Reklama

Reklama

HIV nie jest glamour

Chociaż temat znamy od 40 lat, ciągle w świadomości społecznej HIV/AIDS jest postrzegane jako wstydliwy problem. Ludzie niewiele wiedzą o tym schorzeniu i jego następstwach, za to zakażonych HIV potrafią oceniać w okrutny sposób.

Są jednak tacy, którzy nie pozwalają rozgościć się stereotypom. To naukowcy, którzy uzbrojeni w wiedzę i badania walczą z niesprawiedliwymi osądami. Jednym z nich jest dr hab. Marcin Rzeszutek, wykładowca na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Niedawno wraz ze swoimi współpracownikami powołał PSYCH.HIV.LAB - pierwszą w Polsce stronę internetową poświęconą wymianie rzetelnej wiedzy naukowej z psychologii na temat HIV/AIDS. 

Reklama

Jak mówi badacz: "Powołując PSYCH.HIV.LAB chcieliśmy też zrobić ukłon w stronę tych wszystkich osób żyjących z HIV/AIDS, które nam zaufały przez ponad dekadę i uczestniczyły w naszych różnych projektach badawczych. Obecnie  badamy, jakie są w Polsce mechanizmy stygmatyzacji osób z HIV i zapraszamy wszystkie osoby z HIV do naszego najnowszego badania - tu jest link do naszej ankiety - www.surveymonkey.com/r/mojajakosczycia".

Początki pracy badawczej

Jego praca związana z badaniem psychospołecznym uwarunkowań życia osób z HIV zaczęła się ponad 10 lat temu. Od początku interesował się tematyką traumy i PTSD (z ang. posttraumatic stress disorder) - zespołu stresu pourazowego. Zaburzenie to występuje zwykle po traumach katastrofalnych - kataklizmach, ciężkich wypadkach, wojnach. Pierwotnie miał badać PTSD w kontekście pracy strażaków i policjantów, jednak jego promotor zwrócił uwagę na temat mało zbadany - czy potencjalnie śmiertelna choroba również może być postrzegana jako trauma. Marcin Rzeszutek skupił się na osobach zakażonych HIV.

- Większość kojarzy chorobę, a w szczególności AIDS, z czymś złym, negatywnym, cierpieniem pacjentów. Przeprowadzając badania niejako "podkręciłem" temat, bo PTSD kojarzy się z trzęsieniem ziemi, huraganem, wojną, obozem koncentracyjnym i tego rodzaju wydarzeniami poza zakresem normalnych ludzkich przeżyć. Okazało się, że trauma osób chorych somatycznie jest bardzo specyficzną traumą - ciągłą, złożoną i wielopłaszczyznową. Pierwszą płaszczyzną jest płaszczyzna wewnętrzna. Osoba zakażona HIV, jak powiedział jeden z pacjentów, czuje się codziennie tak, jakby siedziała na bombie zegarowej. Podobnie osoba, która choruje na nowotwór, nawet gdy jest w remisji, też może obawiać się nawrotu choroby. To bardzo wykańczające psychicznie mieć coś takiego, czego nie można kontrolować, co może potencjalnie zabić. W przypadku osób zakażonych HIV  dochodzi jeszcze druga płaszczyzna traumy, która jest nieporównywalna z innymi chorobami - płaszczyzna stygmatyzacji społecznej.

To jest fenomen: Dlaczego ludzie boją się tak bardzo zakażonych HIV? Czemu te trzy litery - po czterdziestu latach budzą taki lęk, wręcz panikę - zastanawia się naukowiec i opowiada o początkach badań nad HIV. Pierwsze przypadki AIDS rozpoznano w latach 80. Osoby zakażone były traktowane niczym zombie. Ludzie bali się, powstawały stereotypy, a media relacjonowały temat pogardliwie, jako "chorobę czarnych", "wyrzutków społeczeństwa" i "gejowską plagę". Medialne doniesienia stały się pożywką dla wszystkich społecznych lęków - szczególnie dotyczyło to wyobrażenia, jak można się zakazić.   

Marcin Rzeszutek zwraca uwagę, że chociaż minęło 40 lat, poziom stygmatyzacji niewiele się zmienił. Teraz za to występuje ona w białych rękawiczkach. Żyjemy w otwartych, tolerancyjnych czasach i nie wypada, tak jak w latach 80., mówić, co się myśli. Zakażeni czują jednak, że coś jest nie tak - i paradoksalnie jest to gorsze, niż kiedy słyszeli wprost, co o nich ktoś myśli. Teraz widzą uśmiech, ale też irracjonalny lęk przed podaniem ręki. Słyszą głupie pytania, np. "czy od pocałunku można się zakazić? Od używania tej samej szczoteczki do zębów?". Widać zupełny brak edukacji. Jest bardzo dużo kampanii medialnych i artykułów dotyczących innych chorób, np. chorych na astmę, cukrzycę, nowotwory - to są bardzo szczytne kampanie, natomiast mimo że HIV i AIDS to nadal globalny problem, o HIV lub AIDS się albo wcale nie mówi, albo mówi bardzo mało i raczej jedynie przy okazji Światowego Dnia AIDS. Zapytałem jednego z pacjentów, pracującego w domu mediowym, czemu kolorowe czasopisma nie poruszają tego tematu. Odpowiedział, że HIV to nie jest choroba glamour - nawet w tym medialnym aspekcie osoby z HIV są stygmatyzowani, wspomina naukowiec. 

Jak radzić sobie ze stresem? 

Wielopłaszczyznowa trauma może powodować objawy zespołu stresu pourazowego. W pierwszym etapie Marcin Rzeszutek badał czynniki, które powodowały, że jedni chorzy mieli większe ryzyko PTSD, a inni radzili sobie lepiej, nie cierpieli ani na PTSD, ani na depresję.  Przyglądał się wrodzonym cechom osobowości. Jedną z nich jest reaktywność emocjonalna. To cecha podobna do neurotyczności - wrodzona tendencja do przeżywania negatywnych emocji, poczucia winy, podminowania. Osoby wysoce reaktywne emocjonalnie, są o wiele bardziej podatne na zespół stresu pourazowego.

- To był wynik dosyć intuicyjny. W badaniach wyszło też, że jedną z rzeczy, która chroniła osoby przed zaburzeniami, było wsparcie społeczne postrzegane. Badaliśmy wparcie społeczne, otrzymywane realne i postrzegane subiektywnie. Na przykład: mam tysiąc znajomych na Facebooku - to jest wsparcie subiektywnie spostrzegane. A gdy jestem chory, z tych tysiąca znajomych odwiedzi mnie jedna osoba. Co jest ciekawe, w przypadku traumy i PTSD ważniejsze okazało się wsparcie postrzegane subiektywnie - nie to, co otrzymywali realnie, tylko świadomość, że mają sieci wsparcia - zwraca uwagę naukowiec.  

Mówi też o wynikach, które dotyczyły stylów radzenia sobie ze stresem. W psychologii wyróżniamy najczęściej  trzy style: skoncentrowany na zadaniu, czyli jak jest stres, biorę byka za rogi i rozwiązuję problem; styl skoncentrowany na emocjach - osoby koncentrują się na tym, jakie emocje, najczęściej negatywne, powoduje ten stresor i zamykają się w sobie. Jest jeszcze trzeci, przewrotny styl, który nazywa się stylem skoncentrowanym na unikaniu, który - co ciekawe - w tym wypadku wyszedł na najbardziej adaptacyjny. Styl skoncentrowany na unikaniu nie oznacza do końca chowania głowy w piasek i wypierania problemu, tylko w sytuacjach niekontrolowanych, na które nie ma rady (na przykład choroba, której nie da się wyleczyć), lepiej unikać poszukiwania informacji na ten temat, bo nic to nie da, a może tylko wtórnie zwiększyć nasz stres.    

Wykładowca zwraca uwagę, że styl skoncentrowany na unikaniu można lepiej zrozumieć teraz, w czasach koronawirusa.

- Nie ma na to rady i poszukiwanie informacji w mediach, nakręcanie się, jak to jest źle, nic nam nie da, a ludzie czasami wręcz obsesyjnie szukają informacji na ten temat i tylko powiększają swój stres i depresję. Te osoby, które mają HIV, ale starały się myśleć o czymś innym, czuły się najlepiej. To był pierwszy etap badania ciemnej, negatywnej strony traumy.

Paradoksalne skutki traumy  

Marcin Rzeszutek dawał badanym ankiety. Rozmawiał z nimi godzinami. Mówili, że jest odważny, że się z nimi spotyka, bo boją się ich nawet naukowcy. Opowiadali, że często mają wrażenie, że inni oceniają ich jako cierpiących - nie traktują ich jak normalnych ludzi. Pytali: "Czemu nie usiłujecie znaleźć w nas czegoś pozytywnego?"

- Wpadły mi artykuły dotyczące fenomenu potraumatycznego wzrostu (ang. posttraumatic growth, PTG) - opowiada Marcin Rzeszutek.

- W psychologii przez cały XX wiek, naukowcy zajmowali się tylko ciemną stroną psychiki: od Freuda, jego traumy z dzieciństwa, przez depresję, nerwice, schizofrenię. Zgromadzili gigantyczną wiedzę, dlaczego jest tak źle. Ale pod koniec XX wieku stwierdzili, że nadal nie wiedzą, co zrobić, żeby było dobrze. Od czego zależy ludzkie szczęście? Dobrostan? Jakość życia? Czy ludzie po traumie tylko cierpią? W latach 90. dwaj badacze - Richard Tedeschi i Lawrence Calhoun - wprowadzili do psychologii pojęcie wzrostu potraumatycznego. Badali różne kategorie osób po traumie i wykazali, że osoby te, oprócz PTSD, mogą czasem doświadczyć poczucia wzrostu siły wewnętrznej, przewartościowania swojego życia, znalezienia nowych priorytetów, przewartościowania swoich relacji z innymi, szczególnie z bliskimi, znalezienia nowych możliwości życiowych, czy otwarcia się na duchowość, religijność. Badacze zauważyli pięć pozytywnych zmian i od początku XXI wieku zaczął się duży nurt badań na temat pozytywnych skutków traumy. Zaczęto je również badać w kontekście zmagania się z potencjalnie śmiertelną chorobą, jaką jest AIDS.  

Jest dużo badań na temat osób, które pokonały nowotwór, często są innymi ludźmi niż byli wcześniej, mają siłę, zakładają fundacje, rozpoczynają działalność artystyczną - to są przypadki wzrostu. Otarcie się o śmierć, szczególnie w przypadku traumy złożonej, najsilniejszej, czyli ciągłej choroby, sprawia, że życie ma zupełnie inny smak. Mogę się cieszyć z małych rzeczy, a przeciwności losu, które kiedyś były dla mnie duże, teraz, przy tym, są malutkie.  

Dowiedz się więcej na temat: HIV

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje