Reklama

Reklama

Nie tylko 13 może być pechowa...

Dziś piątek 13 i tradycyjnie już wiele osób wszystkie swoje niepowodzenia tego dnia będzie przypisywać pechowej dacie. Ale przesądni są nie tylko Polacy, a rozmaite wierzenia funkcjonują w wielu krajach. I nie wszędzie pechowa może być 13.

Jak informują eksperci wyszukiwarki KAYAK.pl, zależnie od kraju różnią się liczby, które uznawane są za pechowe. Większość zachodnich kultur uważa 13 za liczbę przynoszącą nieszczęście, jednak we Włoszech jest to 17. Rzymski zapis liczby - XVII - jest to anagram słowa VIXI, które oznacza "żyłem" i uznawane jest za eufemizm dla stwierdzenia "nie żyję".

Natomiast zgodnie z chińskimi wierzeniami, to czwórka przynosi pecha, ponieważ brzmi podobnie do słowa "śmierć". Z tego powodu bardzo często w chińskich budynkach może nie być pięter z tą cyfrą.

Reklama

Podobnie jak w Polsce, również na Łotwie za zły znak uznawane jest zawrócenie do domu, gdy już się rozpoczęło podróż. Jednak kiedy Polacy, aby odczarować zły urok, na chwilę muszą usiąść w domu, to Łotysze powinni... spojrzeć w lustro. Z kolei Rosjanie przed podróżą siadają na walizce - wierzą bowiem, że przyniesie im to szczęście w drodze i pozwoli bezpiecznie powrócić. Odwiedzając Portugalię nie należy zaś chodzić tyłem. Mogłoby to niepotrzebnie pokazać diabłu obraną trasę.

Według japońskiego przesądu, nie należy zamiatać domu zaraz po wyruszeniu w podróż jednego z bliskich. Byłoby to równoznaczne z "wymiataniem" jego szczęścia i mogłoby sprawić, że bliska osoba nie wróci. Istnieją również inne wierzenia związane z zamiataniem - wprowadzając się do nowego mieszkania nie należy wymiatać niczego nową miotłą, dopóki nie wmiecie się czegoś do środka.

Norwegowie rzucają klątwę na osobę wyruszającą w podróż, żegnając ją słowami "Tvi, tvi". Według powszechnego przekonania, złe duchy nie będą zainteresowane podróżnikiem, na którego już rzucono złe słowo i nie zaszkodzą mu podczas wyprawy.

Na świecie jest także wiele miejsc słynących z przesądów. Turyści muszą wrzucić monetę do fontanny di Trevi, a w Weronie potrzeć pierś pomnika szekspirowskiej bohaterki Julii. Podobnie odwiedzając Cork w Irlandii należy pocałować Blarney Stone, w Pradze dotknąć tabliczki pod pomnikiem św. Jana Nepomucena na Moście Karola, a np. w Łodzi potrzeć na szczęście nos rzeźby Tuwima, który siedzi na ławeczce przed magistratem. (PAP Life)

PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje