Reklama

Reklama

Samoakceptacja, samoświadomość i seksualność

Nie lubię wracać do przeszłości. Wspomnienia bolą. Są jak zły sen, z którego chcemy się szybko obudzić. Nie łatwo jest jednak wymazać to, co było, co nas dotknęło. Nie jest takie proste, by zapomnieć o ranach z dzieciństwa. Ja je zamknęłam głęboko i od wielu lat robię wszystko, by do nich nie powracać. A jednak… To właśnie one przez długi czas kładły się cieniem na moim życiu.

Pomimo że ją kocham, jej narodziny były dla mnie koszmarem. Odebrano mi wówczas to, co dawało mi spokój, stabilizację, poczucie bezpieczeństwa. Uważałam, że to ona jest wszystkiemu winna.

Przez moje życie przeszła wraz z jej pojawieniem się nawałnica, powodując spustoszenie. Nikt sobie nie zdawał nawet sprawy, co w tamtym czasie czułam. Wszyscy skupieni byli na maleństwie, które stało się częścią naszej rodziny, a w zasadzie najważniejszym jej elementem. Rodzice poświęcali jej czas i uwagę, a ja zadawałam sobie pytanie, czym zawiniłam, czego nie zrobiłam, a co zrobiłam nie tak, skoro chcieli mieć "nowe" dziecko.

Dzisiaj wiem, że stałam się wówczas trochę niesforna. No cóż, robiłam wszystko, aby mnie zauważyli. Ale skutek był odwrotny. Dostrzegali mnie, ale nie widzieli moich potrzeb, mojego cierpienia. Widzieli jedynie moje złe zachowanie. Zastanawiałam się, wieczorami leżąc w łóżku, co by było, gdybym była inna? Zdawałam sobie sprawę, że przewyższam rówieśników o głowę i mój wzrost jest przedmiotem żartów i drwin kolegów z klasy. Uznałam więc, że pewnie o to chodziło rodzicom, wręcz byłam tego pewna, że mój wygląd był przyczyną ich niezadowolenia. Może chcieli bym była drobną blondyneczką z kręconymi włoskami...  A może miałam być chłopcem...

Z pewnością byli rozczarowani tym, że nie śpiewam tak pięknie jak córka sąsiadów i nie biegam tak szybko jak Zosia z V b. Myślałam intensywne, co mogłabym zrobić, aby cofnąć czas, aby coś naprawić, coś w sobie zmienić.  

Gdy zaczęłam dojrzewać i krytyczniej patrzeć na świat, zrozumiałam, że nie chce być kozłem ofiarnym, osobą, która jest przedmiotem żartów. Wiedziałam, że muszę zacząć się bronić. Przełknęłam już to, że mam młodszą siostrę, oswoiłam się z tą sytuacją, ale nie chciałam być wyśmiewana przez rówieśników.

Zmiana szkoły na średnią była okazją, by pokazać się w innym świetle. Dzięki temu, że byłam inteligenta, a może dlatego, że byłam wrażliwa, wiedziałam, że walka z agresją nie ma sensu. A może tego po prostu nie umiałam. Przybrałam natomiast pancerz, stałam się osobą pokazującą się jako twarda, niewzruszona, a w środku tylko ja sama wiedziałam, jaka jestem krucha.

Ktoś patrzący z zewnątrz uznałby, że świetnie poradziłam sobie z otoczeniem. Patrzyli na mnie z szacunkiem, nie ośmielali się atakować. Ale czy ja czułam się dobrze? Nie byłam przekonana, że jestem lubiana... Co prawda, nie żartowali ze mnie, ale czy darzyli sympatią? Przecież na to nie zasługiwałam. Wiedziałam natomiast jedno, że zrobię wszystko, aby im się przypodobać, pomimo że pokazywałam ze wszystkich sił, że mi na tym nie zależy.  

Reklama


Zuzia dzisiaj wie, że jej kompleksy, jej niskie poczucie wartości mają swoje źródło w dzieciństwie. "Jeśli byliśmy zawstydzani, często nas krytykowano, zwracano się do nas pogardliwie lub krytycznie, to ten obszar pozostanie w szarej strefie kompleksów przez kolejne lata (...). Możemy zatem czuć się brzydsi, głupsi, mniej zdolni, mniej skuteczni, mniej zaradni od innych, zbyt wrażliwi, zbyt gniewni. Im więcej takich negatywnych doświadczeń, tym silniejsze głosy."*

To poczucie gorszości powodowało, że Zuzia cały czas musiała mieć się na baczności, grać kogoś, kto nie da się skrzywdzić, pokazywać się ze strony, która będzie podobała się otoczeniu. Ale przecież oczekiwania ludzi są różne i czy o to chodzi, by im wszystkim sprostać? Czy żyć w zgodzie z sobą i akceptować siebie? "Do czego potrzebna nam jest samoakceptacja? By działać, by odnajdywać w swoich działaniach sens, czerpać satysfakcję z tego, co robimy. Bo jeśli nie będziemy siebie akceptować, to choćbyśmy góry przenosiły, nie będziemy tego doceniać. Możemy wręcz hamować siebie w swoich działaniach, słuchać własnego wewnętrznego krytyka, zamiast się motywować i mówić do siebie przyjaznym, empatycznym głosem. Największą przeszkodą w naszych przedsięwzięciach jesteśmy zazwyczaj my same — jeśli nie uwierzymy w swoje pomysły, nie wysłuchamy własnych potrzeb, to będziemy się po prostu sabotować.

Samoakceptacja wiąże się z autentycznością. Gdy siebie akceptujemy, staramy się być sobą, słuchać siebie, działać po swojemu, robić sobie dobrze. A gdy siebie nie akceptujemy, to szukamy wzorców na zewnątrz, próbujemy być kimś innym, zaspokajamy cudze potrzeby, a nie swoje. Samoakceptacja chroni przed wchodzeniem w toksyczne związki, uzależnianiem się od innych ludzi. Pomaga w walczeniu o swoje w relacjach. Sprzyja pilnowaniu swoich granic. Samoakceptacja wiąże się więc również z asertywnością."*

Zuzia powoli zaczęła rozumieć, że najwyższy czas, by spojrzeć na siebie z miłością, by zrzucić pancerz, zauważyć swoje zalety, a przede wszystkim docenić siebie. To czas, w którym wraz z psychologiem zaczęła poznawać na nowo siebie, swoje potrzeby i emocje. To czas, w którym podjęła pracę nad sobą, by cieszyć się z tego, co dobre, zamiast skupiać się na tym, co nam się nie udaje.

Zuzia już dzisiaj podpisałaby się pod słowami z książki Karoliny Cwaliny - Stępniak i Pauliny Klepacz "Sexy zaczyna się w głowie": "Nikt nie będzie bliżej mnie niż ja sama. Jestem dla siebie najbliższym człowiekiem. I dlatego dbam o to, by być swoją najlepszą przyjaciółką. Nie jest to prosta sprawa, ale się opłaca. Dużo ułatwia w życiu. Uczy uważności, słuchania swoich potrzeb.

Od kiedy jestem bliżej siebie, bardziej w siebie wierzę, więcej rzeczy realizuję, bardziej cieszę się życiem. Nie przejmuję się też, tak jak kiedyś, tym, co ludzie sobie o mnie pomyślą. Najważniejsze jest to, co ja sama o sobie myślę. I kiedy widzę, że moja samoocena spada, zastanawiam się, co się dzieje. Nie prę ślepo naprzód, tylko się sobie przyglądam, zatrzymuję się w codziennym biegu."*  

*Fragmenty pochodzą z książki K. Cwalina-Stępniak, P. Klepacz "Sexy zaczyna się w głowie", Wyd. Sensus, 2020

Psychologia przy kawie

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: psychologia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje