Reklama

Reklama

Polacy zaczęli kupować psy na potęgę. Eksperci są przerażeni

Pandemia koronawirusa wywróciła nasze życie do góry nogami. Dla wielu osób to czas strat – tych materialnych, ale też emocjonalnych, wywołanych społeczną izolacją czy chorobą. Recepta na pandemiczną chandrę znalazła się szybko i ludzie dosłownie rzucili się na psy. Takiego boomu (i cen) jeszcze nie było! Niestety, o konsekwencjach mało kto dziś myśli, a szkoda, bo za dwa lata czeka nas katastrofa.

Świat ogarnęło szaleństwo. Dotknęło nie tylko Polskę, ale też inne europejskie kraje. Psy zaczęły sprzedawać się jak ciepłe bułeczki, a ich ceny wystrzeliły w górę nawet o 200 proc. Do hodowców ustawiają się horrendalne kolejki, a mniej cierpliwi klienci kupują zwierzęta gdzie popadnie - często płacąc kilka tysięcy złotych za chore, pseudorasowe szczenię niewiadomego pochodzenia.

Polacy ustawiają się w kolejkach po psy

Reklama

Hodowcy są zgodni - czegoś takiego jeszcze nie widzieli. Nawet ci, którzy hodują psy od kilkudziesięciu lat. Do tej pory popyt na szczenięta rósł stopniowo i naturalnie wraz z pojawianiem się nowych możliwości spędzania wolnego czasu z psami, a także coraz większej tolerancji na ich obecność w przestrzeni publicznej. W ramach tego wzrostu zdarzały się oczywiście wahania w górę i w dół, ale zawsze w granicach zdrowego rozsądku. Wszystko zmieniła pandemia.

- Hoduję psy od 40 lat, ale takiego szaleństwa jeszcze nie widziałam. W dobie pandemii, kiedy bankrutują kolejne firmy, ludzie rzucili się na psy - opowiada Jadwiga Konkiel, międzynarodowy sędzia kynologiczny oraz właścicielka hodowli seterów irlandzkich i wyżłów włoskich spinone italiano "Arisland". - Swoje ostatnie mioty sprzedałam w kilka dni, a każdego tygodnia wciąż odbieram kolejne telefony z pytaniem o szczenięta.

- Popyt na szczenięta jest teraz ogromny. W ciągu czterech miesięcy odebrałam tyle samo telefonów od zainteresowanych, co przez ostatnie cztery lata - zdradza Aneta Jańczyk, właścicielka hodowli bearded collie i lwich piesków "Egida Ateny".

Wzrost zainteresowania odczuła też Agnieszka Wojtala, właścicielki hodowli golden retrieverów "Trubliss":

- Codziennie dostaję mnóstwo telefonów, maili i zapytań na Facebooku od ludzi zainteresowanych szczeniętami. Często to fajne osoby, które po prostu stwierdziły, że ze względu na prace zdalną, teraz jest dobry czas na psa. Mam ten komfort, że trafia do mnie mało nieświadomych osób.

Pies w cenie używanego samochodu

Tak duży popyt szybko przełożył się na ceny. W niektórych rasach, zwłaszcza tych najbardziej popularnych, wzrosły one nawet o 200 proc. Nagle okazało się, że za psa, i to niekoniecznie z dobrej hodowli, trzeba zapłacić nawet 10-25 tys. złotych, czyli tyle, ile za używany samochód.

Pod koniec ubiegłego roku analitycy mBanku obliczyli, że inflacja cen zwierząt domowych (w tym psów) wyniosła niemal 30 proc. Dodajmy, że w całym 2020 roku inflacja wyniosła średniorocznie 3,4 proc.

- Ludzie dosłownie oszaleli. Szczenięta sprzedają się jak świeże bułeczki, ceny poszybowały w górę, a hodowcy kryją niemal każdą sukę - tłumaczy Agnieszka Wojtala. - Przed pandemią cena za szczenię golden retrievera nie przekraczała 5 tys. zł, a teraz niektórzy sprzedają je nawet za 10 tys. zł. A za wysoką ceną nie zawsze idzie jakość, bo na wariackim popycie korzystają przede wszystkim ci, dla których hodowla jest sposobem na zarobek, a nie pasjonaci.

- Podczas gdy przeciętna pensja wynosi 2-6 tys. zł, za psa rasowego musimy teraz zapłacić od 4 do 25 tys. zł - opowiada Jadwiga Konkiel. - Z jednej strony wysokiej klasy psy rasowe, takie z najwyższej półki, były w Polsce zbyt tanie w stosunku do zwierząt tej klasy za granicą, ale przy okazji niemal trzykrotnie podniosły się również ceny bardzo przeciętnych szczeniąt. To nie jest normalne.

Hodowcy zauważyli jeszcze jedno zjawisko. Wraz ze wzrostem cen ludziom, włączyła się roszczeniowość i oczekują idealnego towaru niczym ze sklepu. Najlepiej z gwarancją jak na lodówkę.

- Ludzie nie zdają sobie sprawy, że to żywy organizm, a biologia to nie matematyka i nie wszystko można przewidzieć - wyjaśnia lekarz weterynarii, Krystyna Orlicka. - Kupując szczenię, nawet z dobrej hodowli i po przemyślanym skojarzeniu, trzeba liczyć się z tym, że pewne wady czy choroby genetyczne mogą wyjść dopiero po jakimś czasie. I choć nie da się im w 100 proc. zapobiec, to można zminimalizować ryzyko, unikając pseudohodowców i hodowli, które nie dbają o dobro i zdrowie psów.

Lek na samotność czy nadzieja na łatwy zarobek?

Od początku pandemii mierzymy się z różnymi zjawiskami, które badacze biorą pod lupę. Nie inaczej było z psami. Badania opublikowane w "Journal of Behavioural Economics for Policy (JBEP)" przez naukowców z University of South Australia potwierdziły ważną rolę, jaką podczas pandemii, czasie ograniczonego kontaktu z innymi ludźmi, odgrywają zwierzęta domowe.

Główna autorka badania, dr Janette Young, uważa, że ludzie przy pomocy zwierząt próbują walczyć z poczuciem osamotnienia i zapewnić sobie ochronę przed stresem:

Nie bez znaczenia jest też fakt, że więcej czasu spędzamy teraz w domach, tempo naszego życia spadło i dysponujemy większą ilością czasu. To wystarczyło, by osoby, które od dawna nosiły się z zamiarem wzięcia pod swój dach psa, zdecydowały się na ten krok.

- Nie ukrywam, że to dzięki pandemii zdecydowałam się na kupno psa - opowiada Marta z Krakowa. - Marzyłam o tym od zawsze, ale byłam zbyt zabiegana i zmęczona codziennym wstawaniem o świcie, by dołożyć sobie dodatkowy obowiązek. Od kiedy pracuję zdalnie odżyłam, wysypiam się i bez problemu znajduję czas i siły dla zwierzaka. Chciałam też, żeby motywował mnie do większej ilości ruchu, bo za bardzo zasiedziałam się w domu.

Pojawia się tylko pytanie, ile z tych osób wzięło pod uwagę fakt, że pandemia kiedyś się skończy (na co wszyscy czekamy), a większość z nas wróci do biur i szkół? Czy pogodzą to z opieką nad psem, zwłaszcza takim, który jest przyzwyczajony do ich stałej obecności?

- Boję się, jak to będzie wyglądało, kiedy przyjdzie mi wrócić do dawnego trybu życia, ale wierzę, że do tego czasu mój pies dorośnie i nie będzie już tak absorbujący. Na pewno się go nie pozbędę - za długo na niego czekałam - dodaje Marta.

Innym powodem może być zwiększona potrzeba aktywności, o czym wspomniała też nasza rozmówczyni. Ludzie nie mają dostępu do obiektów sportowych - baseny, kluby fitness czy siłownie są od dłuższego czasu zamknięte. Wiele osób przestało się przemieszczać nawet na trasie dom-praca-dom i coraz bardziej doskwiera im brak ruchu. Ważny wydaje się też fakt, że podczas całkowitego lockdownu, to właśnie z psem można było wyjść na "legalny spacer".

Hodowcy wskazują na jeszcze jedną możliwą przyczynę. I to ona niepokoi najbardziej.

- Mimo że mało się udzielam na Facebooku i w ogóle w internecie, to odczułam, że popyt na szczenięta jest ogromny. I powiem szczerze, że mnie to wcale nie cieszy, tylko przeraża - opowiada Agnieszka Fluderska, właścicielka hodowli hawańczyków "FlupSie". - Sądząc po zapytaniach, całe to zainteresowanie nie wynika z miłości do rasy czy psów, tylko z niepohamowanej chęci zarobku i wykorzystania obecnej sytuacji.

- Niektórzy chyba stwierdzili, że to niezły biznes. W sieci widzę mnóstwo postów ludzi, którzy chcą zacząć hodować psy, ale nie wiedzą, jaką rasę wybrać i proszą o poradę. A przecież nie tędy droga! Najpierw poznaje się rasę, a potem można dojść do wniosku, że chce się ją rozmnażać - oburza się Aneta Jańczyk.

Na kolejnej stronie dowiesz się, dlaczego to wszystko źle się skończy >>

Dowiedz się więcej na temat: pandemia | PSY (Park Jae-Sang) | schroniska dla psów | hodowle psów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje