Reklama

Reklama

Whole prey, czyli żywienie pupili dla osób o mocnych nerwach

Rynek zoologiczny nieustannie się rozrasta. Najprężniej działa sektor karm dla zwierząt, oferując właścicielom coraz to nowe produkty. Jak odnaleźć się w gąszczu ofert i informacji, by zapewnić swojemu zwierzakowi najzdrowszą i najlepiej zbilansowaną dietę? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć w swojej książce "Nie dla psa (i kota) kiełbasa" Agnieszka Cholewiak-Góralczyk. Przeczytaj fragment o jednej z najbardziej kontrowersyjnych diet - whole prey.

Mój absolutnie ulubiony temat! Ile razy zostałam zwyzywana za edukowanie na temat whole prey ("cała ofiara"), to wiem tylko ja. Jeżeli jesteś użytkownikiem portali społecznościowych, bywasz na grupach i profilach poświęconych głównie kotom, to możesz trafić na zdjęcie kota jedzącego mysz, szczura, przepiórkę lub inne małe zwierzę.

Część psiarzy, szczególnie tych, którzy mają mniejsze psiaki, również stosuje ten model żywienia, więc mogliście zobaczyć małego słodkiego pieska z jednodniowym kurczaczkiem w pyszczku. Pierwsze takie spotkania mogą was wprawić w osłupienie. Możecie się zastanawiać, dlaczego ktoś pozwala kotu na znęcanie się nad innym zwierzęciem i na polowanie. Cóż to za nieodpowiedzialny opiekun, który do tego chwali się takim zdjęciem w grupie miłośników kotów?!

Reklama

Weź w takiej chwili głęboki wdech, przypomnij sobie ten rozdział z książki i pomyśl, że może jest to bardzo odpowiedzialna osoba, która po prostu karmi swojego kociego przyjaciela zgodnie z surowym modelem żywienia  - whole prey. Jeżeli nie wyobrażacie sobie obcowania z całą opierzoną lub owłosioną tuszką zwierzęcia i czujecie, że robi wam się niedobrze na samą myśl, pomińcie część poświęconą temu modelowi żywienia. Nie ma sensu się torturować. Nie musicie tak żywić, to po prostu jedna z opcji  - tych zdrowych.

Czym jest whole prey

Whole prey opisuję jako model żywienia polegający na podawaniu kotom (a także psom) ciał ofiar (brzmi to strasznie, wiem), które stanowiłyby ich naturalny pokarm, gdyby zdobywały go przez polowanie. Model ten opiera się na karmieniu całymi tuszkami małych zwierząt  - ptactwa, gryzoni, niektórych ryb. Podajemy je na surowo, w całości (również z okrywą włosową czy upierzeniem).

W wypadku ptactwa i ryb polecam usuwanie jelit, aby obniżyć ryzyko zakażenia ewentualnymi pasożytami. Taką dietę, jeśli jest jedynym bądź głównym sposobem żywienia, polecam uzupełniać żółtkami jaj, witaminą E i olejem rybim bogatym w kwasy omega-3.

Karmówka, jak potocznie nazywane są tuszki myszy, szczurów czy jednodniowych kurczaków, to mięso chowu przemysłowego. Jest stosowana przez terrarystów (czyli hodowców zwierząt terrariowych, na przykład węży, nie mylić z terrorystami!), ale także przez ogrody zoologiczne, w żywieniu ich podopiecznych. Producenci otworzyli się również na dostarczanie tego typu pokarmu kotom i możemy znaleźć na rynku coraz szerszą ofertę.

Whole prey z każdym miesiącem zyskuje na popularności w naszym kraju  - szczególnie wśród kociarzy. Jeżeli tuszki pochodzą ze sprawdzonego, legalnie funkcjonującego miejsca, będącego pod nadzorem służb weterynaryjnych, to możemy jak najbardziej z takiego produktu korzystać w żywieniu naszego zwierzęcia. Niesprawdzone źródła to ryzyko i nie polecam takich rozwiązań.

Jak korzystać z tego modelu Ponieważ stosujemy ten model głównie u kotów, opiszę go na ich przykładzie. Przy żywieniu metodą whole prey dbamy o różnorodność w diecie. Same myszy czy szczurki to dla kota trochę za mało, chociaż stanowią one doskonałą podstawę żywienia, ponieważ są bogate w taurynę. Do diety warto dodać ptactwo, okazjonalnie ryby (te wolne od substancji antyodżywczych  - trioxu i tiaminazy, takie jak łosoś, dorsz, pstrąg czy flądra).

Dawkowanie (przetestowane na moich kotach) to około trzydziestu, czterdziestu gramów pełnowartościowego whole prey na kilogram masy ciała. To oczywiście jest baza wyjściowa, a docelową dobierzecie sami, obserwując swojego pupila i jego wagę. Pamiętajcie, że podstawę diety powinny stanowić dorosłe osobniki, młode (na przykład mysie oseski) są bowiem mniej wartościowe  - traktujemy je trochę jak karmę uzupełniającą. W tym modelu podaje się tylko martwe ofiary - i jest to podstawowa kwestia. Puszczanie kota samopas i pozwalanie na to, żeby polował, nie ma nic wspólnego z tym modelem żywienia. Upolowana przez naszego pupila ofiara umiera długo i w cierpieniu, a do tego może być zarobaczona, chora lub po spożyciu trutki, co wiąże się z ogromnym ryzykiem śmierci dla zwierzęcia, które ją spożyło.

* Więcej o książce "Nie dla psa (i kota) kiełbasa" przeczytasz TUTAJ.

Dowiedz się więcej na temat: koty | karma dla kotów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje