Reklama

Reklama

Genie Wiley. Historia słynnego "dzikiego dziecka"

Zapewne wiele osób słyszało o Blanche Monnier, która przez 25 lat była przetrzymywana w małym pokoju przez swoją matkę. Chociaż historia wydaje się nieprawdopodobna, to nie jest to odosobniony przypadek. Podobny los spotkał Genie Wiley, która do 13. roku życia nie miała kontaktu z otoczeniem.

Koszmar zgotowany przez ojca

Genie to tylko pseudonim. Został on nadany dziewczynce przez opiekujących się nią lekarzy. Wszystko po to, by ukryć tożsamość dziecka. Genie przyszła na świat 18 kwietnia 1957 roku w Arcadii w Kalifornii. Do 13. roku życia była więziona przez ojca w pokoju. Jej gehenna zakończyła się 4 listopada 1970 roku.

Koszmar Genie rozpoczął się, gdy skończyła 20 miesięcy. To właśnie wtedy ojciec uwięził ją w ciemnym pokoju, w którym przez lata była izolowana od otoczenia. Na tym jednak nie skończyły się jej tortury. 

Ojciec za dnia przywiązywał ją do przypominającej krzesło toalety dla dzieci. Dziewczynka mogła poruszać jedynie dłońmi i stopami. Noc natomiast spędzała w łóżeczku zabezpieczonym metalową siatką, a jej ruchy krępował kaftan bezpieczeństwa. 

Prawidłowy rozwój dziecka nie był jednak zaburzony tylko całodniową izolacją. Ojciec Genie nie wypowiadał żadnych słów w obecności dziewczynki. Chociaż ciężko w to uwierzyć, jedynie warczał i szczekał. Każda próba wydania jakiegokolwiek dźwięku przez Genie wiązała się z karą cielesną. 

Reklama

Pojawia się zatem pytanie, gdzie była matka i dlaczego nie zareagowała, gdy jej dziecku działa się krzywda. Niektóre źródła mówią, że to słaby wzrok był przeszkodą w sprawowaniu opieki nad Genie. Ojciec więc dosłownie przejął kontrolę nad córką, a pomagał mu w tym starszy syn. 

Sprawa ujrzała światło dzienne dzięki pracownikowi socjalnemu. Oboje rodzice usłyszeli zarzut znęcania się nad dzieckiem. Ojciec Genie w dzień przed rozprawą sądową popełnił samobójstwo. Pozostawił po sobie jedynie krótką notatkę: "świat nigdy tego nie zrozumie".

Pod okiem specjalistów

Historia Genie wstrząsnęła nie tylko opinią publiczną, ale także środowiskiem naukowym. Dziewczynka rozpoczęła rehabilitację i terapię. Badania naukowe nad przypadkiem Genie zostały sfinansowane przez Narodowy Instytut Zdrowia Psychicznego (NIMH). 

Genie ważyła zaledwie 26 kilogramów, poruszała się króliczym chodem i nie potrafiła mówić ani żuć. Miała problem z wyprostowaniem sylwetki i kończyn. Dziewczynka nie trzymała moczu i często pluła. Reagowała jedynie na własne imię i słowo "przepraszam". 

Po pobycie w szpitalu trafiła pod opiekę nauczycielki Jean Butler. Chociaż miała tam być przez pewien czas, to opiekunka próbowała ograniczyć jej kontakt z terapeutami. Stała się zaborcza i nawet wystąpiła o przyznanie praw do pełnej opieki. Spotkała się jednak z odmową. 

Później na cztery lata trafiła do terapeuty Davida Riglera. Jego żona stała się nową nauczycielką. Genie zaczęła się nie tylko uśmiechać, ale także porozumiewać za pomocą języka migowego. Pomimo postępów dziewczynki w 1974 roku Instytut przestał finansować terapię. Argumentem miał być brak naukowych danych. 

Rok później Genie trafiła pod opiekę matki, a później do kolejnych sześciu rodzin zastępczych. Nie zaznała tam jednak spokoju i miłości. Kolejne akty znęcania się i dręczenia doprowadziły do cofnięcia się w rozwoju. Dziś Genie jest dorosłą kobietą, jednak nie wiadomo, gdzie dokładnie przebywa i w jakim jest stanie.       

Czytaj więcej:

Martin Couney i wystawy wcześniaków. Kontrowersyjna historia powstania inkubatorów

Szkielet z gwoździem w stopie - pierwszy dowód ukrzyżowania w Europie

Łajka w kosmosie. Wielka propaganda wokół niewielkiego psa

Zobacz także:

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje