Reklama

Reklama

W mieście zgodnie z naturą

Mieszczuch atakowany przez spaliny i hałas, kuszony przez nocne kluby zadaje gwałt swojemu organizmowi. Czy w miejskiej dżungli można żyć zgodnie z naturą? To możliwe, ale trzeba bardzo uważać...

Anna ma 28 lat i mocne postanowienie, żeby żyć zdrowo. Rano biega, raz w tygodniu chodzi na basen, pije dużo wody, sypia po osiem godzin na dobę, dba o dietę. Niedawno wylądowała w szpitalu z ostrym zatruciem. - Spędziłam trzy dni pod kroplówką - opowiada dziewczyna. - A wszystko dlatego, że zatęskniłam za nowalijkami. Wiedziałam, że to, co teraz jest w sklepach, było ostro "pędzone", ale nie mogłam się powstrzymać - dodaje.

Okazało się, że rzodkiewka, sałata i szczypiorek były tak naszpikowane środkami chemicznymi, że o mały włos nie doprowadziły dziewczyny do wycieńczenia organizmu. Problem Anny polega na tym, że mieszka w Warszawie. A w wielkim mieście na tych, którzy chcą żyć zgodnie z naturą, czyha mnóstwo niebezpieczeństw.

Reklama

Nowalijki z ołowiem

- Trzeba bardzo uważać na to, co się kupuje - mówi kucharz Maciej Kuroń. - Nie wszystko, co ma opinię zdrowej żywności, w rzeczywistości na takie miano zasługuje. Polecam na przykład sprowadzać jedzenie ze wsi lub kupować na targach od znajomych rolników. Sam mam kilka takich sprawdzonych miejsc - dodaje. Maciej Kuroń radzi jeść warzywa tylko wtedy, gdy naturalnie rosną w ogrodach. - Wczesną wiosną trzeba unikać nowalijek, bo zamiast bomby witaminowej zafundujemy sobie bombę chemiczną - mówi.

Rzodkiewka, sałata, pietruszka i szczypiorek hodowane pod folią zawierają na ogół szkodliwe związki - azotany, azotyny oraz środki ochrony roślin. Nowalijki z łatwością wchłaniają także metale ciężkie, takie jak chrom, kadm, cynk, ołów. Dotkliwie przekonała się o tym Krystyna Kozieł z Warszawy, która hodowała warzywa na działce pracowniczej przy moście Siekierkowskim. - Nie zdawałam sobie sprawy, że jest to aż tak groźne, dopóki synowa i wnuczek nie zaczęli mieć kłopotów ze zdrowiem, m.in. wysypki i duszności - opowiada.

Od świtu do zmierzchu

- Ludzki organizm dość szybko potrafi dostosować się do warunków, w których przyszło mu funkcjonować. Najlepiej jednak byłoby, gdybyśmy mogli żyć w rytmie natury - mówi dr Katarzyna Baszkiewicz, lekarz rodzinny z podwarszawskiego Milanówka. - Na wsi ludzie kładą się do łóżka o zmierzchu. Nie męczą oczu sztucznym światłem, śpią regularnie, pozwalają organizmowi zregenerować się. Wstają o świcie wypoczęci. A mieszkańcy miast?

Często zarywają noce, bo pracują do późna, potem ruszają na zabawę czy spotkanie z przyjaciółmi. Po zmierzchu, kiedy organizm powinien zacząć się wyciszać, jest bombardowany mnóstwem agresywnych bodźców: hałasami, migającymi neonami, głośną muzyką czy w końcu spalinami. To gwałt zadany ciału i duszy - dodaje lekarka.

Lekarze stanowczo odradzają poranny jogging w mieście. Bieganie wśród spalin i hałasu przekraczającego wszelkie normy może nam przynieść poważną alergię. Równie zgubne może być dojeżdżanie do pracy rowerem. W niektórych miastach miłośnicy dwóch kółek oprócz kasków zaopatrują się obowiązkowo w maseczki chroniące nos i usta. - Nie ma sensu robić czegoś, co nie służy naszemu zdrowiu. Poziom zanieczyszczeń w mieście jest tak wysoki, że głęboko oddychając, wtłaczamy do płuc dużo więcej szkodliwych substancji niż podczas zwykłego spaceru - mówi dr Katarzyna Baszkiewicz.

Komora z tlenem

Co więc robić, jeśli mieszka się i pracuje w centrum miasta, ale chce się żyć zdrowo? - Warto zadać sobie trud i w weekendy wyjeżdżać za miasto. Dwa dni intensywnego ruchu na świeżym powietrzu pozwoli przeżyć tydzień w miejskiej dżungli - dodają specjaliści. - Dla zabieganych są jeszcze bary tlenowe, komory solne czy ośrodki SPA. Do wszystkiego jednak trzeba podchodzić z rozsądkiem i umiarem - dodaje.

Maciej Kuroń mówi, że najlepszym sposobem na zachowanie zdrowia i dobrego samopoczucia w dużym mieście jest radość z życia i niepopadanie w przesadę. - Dobre jedzenie, przyjaciele i spokój najlepiej koją skołatane nerwy. Zadowolony człowiek jest dużo bardziej odporny na działanie szkodliwych czynników zewnętrznych. Poradzi sobie nie tylko z miejskim smogiem, ale także z tym nieszczęsnym twarożkiem z rzodkiewkami z pierwszego zbioru - mówi kucharz.

Zanim podasz nowalijki na stół...
• Dokładnie myj warzywa i owoce - woda spłukuje ołów.
• Nie trzymaj warzyw w szczelnie zamkniętych woreczkach lub pojemnikach - w takich warunkach azotany przekształcą się w jeszcze bardziej szkodliwe azotyny.
• Młode ziemniaki koniecznie obieraj! W ich skórce jest najwięcej toksyn.
• Nie daj się zwieść zielonym, zewnętrznym liściom sałaty - to w nich odkłada się najwięcej szkodliwych substancji.
• Jedz (oczywiście z umiarem!) witaminy C i E oraz żelazo, wapń i magnez.
• Nie kupuj jedzenia na przydrożnych straganach (ołów!).
• Marchewki i pietruszki nie gotuj w całości, tylko drobno pokrojone.
• Wygotowane z jarzyn toksyczne związki przejdą do wywaru, który potem musisz wylać.

Odwiedź też dział kuchnia

Tekst pochodzi z magazynu

Dzień Dobry
Dowiedz się więcej na temat: gwałt | warzywa | ołów | nowalijki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje