie, że nikomu nie odmówię. Nie będę "od do". Postanowiłem, że nikomu nie odmówię posługi, rady, rozmowy, że nawet jeśli będę się podpierał nosem, postaram się nie okazywać zmęczenia. Postanowiłem, że będę służył nawet wtedy, gdy będę miał wszystkiego dosyć - to będzie moja ofiara. Chociaż miałbym sprawiedliwe prawo do odpoczynku, dam z siebie wszystko. I tak chcę do końca. 

*

Do końca chcę żyć na pełnej petardzie, a Was bardzo proszę, żebyście dzisiaj przyjęli Komunię Świętą za swoich najbliższych, tak, jakbyście się chcieli do nich przytulić, tak, jakbyście chcieli im powiedzieć w tej Komunii Świętej, jak są dla Was ważni. 

Niech ta dzisiaj doświadczona Komunia Święta, to  dotknięcie prawdziwego Chrystusa, na tyle Was zmieni, żebyście czuli ogromną tęsknotę do coniedzielnej albo codziennej nawet Mszy Świętej. Żebyście Wy, który może jesteście powołani do kapłaństwa lub życia zakonnego, powiedzieli: "Tak, jest we mnie takie pragnienie i za tym pragnieniem pójdę, co daj Panie Boże. Amen".

materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy