Reklama

Reklama

Katarzyna Gubała: ​Zielony Wrocław daje mi energię do działania

Katarzyna Gubała to autorka książek kulinarnych, szkoląca szefów z tajników kuchni roślinnej. W ostatniej książce "Wege dzieci" zachęca rodziców i dzieci do wspólnego przyrządzania pysznych dań wegetariańskich. Dlaczego warto ograniczyć spożywanie mięsa i czy dieta wege jest dla każdego? Jak gotować smacznie i szybko, w dodatku w towarzystwie najmłodszych? Katarzyna Gubała zna odpowiedź na wszystkie te pytania.

- Jesteś bardzo zajętą osobą - szkolenia, warsztaty, bywasz w telewizji śniadaniowej, właśnie miała premierę twoja książka "Wege dzieci". Jak sobie radzisz z taką ilością zadań?

Katarzyna Gubała: - Tak, u mnie ciągle coś się dzieje. Na szczęście robię to, co lubię, więc nie czuję jakiegoś większego znużenia czy zmęczenia. Nie wierzę w matki Polki doskonałe. Wierzę, że szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko. Przeczytałam kiedyś książkę Ayelet Waldman "Zła matka" i od razu mi ulżyło. Żyjemy w czasach, gdy kobiety pracują, realizują się zawodowo, ale nadal na ich głowie są też domowe obowiązki. U mnie dużą pomocą jest mąż Krzysztof. Działamy razem, jak jeden organizm. Planujemy i realizujemy różne zadania. Wspólnie pracujemy nad nowymi projektami. Ja najczęściej odpowiadam za tę kreatywną stronę - gotuję na eventach, w telewizji, wyjeżdżam w Polskę szkolić z kuchni wege nowe hotele, restauracje. Ale jak to w życiu bywa - szewc bez butów chodzi. I ja zwykle po takim gotowaniu jestem niemiłosiernie głodna. To minusy pracy na kuchni. Tworzę dania, potem próbuję czy nieprzesolone i oddaję ludziom do zjedzenia. Na szczęście mogę z trasy zadzwonić do męża, wyżalić się jaka jestem głodna i poprosić o ciepłą kolację - niezależnie o której godzinie wracam do domu. To ogromne wsparcie.

Reklama

Jak w tym wszystkim się odnajdujesz jako matka?

- To bardzo dobre pytanie. Tak naprawdę mimo tych wszystkich przeczytanych mądrych książek nadal staram się być jak najlepszą matką. I chyba mi się to udaje. Wnioskuję po karteczkach od córki z wyznaniami miłosnymi zostawianych dla mnie po domu. Z moją 10-letnią córką Asią najczęściej gotuję, jeżdżę na rowerze, wspieram ją w nauce i jej działaniach. Bycie rodzicem to niesamowita przygoda. Warto być w niej świadomym. Mam na to swoje patenty i... pracę zabieram do domu. Dlatego udało nam się razem z Asią ugotować książkę "Wege dzieci". To ponad 100 przepisów, które powstały z uczestnictwem dzieci i dla dzieci. Takie właśnie akcje dają mi siłę do działania. Niby jestem w pracy, a tworzę projekt z własnym dzieckiem. To fajne rozwiązanie. Wierzę, że małymi krokami możemy wiele zmienić. I ja tak krok po kroku zmieniam Polskę na bardziej zieloną. Ostatnio także rękoma dzieci.

Skąd pojawił się u Ciebie pomysł na to, żeby napisać książkę o kuchni roślinnej dla dzieci?

- "Wege dzieci" to taka książka od serca skomponowana i przetestowana wraz z moją 10 letnią córką Asią. Warto pamiętać, że dzieci to najsurowsi krytycy. Jeśli u nich dostałam za te przepisy pozytywną ocenę to już krytyki się nie boję!

Wiesz, to niesamowite, ale dzieci naprawdę uwielbiają rośliny i marzą o gotowaniu ze swoimi rodzicami. To my, dorośli, nadal mamy opory i blokady! Dlatego postanowiłam napisać i ugotować właściwie książkę "Wege dzieci" dla rodziców i przede wszystkim ich dzieci. Wszystkich tych, którzy zastanawiają się nad "byciem wege" i szukają szybkich i prostych rozwiązań. Wspólne gotowanie w kuchni może być naprawdę wielką przyjemnością.

Wszystko zaczęło się od wielkiego kilkuletniego projektu, który prowadziłam w Art Hotelu we Wrocławiu. Chcieliśmy dowiedzieć się, jak wygląda idealne dziecięce menu w restauracji. Organizowałam warsztaty dla najmłodszych i ich rodziców. Gotowaliśmy dania kuchni włoskiej, zdrowy fast food, piekliśmy słodycze, a nawet przez cztery warsztaty kisiliśmy na słono i słodko z dzieciakami. To była ogromna frajda i bomba pozytywnej energii. Taki moment kiedy człowiek lata pod sufitem ze szczęścia, że robi coś naprawdę dobrego dla świata.

Podczas warsztatów z dziećmi stworzyłam też ankiety, w których pytaliśmy o upodobania małych foodies. I z tych setek ankiet, o zgrozo, najbardziej przebijał się smutek dzieci, które bardzo pragnęły gotować ze swoimi rodzicami. A rodzice... No jak zawsze: tłumaczyli się zmęczeniem, brakiem czasu, bałaganem, za niskim wiekiem potencjalnych kucharzy... I te dzieci były w związku z tym smutne i autentycznie przejęte. I to właśnie dla nich powstała ta książka. Przepisy są tak poprowadzone, by nie nastręczały zbyt dużo problemów, dania są szybkie, a składniki łatwo dostępne. Każda receptura ma opis czy to danie dedykowane dla dziecka i przy okazji jego rodzica czy odwrotnie - to rodzic będzie gotował, a dziecko zostaje pomocnikiem.

No właśnie. Szkolisz z kuchni wege, wydajesz książki, robisz warsztaty. Od kiedy jesteś na diecie roślinnej i jak się zaczęła twoja wegeprzygoda?

- To dobre pytanie. Wiele lat byłam redaktor naczelną tytułów ogrodniczych. Z czasem także kulinarnych z kuchnią roślinną. I tak krok po kroku wciągałam się w tematy wege. Do niejedzenia mięsa przekonały mnie walory zdrowotne diety wege oraz empatia dla zwierząt. Mięso, które trafia w tej chwili do supermarketów jest kiepskiej jakości, zwierzęta z hodowli nigdy nie widziały słońca, nigdy nie jadły zielonej trawy. Nie ma już praktycznie krów, które radośnie hasają po łące jak w telewizyjnej reklamie czy kur wydziobujących dżdżownice z ziemi. To wszystko jest ogromnym przemysłem na gigantyczną skalę. Kiepskie warunki zwierząt, hormony wzrostu, antybiotyki - to do mnie przemawia. I dlatego nie jem mięsa. To zresztą nie tylko mój wymysł, a światowy trend, który wszedł do Polski z impetem i zmienia nasze przyzwyczajenia żywieniowe w szybkim tempie.

Staram się w swoich działaniach jak najlepiej tworzyć w myśl ekologicznych haseł. Przede wszystkim szkolę szefowe i szefów kuchni z diety wegetariańskiej, wegańskiej, ale też diet wykluczeniowych: bez glutenu, bez laktozy, bez cukru. Mam na swoim koncie już ponad 100 przeszkolonych obiektów. Wspólnie tworzymy nowe menu, otwieramy kolejne koncepty restauracyjne i żywimy zdrowo tysiące Polaków. To daje mi wielką satysfakcję. Wspieram gastronomię szczególnie dotkniętą pandemią w ostatnim czasie.

A jak przekonać do roślinnej kuchni dzieci? To trudne zadanie?

- Zdecydowanie tak. Musimy pamiętać, że przyzwyczajenia żywieniowe to długi proces. I tak samo, jak długo one z nami są, tak długo potem będziemy z nich wychodzić. Nie jestem zwolenniczką rzucania wszystkiego z dnia na dzień i radykalnej zmiany. Lepiej zacząć od małych kroków. Jeśli chcemy przejść na dietę wege, najpierw zróbmy badania krwi, sprawdźmy poziom żelaza, witaminy D, B12. Dopiero potem poczytajmy o tym, co jeść, idźmy na warsztaty z gotowania, kupmy parę fajnych książek. Dopiero potem zaczynajmy zieloną rewolucję.

Z dziećmi jest podobnie. Jeśli nie zaczęliśmy od razu przyzwyczajać je do warzyw i owoców to musimy to robić stopniowo. Najpierw porozmawiajmy z nimi, wytłumaczmy jakie witaminy są ważne w ich życiu. Potem zróbmy listę ich ulubionych warzyw i owoców. Dopytajmy, jakie nowości moglibyśmy dopisać do takiej listy i... spotkajmy się wspólnie w kuchni. Z naszych ankiet wynika, że dzieci chcą mieć wpływ na to, co jedzą. Dajmy im szansę. Pozwólmy gotować, eksperymentować. Tak w pokojowy sposób wprowadzimy do ich jadłospisu zdrowsze dania. Z czasem wykluczamy fast foody i kiepskie słodycze. Zacznijmy robić słodkości z dzieciakami.

Czy uważasz, że dieta roślinna jest w pełni bezpieczna dla dziecka?

- Tym pytaniem i odpowiedzią chciałabym uspokoić rodziców, którzy myślą o tym, aby wprowadzić dietę roślinną do życia swojego dziecka, ale mają może jeszcze pewne wątpliwości, czy aby na pewno jest to zdrowe. Wege dzieci to temat nadal jeszcze niełatwy. Narosło wokół niego wiele mitów i uprzedzeń. Jest też sporo pytań, szczególnie od rodziców, babć i bliskich.

W tradycyjnej piramidzie żywienia mięso i jaja są źródłem m.in. białka i żelaza. W diecie roślinnej możemy je zastąpić strączkami: nie tylko soją, lecz także fasolą, soczewicą, bobem i grochem oraz komosą i amarantusem. Co ważne, dobrze ugotowane i rozdrobnione strączki (np. purée z fasoli, zupa krem z czerwonej soczewicy), wprowadzane stopniowo do diety dziecka, nie muszą powodować dyskomfortu trawiennego. Dodanie do posiłku warzyw bogatych w witaminę C ułatwi wchłanianie żelaza, które w okresie intensywnego rozwoju dziecka pełni bardzo ważną funkcję w rozwoju mózgu i całego układu nerwowego oraz odporności. Zależnie od wieku dziecka, zapotrzebowanie dzienne na żelazo wynosi 10-15 mg.

Osobiście uważam, że nic na siłę. Każdy z nas jest inny, ma inny organizm i tak też powinien podchodzić do swoich dzieci. Nikogo do diety roślinnej nie należy zmuszać, a raczej w drugą stronę - szanować jego wybory i ewentualnie proponować mu zielone rozwiązania.

Prowadzisz warsztaty z uważności, dlaczego to takie ważne w życiu? Ćwiczysz też jogę - co ona ci daje?

- Przez wiele lat pracowałam na wysokich stanowiskach. Nie obywało się bez stresów i nerwów. Jogę zaczęłam ćwiczyć ponad 20 lat temu. Potem doszła medytacja, żeby wyciszyć umysł. Od ponad 4 lat biegam też regularnie co drugi dzień 10 km. To czas dla mnie. Spotkanie z samą sobą. Zrozumienie własnych myśli i potrzeb. Dzięki temu łatwiej poukładać mi dzień, mieć siłę do działania, dla rodziny. Szczególnie czas pandemii pokazał, jak ważne jest byśmy o siebie dbali, także od tej emocjonalnej strony. Jakakolwiek aktywność fizyczna od spaceru począwszy, a na bieganiu skończywszy daje nam pozytywną energię, pozwala przezwyciężać trudności, pomaga w działaniu. Jestem też nauczycielką jogi i uważności. Podczas zajęć lubię pokazywać uczniom ich potencjał, możliwości, jakie mają w sobie oraz spokój, o który w dzisiejszych czasach tak trudno. Czasami łączę te wszystkie umiejętności w jeden warsztat z uważności jedzenia. I wtedy dopiero robi się ciekawie!

INTERIA.PL/materiały prasowe

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje