Najlepsza piłkarka na świecie szuka pracy

Marta Vieira da Silva nie ma sobie równych w grze, ale jej przyszłość jest bardzo niepewna i nie ma stałego miejsca zamieszkania.

Zdobywała gola za golem w Brazylii, Szwecji i Stanach Zjednoczonych. FIFA po raz kolejny bez żadnych wątpliwości uznało ją za najlepszą piłkarkę na świecie, piąty rok z rzędu. Ma jedynie 24 lata. I obecnie nie jest w żadnym klubie, nie podpisała żadnego kontraktu.

Piłka to męski świat

Reklama

Problemem nie jest Marta. Chodzi o to, że kobieca piłka nożna wciąż nie ma dobrej pozycji, nawet w przypadku młodej kobiety, która udowodniła, że umie czynić magię od rolniczych równin Brazylii po pogórze koła podbiegunowego. Kocha tę grę i dla niej żyje. Ale trudno jej zarobić na życie.

A skoro Marta ma trudności, jasne jest, że kobieca piłka nożna wciąż, nawet w 2011 roku, nie jest w pełni akceptowana w sporcie, który w dalszym ciągu pozostaje męskim światem.

Jednak kiedy pozowała do zdjęcia obok Lionela Messi, który otrzymał tytuł najlepszego piłkarza po raz drugi z rzędu, Brazylijka i Argentyńczyk wyglądali na dobraną parę.

Jest od niej rok młodszy i nie płakał podczas swojego przemówienia. Ale Mały Leo podczas oficjalnych okazji wygląda na nieopierzonego i zagubionego. Jest tylko parę cali wyższy od Marty i chociaż Messi był gwiazdą Barcelony już od nastolatka, a jego wyniki są niezwykłe, nie jest w stanie przyćmić Marty. W jedynym miejscu, w którym zagrzała miejsce na cztery kolejne sezony - w Umea w Szwecji - zdobyła 111 goli podczas 103 meczy.

Artystka boiska

Strzelanie goli to jednak tylko część jej repertuaru. Marta prezentuje równowagę, sposób poruszania się, wyobraźnię, która sprawia, że jest artystką na boisku. Muszę wyznać, a nie mówię tego często o kobiecym futbolu, że Marta mogłaby, pomijając brutalność, grać w większości męskich lig na świecie. To prawie herezja, wiem. Piłka nożna, poczynając od urzędników FIFA, to szowinistyczny bastion. Niby wspiera kobiecą piłkę - w czerwcu i lipcu w Niemczech odbędą się rozgrywki 16 narodów w ramach Pucharu Świata Kobiet. Lecz od Brazylii - korzenie Marty są w pobliżu Dois Riachos, gdzie się urodziła i wychowała w jałowym kraju trzciny cukrowej, 1600 km na północ od Rio de Janeiro - po Kalifornię, gdzie mieszka teraz, trudności kobiecej piłki nożnej wiążą się z ambicjami i bankructwem.

Dziewczyny nie grają

Nawet w dzieciństwie Marta dorównywała chłopcom grającym na dotkniętych suszą polach, ale nie była tam mile widziana. Dziewczyny nie grają - tak jej mówiono. Co gorsza, była bita przez swojego brata, dopóki nie interweniowała jej matka.

Uczyła się więc gry na gitarze, a instynkt obronny kazał jej się zaangażować w afro-brazylijską sztukę walki, capoeirę, która łączyła w sobie muzykę, taniec i futebol, jak mówią po portugalsku. I to właśnie piłka pociągała ją najbardziej. W wieku 14 lat łowca talentów piłkarskich zabrał ją do Vasco da Gama, klubu w Rio oddalonego o 1600 km, który wbrew trendom macho prowadził kobiecą drużynę. To, dla dziewczynki urodzonej siedem lat po tym jak zniesiono całkowity zakaz kobiecej piłki nożnej w Brazylii, było rajem na ziemi.

Lecz raj szybko zbankrutował. Vasco da Gama finansowo nie umiał utrzymać sekcji kobiet i po krótkim okresie w Santa Cruz, Marta wylądowała w zimnej Szwecji, która prezentuje bardziej cywilizowane podejście do kobiecych sportów. Tutaj mogła się rozwijać, lecz zgodziła się pomóc profesjonalnej lidze kobiecej piłki nożnej w USA. Jej pierwsza drużyna, Los Angeles Sol, podpisała kontrakty z pięcioma, świetnymi Brazylijkami, lecz nie starczyło jej pieniędzy na funkcjonowanie.

CZYTAJ TAKŻE:

Dyplom nie oznacza kariery.

Pakistanki muszą pracować.

Postęp oznacza ryzyko.

Dowiedz się więcej na temat: Marta Vieira da Silva | piłka nożna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje