Reklama

Reklama

Uważaj na te nadmorskie przysmaki! Uderzą po żołądku i kieszeni

Świeża rybka podana z soczystą surówką i chrupiącymi frytkami, a potem słodkie gofry, przyozdobione domową bitą śmietaną i sezonowymi owocami – wielu turystów tak wyobraża sobie idealny posiłek nad Bałtykiem. Tymczasem nad polskim morzem stosunek ceny do jakości potraw nie zawsze jest odpowiedni.

Wakacje nad polskim morzem potrafią nadwyrężyć portfel. Turyści co roku narzekają na ceny tak wysokie, że przyprawiają o zawrót głowy. Rok temu sieć zalewały zdjęcia "paragonów grozy" - horrendalnie wysokich rachunków z lokalnych smażalni, kafejek czy barów.

Chociaż w tym roku sezon wakacyjno-urlopowy nad polskim morzem dopiero nieśmiało się rozpoczyna, internauci już wszczynają alarm. Na grupach internetowych i forach nie brakuje postów rozżalonych turystów. "Nad polskie morze trzeba jechać z maszynką do robienia pieniędzy" - żartują z cen w nadmorskich restauracjach.

Reklama

Polacy narzekają nie tylko na drożyznę, ale również na jakość jedzenia nad polskim morzem. "Przeszliśmy wzdłuż i wszerz całą Ustkę i znaleźliśmy tylko jedną smażalnię ze świeżą rybą. To jakiś obłęd!" - tłumaczy jedna z turystek. "Frytki ociekają olejem i są jak z gumy" - wtóruje jej inna. Podobnych głosów nie brakuje. Czy rzeczywiście jest aż tak źle? Jakich przysmaków nad Bałtykiem, w trosce o zdrowie i domowy budżet, najlepiej unikać?

Smażona ryba nad morzem. Czy rzeczywiście jest świeża?

Wycieczka do smażalni to dla wielu obowiązkowy punkt wakacji nad Bałtykiem. Zazwyczaj, aby wytropić te gastronomiczne punkty, nie musimy nawet włączać nawigacji w telefonie - ich zapach jest bowiem wyczuwalny z daleka.

Turyści marzą o zjedzeniu blisko plaży świeżej ryby - nad polskim morzem trudno wyobrazić sobie bardziej wakacyjny obiad. Tymczasem ryby podawane w miejscowych smażalniach rzadko pochodzą z porannych połowów. Co więcej, nierzadko restauratorzy serwują turystom ryby wcześniej mrożone. A niektóre z nich nigdy nie pływały w Bałtyku...

W menu nadbałtyckich smażalni zazwyczaj znajdują się: flądry, sole, dorsze, szproty, turboty, łososie bałtyckie i śledzie. Zdecydowanie największą popularnością wśród turystów cieszy się jednak dorsz - to biała i delikatna ryba o delikatnym smaku. Jednak w 2019 roku Komisja Europejska ustanowiła środki nadzwyczajne w celu zmniejszenia zagrożenia dla stada dorsza atlantyckiego ze wschodniej części Morza Bałtyckiego. Zakaz do tej pory nie został anulowany, a to oznacza, że zjedzenie świeżego dorsza nad polskim morzem graniczy z cudem.

Rok temu sprawę skomentował Robert Makłowicz. W rozmowie z INNPoland przyznał, że "Bałtyk jest morzem przełowionym, małym, mało słonym". Dodał także, że "większość ryb, które są oferowane w naszych nadmorskich kurortach, po prostu nie pochodzi z Bałtyku". "Jeśli smażalnie mówią, że są tam świeże ryby, a tak naprawdę ich tam nie ma, to można mieć żal do właściciela" - przyznał Makłowicz, jednocześnie zalecając ostrożność.

Nadmorska zapiekanka. "Smakowała tak, jak wyglądała - marnie"

Zapiekanki w czasie wakacji nad morzem także cieszą się dużą popularnością. Budek, w których serwowany jest ten przysmak blisko plaż i atrakcji nie brakuje. Mimo że zapiekanki wydają się przekąską budżetową, ich ceny nad Bałtykiem wcale nie należą do niskich. Koszt jednej (z serem i pieczarkami) to około 17-20 złotych. Oczywiście cena rośnie w zależności od doboru dodatkowych składników.

W przypadku nadmorskich zapiekanek cena wcale nie oznacza, że przysmak przygotowywany jest na miejscu ze świeżych składników. Niestety, większość barów serwuje "gotowce" - odmrażając produkty rano i podając je turystom w ciągu dnia. W skrajnych przypadkach taka przekąska może kosztować nas zatrucie pokarmowe.

- W ubiegłym roku w okresie wakacyjnym na kilka dni pojechałem do Władysławowa razem  ze znajomymi. Przyjechaliśmy wieczorem i od razu poszliśmy na plażę. Tam, głodny po podróży, zdecydowałem się na zapiekankę w miejscowej budce. Wybrałem klasyczną zapiekankę z serem i pieczarkami. Już sam jej widok nie był apetyczny - ciasto rozmokłe, a grzyby wysuszone na wiór. Smakowała tak, jak wyglądała - marnie. Już po godzinie pożałowałem tej decyzji. Następny dzień nie należał do najprzyjemniejszych - wspomina swój pierwszy posiłek nad Bałtykiem Michał.

Lody włoskie z automatu: warto?

Trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek wakacje bez słodkiego przysmaku, jakim są lody. W nadmorskich miejscowościach nie brakuje rzemieślniczych lodziarni, w których można skosztować pysznych lodów - często wykonywanych zgodnie z tradycyjną recepturą. Taki deser to przyjemność zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.

Nie każdy podczas wakacji nad Bałtykiem decyduje się jednak na rzemieślnicze lody. Turystów kuszą bowiem także budki z lodami włoskimi, które wykonuje się zazwyczaj przy pomocy automatycznej maszyny. Jak nietrudno się domyślić ten przysmak nie ma wiele wspólnego ze słoneczną Italią.

Włoskie lody z automatu, chociaż mają idealny kształt i wyglądają niezwykle efektowanie, nie mogą równać się z gelato ani nawet z rzemieślniczymi polskimi lodami. Mają miękką konsystencję, która sprawia, że przysmak niezwykle szybko się topi. Rzadko można wyczuć w nich konkretne smaki - na ogół to po prostu słodka, zimna masa.

Ile kosztują włoskie lody? W zależności od rozmiaru w nadmorskich miejscowościach musimy zapłacić za nie od 8 do nawet 15 złotych.

Gofry: Ta przyjemność może cię drogo kosztować

Deser w postaci gofrów to atrakcja zarówno dla dzieci,  jak i rodziców. Taka przyjemności nie należy jednak dla najtańszych. W ubiegłym roku gofry znajdowały się bowiem na czele wakacyjnej,  nadmorskiej listy grozy - na sopockim "Monciaku" za gofra z bitą śmietaną i owocami turyści musieli zapłacić aż 20 złotych!

Niektórzy mogliby pomyśleć, że wygórowana cena jest oznaką wybitnej jakości. Tymczasem wiele budek z goframi oferuje klientom wafle, które pieczone są już wcześniej - na przykład rano, przed otwarciem lokalu - a później jedynie na szybko podgrzewane. Wówczas gofry stają się suche i twarde.

- Właśnie wróciłam w wakacji nad morzem. Gofry na plaży to podstawa, więc zdecydowałam się na jednego. Był tak twardy, że trudno było mi go nawet ugryźć. Cena? 17 złotych! - wspomina rozżalona Karolina z Wrocławia, która niedawno wróciła z Trójmiasta. 

***
Zobacz również: 


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Bałtyk | paragony grozy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy