Reklama

Reklama

Co z tymi wizjami?

Jasnowidz Krzysztof Jackowski pytany o losy Polski, świata, lokalizację zwłok czy ustalanie czyjegoś miejsca pobytu, sądzi, że może udzielać odpowiedzi dzięki swoim zdolnościom. Czy jednak można w ogóle ufać tego rodzaju wizjom? Ci o nieco bardziej sceptycznym nastawieniu, jak przedstawiciele policji czy badacze-demaskatorzy, są przekonani, że nie. Dlaczego?

Jasnowidzenie przyszłości, zwane też prekognicją, definiuje się jako zdolność postrzegania wydarzeń, które jeszcze nie nastąpiły. Słowem, bardzo przydatna umiejętność! Cóż, żaden eksperyment naukowy do tej pory nie udowodnił, że takie zjawisko jak pozazmysłowe widzenie przyszłości w ogóle istnieje. Czy tym prognozom można ufać? 

Badacze Richard Wiseman i Donald West w opracowaniu "An experimental test of psychic detection" opisali swoje badania nad zjawiskiem jasnowidzenia. Do udziału w eksperymencie zaprosili dwie grupy - jasnowidzów mających na koncie współpracę  z policją i grupę porównawczą - studentów. Wszystkim uczestnikom wręczono trzy przedmioty powiązane z trzema przestępstwami. Wynik? Studenci mieli taką samą "skuteczność" jak jasnowidze.

Reklama

Identyczne wnioski wypływają z polskich analiz. Biuro Koordynacji Służby Kryminalnej przeanalizowało kilkaset przypadków, w których policjanci sprawdzali informacje pochodzące od jasnowidzów. Wówczas stało się jasne, że skuteczność jasnowidzów wynosi tyle, co błąd statystyczny.

Wiadomo, że są osoby, które chwycą się każdej nadziei, byle tylko ustalić miejsce pobytu zaginionego bliskiego, czy rozwiązać inną nurtującą sprawę. Problem w tym, że deklarujący posiadanie nadnaturalnych zdolności sprzedają zrozpaczonym ludziom nadzieję - i to bez żadnej odpowiedzialności. Wysłuchują opowieści swoich klientów, posługują się logiką, rzucają ogólnymi stwierdzeniami, a gdy wizje się nie sprawdzą, orzekną, że nie da się przewidzieć czegoś na pewno.

Bez kart

Krzysztof Jackowski w rozmowie z Interią swego czasu zaznaczył, że nie należy porównywać go do osób zajmujących się wróżeniem. On sam nie wykorzystuje kart tarota, a chcąc doświadczyć wizji na temat osoby zmarłej lub poszukiwanej potrzebuje przedmiotu należącego do niej. Stwierdził, że taka rzecz, but, laptop, obojętnie, powiązana jest ze świadomością właściciela.

Zdaniem jasnowidza wizje nie występują na zawołanie, a są jak żywioł. Zapytany, czy próbował obstawiać kiedykolwiek numery totolotka, odparł, że nie. Doprecyzował, że wizje to telepatia pamięci drugiej osoby, a nie zawartości bębna maszyny losującej.

Jasnowidz nie pomógł śledztwu

Najsłynniejsza sprawa zaginięcia dzieci, rodzeństwa Jane, Arnny i Granta Beaumontów, która wstrząsnęła Australią, od ponad 50 lat pozostaje nierozwiązana, mimo zaangażowania słynnego holenderskiego jasnowidza, Gerarda Croiseta. Jedynym rezultatem jego wizji było zburzenie pewnego nowo powstałego magazynu - zdaniem mężczyzny właśnie tam znajdowały się zalane betonem zwłoki trojga zaginionych maluchów. 

Właścicielom nieruchomości nie uśmiechała się jej rozbiórka, ale cóż było robić, musieli ugiąć się pod gigantyczną presją społeczną. Niczego tam jednak nie znaleziono. Po latach, podczas kolejnych prac budowlanych, niejako przy okazji po raz drugi przeszukano posesję, nawet jeszcze dokładniej niż poprzednio. Rezultat? Ten sam.

Wielu jasnowidzów z całego świata szczyciło się i nadal szczyci współpracą z policją. Gdyby jednak przyjrzeć się tej kooperacji uważnie i przeanalizować trafność wskazań, można się srogo rozczarować. Wyniki eksperymentów prowadzonych przez departament policji w Los Angeles dały jednoznaczną odpowiedź - korzystanie z usług jasnowidzów podczas rozwiązywania spraw kryminalnych jest bezcelowe, ich wizje nie mają potwierdzenia w rzeczywistości i naprowadzają na mylne tropy, ewentualnie zawierają tak ogólne stwierdzenia, że mógłby je sformułować każdy, kto potrafi w najbardziej elementarny sposób kojarzyć fakty, albo je... tworzyć.

Kościół katolicki ma jasne stanowisko i wszelkie formy wróżbiarstwa odrzuca w całości. Czy jednak wszyscy wróżbici i jasnowidze są cynicznymi oszustami żerującymi na ludzkich dramatach, mówiący to, czego się od nich oczekuje? Oczywiście, że nie. Niektórzy szczerze wierzą w swoje wizje i sądzą, że w ten sposób realizują powołanie.

Milion czekał

Randall James Hamilton Zwinge, bardziej znany jako James Randi, amerykański iluzjonista i badacz słynący z obalania twierdzeń dotyczących istnienia zjawisk paranormalnych, swego czasu ufundował nagrodę - okrągły milion dolarów dla każdego, kto podda się badaniom w warunkach eksperymentalnych i udowodni, że rzeczywiście posiada nadnaturalne zdolności. Jak można się domyślić, kwota nigdy nie zasiliła niczyjego portfela - wszyscy pretendenci odpadali w przedbiegach, bardzo szybko demaskowani.

Oczywiście byli i tacy, którzy zapewniali, że ich talenty nie mogą objawić się w warunkach laboratoryjnych, na komendę. Podobnie uważa Krzysztof Jackowski, który zapytany przez Agnieszkę Waś-Turecką z Interii, czy zamierza odwiedzić Randiego, stwierdził, że to Randi mógłby przyjechać do niego, obejrzeć jego dokumenty.

Inspektor dr Mariusz Sokołowski, były rzecznik Komendanta Głównego Policji, wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego, w rozmowie z Agnieszką Waś-Turecką potwierdził, że nie zna żadnego przypadku, w którym jasnowidz pomógłby policji. Przeciwnie - wspomniał o wielu sytuacjach, kiedy to wskazówki jasnowidzów miały się nijak do rzeczywistości.

Funkcjonariusz zapytany, skąd zatem "dokumenty", pisma z podziękowaniami od policji mówi wprost, że policja często je przesyła różnym osobom dziękując za zaangażowanie czy podjęcie współpracy, a osoby wystawiające tego rodzaju notki nie do końca zdają sobie sprawę, jak te będą później wykorzystywane.

Jak jest z trafnością wizji Jackowskiego? On sam ocenia ją wysoko, ale Marek Jeleniewski, były rzecznik policji, który miał okazje przez 11 lat przyglądać się efektom pracy jasnowidza stwierdził, że trafność wynosiła zero.

Zobacz również:

***

#POMAGAMINTERIA

Hubert ma roczek. Pierwsze sześć tygodni życia spędził w szpitalu, walcząc o każdy dzień. Urodził się z ciężkimi wadami - między innymi z brakiem kości w rękach. Pojawiła się jednak nadzieja na operację, która umożliwi mu normalny rozwój. Wystarczą dwa kompleksowe zabiegi, dzięki którym jego dłonie i przedramię ukształtują się w sposób prawidłowy, a ręce będą mogły prawidłowo rosnąć z zachowaniem pełnej funkcjonalności kończyn. Pomóż Hubercikowi przybić piątkę w przyszłości! Sprawdź szczegóły >>>

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy