Reklama

Reklama

Objawienia w Quito Przepowiednia sprzed 400 lat

Demoralizacja, profanacje, zgorszenie – taki będzie kiedyś świat – usłyszała skromna mniszka.

Dojdzie do prawie zupełnego zepsucia obyczajów. Będą miały miejsce liczne i wielkie świętokradztwa oraz profanacje Najświętszej Eucharystii - powiedziała Matka Boża siostrze Mariannie Franciszce cztery wieki temu w stolicy Ekwadoru Quito.  - Sakrament małżeństwa będzie atakowany i profanowany. Masoneria, która wówczas będzie rządzić, narzuci bezbożne, niesprawiedliwe prawa, umożliwiając wszystkim grzeszne życie i zachęcając do wydawania na świat nieślubnych dzieci. 

Dziewczyna się przeraziła. Był rok 1582, a przepowiednia miała się wypełnić za... 400 lat. Mimo to mniszka, zapytana, czy zechce ofiarować siebie i swoje cierpienia za ludzi tych czasów, natychmiast się zgodziła. Wtedy jej serce przebiły trzy miecze, a ona zemdlała i znalazła się przed Bożym tronem. Tak długo nie odzyskiwała przytomności, iż siostry myślały, że umarła. 

Reklama

Marianna Franciszka była skromna, pokorna i odważna. Urodziła się w 1563 roku w bogatej hiszpańskiej rodzinie. Śliczna i wesoła, bardzo kochana przez bliskich, od maleńkości głęboko wierząca. Pierwsze objawienie przeżyła w wieku 9 lat, po przyjęciu Pierwszej Komunii Świętej. Ujrzała wtedy Trójcę Świętą, Matkę Bożą Niepokalanie Poczętą i św. Józefa. W wieku niespełna 13 lat wstąpiła do Zakonu Niepokalanego Poczęcia (koncepcjonistek), którego przeoryszą była jej ciotka. 


Wkrótce kobiety z kilkoma siostrami wyruszyły z Hiszpanii do Ekwadoru. W trakcie podróży przyszła straszliwa burza. Mniszki były pewne, że zginą. Wtedy Marianna i jej ciotka zobaczyły ogromnego węża o siedmiu głowach, który chciał zniszczyć statek, ale na szczęście ochroniła go Matka Boża. Sztorm ucichł i zakonnice bezpiecznie dotarły do Ekwadoru. Tam, w Quito, założyły klasztor. 

Wkrótce Marianna została jego przeoryszą.  Miała tam około 40 objawień Matki Bożej Pomyślności. Ujrzała przepiękną młodą kobietę z małym Jezusem na lewej ręce i pastorałem, znakiem władzy nad zakonem, w prawej. Podczas trzeciego widzenia Matka Boża poprosiła o wykonanie jej figury i wskazała na artystę, który to uczyni. W pomieszczeniu klasztornym stworzono pracownię i tam rzeźbiarz Franciszek del Castillo pracował nad ogromnym kawałkiem drewna. Gdy do ukończenia pozostały tylko oblicza Maryi i małego Jezusa, artysta musiał pilnie wyjechać. 

I wtedy rankiem mniszki ujrzały oświetlonych niebiańskim światłem archaniołów i świętego Franciszka, którzy rzeźbili twarze Maryi i Jezusa, a wokół rozbrzmiewała anielska muzyka. Kiedy następnego dnia zjawił się artysta, zrozumiał, że zdarzył się cud. Długo modlił się przed figurą i złożył na ręce biskupa oświadczenie, że ukończenie rzeźby nie jest jego dziełem. 

Siostra Marianna przeżyła wiele cierpień. Kilka miesięcy przebywała w więzieniu, aresztowana przez siostrę, która ogłosiła się przełożoną. Po powrocie na swoje stanowisko przez pięć lat znosiła cierpienia wewnętrzne, odpokutowując za jej czyny, by uratować ją od piekła. Kilka razy była w śmierci klinicznej. 

Proroctwa usłyszane od Maryi przerażały ją: za 400 lat kapłani mieli być ośmieszani, lżeni i pogardzani, a niektórzy z nich siali zgorszenie. Kobiety utraciły skromność, a dzieci niewinność. Sakrament pokuty miał zaniknąć. Czyż te przepowiednie nie sprawdzają się na naszych oczach? Ale Maryja mówiła też, że ratunkiem będzie modlitwa i nabożeństwo do Niej.  

***Zobacz także***

Dobry Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje