Reklama

Reklama

Miłość, namiętność, nienawiść

W księgarniach pojawiła się książka o jednym z najgłośniejszych związków w historii Hollywood – Elizabeth Taylor i Richarda Burtona.

Elizabeth Taylor i Richard Burton poznali się na planie "Kleopatry". Ją nazywano najpiękniejszą kobietą świata, jego uważano za najbardziej seksownego żyjącego mężczyznę. Elizabeth kolekcjonowała klejnoty, Richard miał ambicję być aktorem wszech czasów.

Reklama

Wytrzymali ze sobą 10 lat, pędząc na karuzeli kariery. Przeplatały ją nominacje do Oscara, kłótnie, rozstania, alkoholowe ekscesy i próby podjęcia wspólnego życia na nowo. Po rozwodzie szybko znowu się pobrali. Zawsze przyciągający uwagę, zawsze na pierwszych stronach gazet.

Utalentowani, piękni, wyjątkowi... i nie zawsze szczęśliwi. W filmie "Kto się boi Wirginii Woolf?" zagrali samych siebie: kochali się, kłócili, bili, nienawidzili, ale nie potrafili żyć bez siebie. 

Autorka książki, Christa Maerker, patrzy z zachwytem, ale i krytycznie na nich oboje jako artystów, gwiazdy medialne i zwykłych ludzi. Analizując ten burzliwy związek z perspektywy każdego z bohaterów, stworzyła rodzaj podwójnej biografii, w której próbuje wyjaśnić ich zachowanie i decyzje odbiegające często od przyjętych norm i schematów. 

Na początku lipca zakończyły się zdjęcia do filmu biograficznego "Liz&Dick" o aktorskiej parze. W rolę Elizabeth wcieliła się gwiazda młodego pokolenia, Lindsay Lohan. Telewizyjna premiera filmu zapowiedziana jest na 3 listopada.

Christa Maerker pracuje jako dziennikarka filmowa dla najbardziej opiniotwórczych gazet i czasopism, jak "Weltwoche", "Frankfurter Rundschau", "Süddeutsche Zeitung", "Frankfurter Allgemeine Zeitung", oraz różnych stacji radiowych. Jest też krytykiem filmowym, scenarzystką, autorką biografii.

Fragment:

"Jesteś za gruba", miał powiedzieć wielki szekspirowski aktor Richard Burton, kiedy na planie filmowym spotkał swoją sławną koleżankę. A jej podobno zakręciło się w głowie, ponieważ po raz pierwszy stał przed nią ktoś, kto nie zachwycał się kolorem jej oczu (fiołkowych albo niebieskich - zależnie od pochlebcy lub oświetlenia) i nie obsypywał jej komplementami.

Inna wersja podaje, że pod Elizabeth ugięły się nogi, gdy zauważyła, że Richard po jakimś nocnym pijaństwie daremnie próbuje podnieść do ust filiżankę kawy. Za bardzo trzęsły mu się ręce. Pomogła mu. A gdy spojrzała w jego walijskie niebieskozielone oczy, być może jeszcze nieco przekrwione, poczuła, jak zatrzęsła się ziemia.

W kolejnej, trzeciej już wersji, Richard miał zapytać, czy ktoś już jej powiedział, że mimo wszystko jest ładną dziewczyną. O, gevalt! (to straszne!), pomyślała Elizabeth. To jest ten wielki amant, wielki umysł, intelektualista. I mówi takie banały? Była zdegustowana, chciała natychmiast pobiec do garderoby, żeby opowiedzieć całemu sztabowi kosmetyczek, fryzjerek i garderobianych, jaki nudny jest ten Walijczyk. Spostrzegła jednak, że Richard bezczelnie szczerzy zęby. A więc on żartował... W gruncie rzeczy Elizabeth podziwia Burtona, chociażby dlatego że jest prawdziwym, wykształconym aktorem dramatycznym. On z kolei docenia ją, związaną z wytwórnią MGM gwiazdą filmową, która nie skończyła wyższej szkoły aktorstwa, ale od razu stanęła przed kamerą. Dwoje artystów z dwóch jakże różnych światów. To także mogło szybko ich zbliżyć. I zbliżyło.

 

 


Dowiedz się więcej na temat: Taylor Elizabeth | Richard Burton | małżeństwa | książka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje