Reklama

Reklama

Jak się żyje arabskim księżniczkom?

Z jednej strony są bezwzględnie posłuszne mężom, zgodnie z tradycją zakrywają włosy, a o kąpieli w bikini nie mogą nawet marzyć. Z drugiej, do pracy dojeżdżają luksusowymi samochodami, rozwodzą się, bo nie dostały drogiego zegarka, a do sieci wrzucają selfie w modnej fryzurze i makijażu. O tym, jakie są i jak żyją kobiety w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA) opowiada Aleksandra Chrobak, autorka książki "Beduinki na Instagramie".

Aleksandra Suława: Co groziłoby ci, gdybyś została w Emiratach?

Reklama

Aleksandra Chrobak: - W najlepszym przypadku deportacja, w gorszym więzienie.

Nie przesadzasz? Za opublikowany w Polsce reportaż?

 - Ludzie byli deportowani za mniej poważne rzeczy niż reportaż. W zeszłym roku Australijka, która pracowała na emirackim uniwersytecie została zatrzymana za wpis na Facebooku. Dziewczyna pewnego dnia zobaczyła, że pod jej mieszkaniem ktoś zaparkował, zajmując dwa miejsca dla niepełnosprawnych. Oburzyła się, zrobiła zdjęcie samochodu, zaczerniła tablicę rejestracyjną i wrzuciła fotografię na Facebooka. Ktoś jednak rozpoznał auto i wniósł do sądu skargę za obrazę. W sądzie zakuto Australijkę w kajdanki, chciano przewieźć ją do więzienia. I historia pewnie znalazłaby tam finał, gdyby sprawa nie została nagłośniona. Skończyło się na kilkunastotysięcznej grzywnie i deportacji.

Emiratów się nie krytykuje. Chcesz tam żyć, musisz się dostosować. Krytyka rządu czy społeczeństwa, nawet w formie żartu jest karalna.

To co jest w gazetach?

- Laurki, przecięcia wstęg, otwarcia stadnin... A w telewizji i internecie - cenzura.

A co z zagranicznymi mediami?

- Tu cenzura dotyczy raczej kwestii obyczajowych. Kiedyś na pokładzie samolotu emirackich linii lotniczych oglądałam "Wilka z Wall Street"  i byłam w szoku. Myślałam: Gdzie jest ta obrazoburczość, o której piszą w recenzjach? Zrozumiałam, kiedy dowiedziałam się że w wersji amerykańskiej film trwał 2,5 godziny, w emirackiej  1,5. Wszystko z niego wycięto: seks i wulgaryzmy. Bond  w emirackiej wersji jest jak Gandhi. Hip hopowe przeboje jak kolędy. W żadnych reklamach nie ma erotyki, jest tylko stół rodzinny i czerń abaji.

Zagraniczne serwisy informacyjne można jednak spokojnie oglądać. Filtruje się to, co dotyczy ZEA. Emiratczyków to nie mierzi, bo oni kochają swoich szejków, którzy dbają o ich dobrobyt, a imigrantów polityka i publicystyka tak naprawdę nie interesują, cieszą się highlifem, żyją jak w bance mydlanej.

Ale kiedy oglądasz zagraniczne wiadomości, to wiesz, że w innych częściach świata ludzie mają prawo głosu, mogą wpływać na losy swojego kraju. Nie ma naturalnej chęci, żeby walczyć o prawa obywatelskie również u siebie?

 - A jakie europejskie państwo da ci 100 tys. dirhamów czyli jakieś 25 tys. dolarów na organizację wesela? Są tu wille komunalne przyznawane obywatelom. Służba zdrowia za darmo, leki za darmo, nawet bypass żołądka jest pokrywany przez tamtejsze NFZ. Każda firma działająca na terenie ZEA ma obowiązek zatrudnić określoną liczbę Emiratczyków. Raz zatrudniony Emiratczyk jest "niezwalnialny". Oni żyją jak pączki w maśle i musieliby bardzo się namęczyć, żeby znaleźć jakiś powód do narzekania i krytyki władzy.

Potrzeba demokracji pojawia się wtedy, kiedy ludziom dzieje się źle. Kiedy zwalniają cię z pracy, bo na twoje miejsce trzeba przyjąć Emiratczyka, albo gdy zgłaszasz policji gwałt i grozi ci więzienie. Wtedy nagle przypominasz sobie, że żyjesz w świecie, w którym rządzi szariat. Ale te przypadki są tak rzadkie, że na co dzień nadmorskie kurorty, imprezy na jachcie,  pieniądze, szybki samochód i zakupy w Dubaju, całkowicie je przysłaniają.

To państwo szariatu i wszechmocnego szejka jest podobno najlepszym miejscem dla kobiet na środkowym wschodzie. Zgadza się?

 - Myślę, że wiele mieszkających tam kobiet też by się z tym zgodziło. Emirackie feministki nie mają o co walczyć. Jest równy dostęp do pracy i edukacji, kobiety zajmują wysokie stanowiska, a mężczyźni to akceptują. Dziewczyny emancypują się, zwłaszcza ekonomicznie. To jest proces. Jeszcze 45 lat temu Emiraty były pustynią. Na pewno wiedzie im się o wiele lepiej niż Saudyjkom czy Jemenkom. Jak na półtora pokolenia, to są naprawdę zmiany rewolucyjne.

Ale żeby iść na studia i do pracy muszą mieć zgodę męża, brata albo ojca. Nie mogą zdecydować, za kogo wyjdą za mąż.

 - Na kompletne przewartościowanie pozycji kobiety potrzeba jeszcze trochę czasu. Zmiany obyczajowe zachodzą wolno. W Emiratach nie ma nakazu noszenia chusty, czy abaji, a jednak wiele Emiratek nosi je, ze względu na presję rodziny czy szacunek dla  wartości religijnych. Chociaż to powoli się zmienia, bo niektóre Dubajskie księżniczki fotografują się bez chust. Wszystkie, nieważne czy są niepiśmiennymi żonami z przedmieść czy elegantkami zasiadającymi na menadżerskich stanowiskach, jeżdżącymi do pracy Porsche, bezdyskusyjnie akceptują autorytet męża, chociaż w coraz większym stopniu chcą decydować o własnym życiu.

Trzeba jednak dodać, że te panie w większości  wbrew stereotypowej opinii o życiu kobiet w krajach muzułmańskich, wcale nie są nieszczęśliwe. Arabki z innych krajów marzą, by być na ich miejscu.

A istnieje w ogóle islamski feminizm?

 - Coś na kształt ruchu feministycznego istnieje w Iranie. Ale to raczej wariacja na temat, do tego oparta na islamie, niż odwzorowanie zachodniego feminizmu. I nic dziwnego, bo sposób myślenia Arabki i Europejki to dwa różne światy, dwie postawy, których nie da się zestawić. My uważamy, że wolność i możliwość decydowania o sobie, to coś naturalnego, niezbywalnego, nienaruszalnego. W arabskiej kulturze poczucie indywidualności jest dużo słabsze. Człowiek jest częścią rodziny i społeczności, w której żyje, musi się dostosować do panujących w niej zasad.              

A co z tymi, które nie chcą się dostosować do roli wyznaczonej przez społeczeństwo? Z rozwódkami, ze starymi pannami?

 - Recykling. Rozwódka pierwszą żoną już nie będzie, bo pierwsza musi być dziewicą, ale drugą, trzecią, dlaczego nie? Mam znajomą, wykształconą, niezależną panią doktor, która rozwiodła się z pierwszym mężem i teraz opowiada, że ma na oku pewnego kandydata. Wprawdzie chłopak ma  już dwie żony, ale jest całkiem dobrą partią. Przy czym "dobra partia" w Emiratach wcale nie oznacza, że facet jest przystojny i będzie kochał do końca życia, ale że dwie pierwsze żony są zadowolone, a on sam jest zamożny i często nie ma go w domu.

Nie mieć męża to wstyd?

 - Kiedy poznajesz kogoś w Emiratach, pierwsze pytanie które pada to: Masz męża? To, czy jesteś żoną, wdową, panną czy starą panną, określa twoje miejsce w społeczeństwie. Tych ostatnich jest coraz więcej, bo mężczyźni od wyzwolonych, zamożnych rodaczek, wolą bardziej uległe Saudyjki i Jemenki. Zresztą życie singielki nie jest wcale bardziej swobodne czy atrakcyjne niż życie zamężnej kobiety. Mężczyzna zawsze ma ostatnie słowo, nieważne czy jest ojcem, bratem czy mężem.

A co jeśli kobieta się sprzeciwi?

 - Nie ma takiej możliwości. W Emiratach  kobieta rzadko kwestionuje autorytet męża, ale też żadna nie powie, że mąż ją kontroluje czy trzyma żelazną ręką. To, co my uznajemy za kontrolę, Arabki nazywają opieką. Pewnie, zdarzają się liberalni faceci, ale oni nie mają łatwego życia. Idzie sobie taki z żoną, na żonie abaja rozpięta, ale wszyscy wokół patrzą i mówią: Co za jeleń, żona mu się publicznie rozbiera, a on nic.

Nie można pokazać makijażu, bo mąż kazał nosić nikab, ale można pokazać koleżance selfie w nowej fryzurze. Gdzie tu logika?

 - Religia swoje, a życie swoje, zupełnie jak w Polsce. Z jednej strony jest tradycja, bo przecież wciąż żyją dziadkowie, którzy rodzili się na palmowych liściach, a z drugiej zachodnie nowinki jak  media społecznościowe, gdzie kobiety mogą siebie wyrazić i pokazać prawdziwe oblicze. Whatsapp czy Snapchat pozwala im wyjść poza nikab bądź abaję nie ryzykując, że splamią honor swój i rodziny. Ja dopiero na takiej prywatnej grupie zobaczyłam, jak piękna jest moja koleżanka, która pracuje przy biurku obok. Na co dzień jej twarz przykrywała zasłona.

 Emiraty to jest kraj podwójnych standardów. Kilka lat temu w ramadanie w ciągu dnia niczego nie dało się zjeść na mieście, a  w tym roku oferty "lunchów za zamkniętymi drzwiami" mnożyły się jak grzyby po deszczu. Niby trzeba mieć licencję na zakup alkoholu, ale do sklepów przez cały dzień podjeżdżają samochody, opuszczają się czarne szyby, z okna wysuwa się biały rękaw kandury, a sprzedawca Hindus przynosi czarne siateczki z alkoholem. 

Co być zrobiła, gdyby twoja koleżanka oznajmiła, że wychodzi za Emiratczyka. Gratulowałabyś? Odradzała?

 -  Najpierw musiałabym się dowiedzieć, po czym ona wnioskuje, że ten chłopak chce się z nią ożenić. Bo jeżeli prowadza się z nią po plażach i pokazuje ją swoim kolegom, to o małżeństwie nie ma mowy. W ZEA żona i rodzina to wartości, które chroni się przed oczami innych. Im większy szacunek tym większy dystans i prywatność.

Jeśli sprawa jest poważna, to następnym krokiem jest spisanie porządnej umowy przedślubnej. W społeczeństwie arabskim, nawet jeśli młodzi przed ślubem nie widzieli się na oczy, znają się ich klany. Rodzina jest gwarantem tego, że kandydat na męża jest w porządku. A dziewczyna, która przychodzi z zewnątrz, to bierze tego faceta "na gębę", a jej jedynym zabezpieczeniem na przyszłość jest kontrakt.

Napisałaś, że nie znasz szczęśliwej Europejki w takim związku...

 - Wszystko zależy od tego, jaką kobieta ma osobowość. Większość Europejek chce partnerskiego związku, a tymczasem w Emiratach mężczyzna musi mieć ostatnie słowo, bo tego wymaga od niego tradycja i rodzina. Jeśli tego nie rozumiesz, nie ma sensu wychodzić za niego za mąż. 

Są jednak kobiety, którym takie małżeństwa odpowiadają. Owszem, mąż kontroluje i zawsze ma ostatnie słowo, ale za to wszędzie zawiezie, zewsząd przywiezie, kobieta nie interesuje się utrzymaniem domu, nie musi zarabiać, ba, nawet jako pani domu dostaje wypłatę od męża. Do tego jeszcze małżonek kupi jej torebkę Chanel i abaję Fendi czy YSL.

Z drugiej strony taka "zachodnia" partnerka to też jest ryzyko. Koleżanka pokazała mi kiedyś zdjęcie swojego brata z żoną. Kobieta nie wyglądała na Arabkę, więc zapytałam skąd pochodzi. A koleżanka na to: Z Europy. I zaraz dodała: Ale ona ma dobre serce.

Przyjęcie Europejki do rodziny oznacza natychmiastowe plotki rozpuszczane przez sąsiadów. Ona zaraz go zostawi, zabierze dziecko, nie rozumie nas, ma lekkie obyczaje - mówią. Emiratki czują,  że muszą się tłumaczyć za zachodnie dziewczyny w swoich domach, bo taka jest opinia o nas. Zaproszenie dziewczyny z Zachodu również od Arabów wymaga pokonania uprzedzeń. Oczywiście, że czasem takie związki się nie udają, ale nie zawsze jest to wina "złego araba". Często chodzi po prostu o niedopasowania kultur.

Zazdroszczą czasem tym zachodnim dziewczynom?

 - Zdarzało się, że nowopoznane kobiety podchodziły do mnie i pytały: Sama tu przyjechałaś? Sama pracujesz? Sama mieszkasz? A ojciec? A brat? Co oni na to? Emiratki są zainteresowane naszym stylem życia, ale wiedzą, że pewnych rzeczy po prostu im nie wolno i nawet tego nie kwestionują. Szczególnie ciekawe są dziewczyny z konserwatywnych domów, ale to często jest ciekawość teoretyczna. Proponuję im, że pojedziemy razem na plażę: Haram, nie wolno. Do kina: Haram. Matka kreci głową. Piknik w parku? Też haram, no to zabrały mnie na swoja działkę, gdzie rodzina hoduje konie i wielbłądy. Znalazły inny sposób na przyjemny dzień. One mogą czuć się pokrzywdzone dlatego, że mąż nie podarował im zegarka od Cartiera, ba, to może być nawet powód do rozwodu, ale nie dlatego, że nie mogą pójść do kina. 

Abaja Fendi, zegarek od Cartiera, tygrys w Lamborghini. Nie czułaś się tam czasem jak uboga krewna?

- Cały czas! Taki przykład : Zostałam zaproszona na wesele i koleżanki zapowiedziały mi, że muszę sobie uszyć suknie. Akurat byłam na wakacjach w Nepalu, z którego przywiozłam sobie nierafinowany jedwab w kolorze brudnego różu. Do tego złota taśma w pasie, pozłacana biżuteria i myślę sobie: No! Teraz to ja im pokażę klasę.

W dniu wesela przychodzę do domu jednaj z nich i mój entuzjazm natychmiast opada. Przy zebranych w pokoju dziewczynach wyglądam jak uboga kuzynka z głębokiej wsi. Dojrzałe panie mają suknie tak obcisłe, że ich biusty niemal wylewają się z dekoltów, do tego tradycyjne przezroczyste parki i złote pasy, młodsze - aksamitne syreny w zachodnim stylu, wszystko pełne kryształów. Na podłodze pootwierane szkatuły z biżuterią z prawdziwego złota, w której one przebierają jak w skarpetkach, a ich łabędzie szyje ciągną do dołu kilogramowe naszyjniki. Do tego piękne, długie, lekko kręcone włosy, sięgające niemal do kolan. "Koniec z bobem"- pomyślałam wtedy.

Na co dzień nie było wiele skromniej. Emiratki są jak sroczki. Bogatsze polują na abaje od projektantów, albo wiążą pod chustami apaszki Versace, pilnując żeby choć rożek tej markowej był na widoku. Pod abajami ciuchy z wybiegów. Biedniejsze kupują podróbki i ratują się ciuchami z sieciówek. Wszędzie połysk, cekin, brokat. W galeriach nie da się kupić normalnych butów.  

Jeśli gospodarka ZEA nadal będzie kwitła , styl życia Emiratczyków będzie coraz bardziej zbliżał się do naszego?

 - Problem w tym, że prawdopodobnie nie będzie. Ropa powoli się kończy, zniesiono embargo na Iran, który teraz zalewa świat bardzo tanim paliwem. W 2018 po raz pierwszy w Emiratach i innych krajach Zatoki zostaną wprowadzone podatki. Ta bańka mydlana, w której przez pół wieku żyli Emiratczycy, powoli zaczyna pękać. Co będzie, kiedy całkowicie pryśnie? Czy Emiratczycy nadal będą się westernizować, czy też wzorem Jemenu zradykalizują? Nie wiadomo.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje